dwutygodnik internetowy
19.06.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Czy wytną (w)szyszko?

Jest ciemnobrązowy, walcowaty i krępy – pokryty rdzawym, lśniącym owłosieniem. Występuje w lasach Europy i północnej Azji. W Polsce najbardziej znana populacja zamieszkuje obszar Puszczy Białowieskiej, ale jego sława sięga daleko poza jej granice. I gdyby nie jego drobna postura, mógłby śmiało stanąć w szranki z żubrem o tytuł króla lasu.

fot.: Dawid Zieliński

fot.: Dawid Zieliński

Kornik drukarz – bo to o nim mowa – zwany po łacinie Ips typographus, to niepozorny 5-milimetrowy gatunek chrząszcza z rodziny ryjkowcowatych. Obecnie także najbardziej medialny mieszkaniec puszczy, który od trzech lat deklasuje żubra pod względem ilości wyszukiwań w Internecie. A jego sława ciągle rośnie.

Jego najlepszym przyjacielem-żywicielem jest świerk. Larwy żerują pod korą drzew, drążąc w łyku malownicze tunele przypominające egzotyczny alfabet, stąd też jego przydomek – drukarz. Owady najlepiej czują się w monokulturach świerkowych. Najczęściej atakują drzewa, które są osłabione, stare lub chore. Ale nie zawsze – kiedy korników jest dużo, owady mogą atakować również drzewa zdrowe. Tempo rozwoju populacji zależy między innymi od pogody. Sprzyja mu wysoka temperatura, brak opadów i długi okres wegetacyjny roślin; to właśnie takie warunki wystąpiły w 2013 roku. Populacja kornika na terenie puszczy wzrosła wtedy w ciągu kilkunastu miesięcy ponad dziesięciokrotnie.

Najwyraźniej swoje panowanie w lesie chce budować na zasadzie „dziel i rządź”. Najpierw podzielił mieszkańców puszczy: na tych, którzy chcą z nim czynnie walczyć, pozbawiając go pokarmu i wycinając świerki, oraz na tych, którzy uważają, że jego obecność jest naturalnym i chwilowym procesem w historii lasu, a natura doskonale sobie z nim poradzi bez ingerencji człowieka. Obie grupy mają potężnych sojuszników: po jednej stronie ministra środowiska i spółkę Lasy Państwowe, po drugiej organizacje ekologiczne i sporą część środowisk naukowych. Okopały się solidnie na swoich pozycjach, uzbrojone w zakazy wstępu do lasu, bloczki mandatowe i piły spalinowe naprzeciw patrolom rowerowym, blokadom sprzętu i petycjom do ministerstwa.

fot.: Dawid Zieliński

fot.: Dawid Zieliński

 

fot.: Dawid Zieliński

fot.: Dawid Zieliński

 

fot.: Dawid Zieliński

fot.: Dawid Zieliński

W marcu 2016 roku minister środowiska Jan Szyszko podpisał aneks do Planu Urządzania Lasu, który umożliwił radykalne zwiększenie wycinki, między innymi na terenie nadleśnictwa Białowieża. Swoją decyzję motywował walką ze znanym nam już kornikiem. Zdaniem ministra wycinka zarażonych świerków i wywózka chorych drzew z lasu pozwolą na skuteczną ochronę przed szkodnikiem, a ścięte drzewa zastąpi się nowymi nasadzeniami – głównie świerka. Przeciwko takim działaniom ochronnym zaprotestowali ekolodzy, naukowcy i część mieszkańców puszczy. Bezskutecznie – ich apele o zaprzestanie wycinki zostały zignorowane.

Tymczasem leśnicy do walki z niewielkim owadem sprowadzili gigantyczne kombajny zrębowe – słynne Harvestery. W dodatku, żeby nikt im nie przeszkadzał w wojnie z kornikiem, na terenie nadleśnictwa Białowieża ogłoszono zakaz wstępu do lasu. Zbiegło się to w czasie z początkiem sezonu turystycznego. Obrońcy puszczy sugerują, że ma to związek z prowadzoną intensywną wycinką, obejmującą między innymi najbardziej cenne, ponad stuletnie drzewostany, oraz próbą jej ukrycia przed opinią publiczną. Tymczasem oficjalny powód to zagrożenie, jakie niosą dla ludzi suche drzewa zainfekowane przez korniki. Przecież bezpieczeństwo turystów jest najważniejsze. Tyle tylko, że turyści do Białowieży nie przyjechali. Bo i po co, skoro mówi się, że las zamknięty. Może przyjadą za rok. Jeśli będzie jeszcze co oglądać po starciu kornika z leśnikami.

fot.: Dawid Zieliński

fot.: Dawid Zieliński

 

fot.: Dawid Zieliński

fot.: Dawid Zieliński

 

fot.: Dawid Zieliński

fot.: Dawid Zieliński

Wiosną tego roku działania leśników spotkały się ze zdecydowanym protestem wielu organizacji ekologicznych oraz części mieszkańców puszczy. Posypały się apele, listy protestacyjne i petycje. Kiedy te formy protestu nie przyniosły pożądanego efektu, aktywiści sięgnęli po bardziej radykalne środki – w miejscowości Pogorzelce zorganizowali „Obóz w obronie Puszczy” i rozpoczęli blokadę ciężkiego sprzętu do wycinki lasu (Harvestera i innych maszyn zrębowych), która odbiła się szerokim echem w mediach i zwróciła uwagę opinii publicznej na problem postępującej wycinki. Na zaproszenie aktywistów i mieszkańców gmin puszczańskich do Białowieży i okolic zjechały setki osób z całej polski, żeby na własne oczy zobaczyć metody Lasów Państwowych w walce z 5-milimetrowym chrząszczem.

W ramach „Weekendu dla Puszczy” odbyło się wiele spotkań, wykładów, projekcji i koncertów. W sobotnim spacerze w obronie Puszczy, pomimo ulewnego deszczu i zakazu wstępu do lasu, wzięło udział ponad siedemset osób. Spacerujący mogli na własne oczy zobaczyć, jak wygląda zrąb zupełny, równo ułożone wzdłuż dróg ścięte bale i rozjeżdżone ciężkim sprzętem leśne drogi – efekt walki z kornikiem prowadzonej przez Lasy Państwowe.

W niedzielę podjęto nawet próbę zorganizowania spotkania pomiędzy zwaśnionymi stronami. Niestety, debata transmitowana przez lokalną telewizję zaraz po zgaszeniu kamer przerodziła się w zwykłą pyskówkę. Wkrótce leśnicy i ich zwolennicy poszli w swoją stronę, a aktywiści wrócili do swojego obozu. Musieli odpocząć i nabrać sił – bo przecież w poniedziałek znowu spotkają się przy Harvesterze.

***

Już w tę sobotę (24 czerwca) o godzinie 16.00 odbędzie się Warszawski Marsz dla Puszczy. Serdecznie zapraszamy!