dwutygodnik internetowy
27.08.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Czy płeć jest do zbawienia koniecznie potrzebna?

Nadmierne przywiązanie do tradycyjnych ról płciowych może być tak samo zgubne jak liberalne dążenie do wyzwolenia kobiet przez samorealizację. Historie biblijnych kobiet mogą zainspirować nas do znalezienia odpowiedzi na feministyczny i chrześcijański dylemat: spójność społeczna czy sprawiedliwość.

ilustr.: Zofia Różycka

ilustr.: Zofia Różycka

Tekst pochodzi z 36. numeru papierowego Magazynu „Kontakt” pod tytułem „Biblia dziesięciolecia”.

Czy płeć jest potrzebna do zbawienia? I czy rezygnacja z płci jako podstawowej kategorii opisującej człowieka jest potrzebna do emancypacji kobiet we współczesnych społeczeństwach? Odpowiedzi na te pytania poszukam w historiach biblijnych kobiet. Punktem wyjścia będzie jednak fragment listu świętego Pawła, w którym apostoł gani Galatów za to, że zamiast zawierzyć się Bożej łasce pokładają nadzieję w Prawie Mojżeszowym, które kojarzyć się może ze schematami kulturowymi definiującymi rozumienie płci. Kobiecość i męskość w wymiarze społecznym i kulturowym zostały bardzo ściśle zdefiniowane przez pryzmat cielesności, jako niepodważalne i zaplanowane przez Boga w trakcie stwarzania świata. Kobieta jest łagodna, skierowana do wnętrza, emocjonalna, bierna, jej główne powołanie to macierzyństwo i praca w domu. Mężczyzna jest silny, skierowany na zewnątrz, racjonalny, aktywny, a jego główne powołanie to zdobywanie świata. Przeglądając konserwatywne katolickie media, można odnieść wrażenie, że wypełnianie tej wizji kobiecości i męskości jest obowiązkiem chrześcijanina lub nawet drogą do zbawienia – a przynajmniej częściej się o tym wspomina niż o innych możliwych drogach powołania, takich jak oddanie się pracy na rzecz sprawiedliwości społecznej. Tak jak Galaci, niektórzy współbracia i współsiostry katolicy (a także protestanci i prawosławni) zdają się większą nadzieję pokładać w społecznych normach i rolach niż w Bożej łasce.

Z drugiej strony dominujący (liberalny) feminizm, krytykując tradycję i przyjęte role społeczne, nie dostrzega ich wartości jako spoiwa wspólnoty. Emancypacja kobiet w tym wydaniu ma charakter indywidualny – chodzi w niej o samorealizację bez oglądania się na społeczny kontekst. Tym samym stajemy przed dylematem: „spójne społeczeństwo czy sprawiedliwość?”. Być może jednak te wartości nie muszą się wykluczać. Jak je pogodzić? Inspiracji poszukajmy w samym Piśmie Świętym, zaczynając od wspomnianego listu św. Pawła do Galatów (Ga 4, 21-31).

Święty Paweł przeciwstawia sobie dwie kobiety: Hagar i Sarę. Ta druga, żona Abrahama, borykała się z bezpłodnością. Było to dla niej trudne nie tylko dlatego, że być może najzwyczajniej w świecie pragnęła dziecka i czuła powołanie do macierzyństwa. Brak potomstwa oznaczał brak Bożego błogosławieństwa i hańbił tę, która „nie zaznała bólów rodzenia”. Innymi słowy, Sara nie mogła spełnić społecznej roli nadanej kobietom w świecie Starego Testamentu (można się zresztą zastanawiać, czy pod tym względem współczesny świat rzeczywiście odszedł od wyobrażeń starożytnych Izraelitów). Nie mogąc pogodzić się z losem, zgodnie z ówczesnym zwyczajem poprosiła Abrahama, aby spędził noc z jej niewolnicą Hagar – drugą bohaterką Pawłowego listu. Ta zaszła w ciążę i urodziła Izmaela, protoplastę ludu arabskiego.

Apostoł zauważa, że nawróconym na chrześcijaństwo Żydom bliżej do bycia dziedzicami Hagar, gdyż zachowują się jak niewolnicy Prawa. Zamiast przyjąć łaskę Jezusa Chrystusa, pokładają nadzieję w sobie i swoim przestrzeganiu zasad Starego Przymierza. Inaczej jest z Sarą, która nie urodziła Izaaka dzięki własnym możliwościom, lecz dzięki Bożej obietnicy, której uwierzyła razem z Abrahamem (chociaż nie była to łatwa wiara, o czym świadczy rozbawienie kobiety, gdy usłyszała, że zajdzie w ciążę). Sara mogła się przekonać, że Bóg potrafi dokonać niemożliwego. Jej niepłodność i hańba, jakiej doświadczyła, stały się okazją do ukazania Bożej mocy, ona sama zaś została pramatką Narodu Wybranego. Dlatego święty Paweł cytuje proroka Izajasza: „Ciesz się, niepłodna, która nie rodziłaś, wykrzykuj i wołaj, która nie zaznałaś bólów rodzenia! Bo liczniejsze są dzieci opuszczonej niż tej, która ma męża”. Izajasz w swoim proroctwie pokazuje Boże działanie, które przełamuje logikę tego, co ludzkie – cieleśnie i społecznie.

Przypatrzmy się jeszcze dokładniej temu, jak wyglądała sytuacja społeczna kobiet w czasach biblijnych. Ich status zależał od relacji z mężczyznami – ojcami, braćmi, mężami i synami. Bez opieki któregoś z nich kobieta była skazana na biedę i głód. Szczególnie trudne było wdowieństwo, które umiejscawiało kobiety na marginesie społecznym, oraz okrywająca hańbą niepłodność. Ta upokarzająca zależność kobiety od mężczyzny ma swoje źródło w grzechu pierworodnym: „Pomnożę twoje bóle związane z porodem. W bólu będziesz rodziła dzieci. Do twojego męża będziesz lgnęła, ale on będzie panował nad tobą” (Rdz 3, 16). Stwarzając świat i ludzi, Bóg nie zakładał nieprzyjaźni i nierówności między płciami – dopiero nieposłuszeństwo pierwszych rodziców doprowadziło do niesprawiedliwego ukształtowania się społecznych ról kobiet i mężczyzn. Bohaterki opowieści biblijnych bardzo często wychodzą jednak poza stereotypowe ramy kobiecości i dzięki temu aktywnie uczestniczą w historii zbawienia.

Jedną z bardziej inspirujących opowieści jest ta o Rut i Noemi, synowej i teściowej. Obie zostały wdowami, jedna w młodym, druga w podeszłym wieku. Rut miała wciąż szansę na powtórne małżeństwo, ale nie chciała zostawić teściowej samej. Nie dość, że poświęciła dla niej możliwość ułożenia sobie życia, to jeszcze udała się z Noemi do obcej krainy, w której modlono się do obcego dla niej Boga (Rt 1, 15-17).

Odwaga i wierność Rut, niezważanie na to, co najbardziej opłacalne i najłatwiejsze, zostają wynagrodzone. Po przybyciu do Izraela Rut poznaje Booza, u którego zdobywa pożywienie dla siebie i teściowej. Okazuje się, że Booz jest krewnym Noemi, w związku z czym zachęca ona swą synową, aby ta mu się oświadczyła. Rut podejmuje i to wyzwanie. Booz docenia poświęcenie, pracowitość i odwagę przyszłej żony, przyjmuje oświadczyny i bierze obie kobiety pod opiekę. Historia Rut opowiada o wyjściu poza przyjęte role społeczne dzięki miłości i wierności – wyjściu, które poskutkowało wpisaniem jej do rodowodu Jezusa Chrystusa i nazwaniem jednej z ksiąg Starego Testamentu jej imieniem.

Są jeszcze dwie księgi nazwane imionami kobiet: Judyty i Estery. Obie te postacie wykazały się odwagą i wiernością, ryzykowały życiem i zwyciężały wrogów Izraela. Na kartach Starego Testamentu zapisana jest również historia Debory, jedynej spośród dwunastu sędziów Izraela, nazywanej prorokinią; przywódcy Narodu Wybranego przychodzili do niej po radę i wsparcie w prowadzonych bitwach. Możemy przeczytać także o Rachab, prostytutce, która ukrywała izraelskich szpiegów, ryzykując życie swoje i swojej rodziny. Jej historia pokazuje, że dla Boga nie jest istotne pochodzenie (Rachab nie była Izraelitką) ani nawet grzeszny zawód. On sam decyduje o naszym zbawieniu niezależnie od ról, które wypełniamy.

Podobnie w Nowym Testamencie nie tylko spotykamy kobiety, które wychodzą poza przyjęte społecznie ramy, lecz także sam Jezus zachowuje się wbrew powszechnym normom. Przykładem jest tutaj Jego rozmowa z Samarytanką. Nie dość, że nieobyczajne było rozmawianie sam na sam z kobietą, to jeszcze rozmówczyni Chrystusa pochodziła z ludu pogardzanego przez Żydów. Chociaż jednak Samarytanka była zadziwiona zachowaniem Jezusa, wysłuchała Go uważnie i uwierzyła Jego słowom. Po skończonej rozmowie udała się do swojej miejscowości i opowiedziała swoim ziomkom o Mesjaszu, stając się tym samym pierwszą głosicielką Dobrej Nowiny poza ścisłym obrębem narodu żydowskiego.

Znamienna jest też historia Marty i Marii, sióstr Łazarza: „W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba [mało albo] tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona». W tym fragmencie Chrystus wprost zaprasza Martę do bycia Jego uczennicą, nawet kosztem wypełniania jej stereotypowej roli jako kobiety, czyli usługiwania innym. Ewangelie, Listy i Dzieje Apostolskie zawierają informacje o licznych kobietach, które aktywnie uczestniczyły w społeczności uczniów i uczennic Jezusa. Udzielały wsparcia pieniężnego, współtworzyły kolejne wspólnoty, nauczały i usługiwały jako diakonki. Przekraczały role wyznaczone przez płeć, aby szerzyć Dobrą Nowinę.

Do tej pory starałam się zwrócić uwagę na kobiety, które przekraczały swoje role społeczne, pokazując, że ich drogą do świętości było właśnie działanie poza stereotypami. A co z tymi, które jak Sara marzyły o macierzyństwie uznawanym za podstawowe kobiece powołanie, ale nie mogły go zrealizować z powodu niepłodności? One doznawały podwójnego cierpienia: nie mogły spełnić swojego pragnienia, a dodatkowo były stygmatyzowane we własnych społecznościach. Pismo Święte pokazuje, że ich jedynym ratunkiem jest Bóg – i to do Niego się zwracają. Sara, Rebeka, Rachela, a także Anna, matka Samuela.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tej ostatniej. Anna była żoną Elkany, który poślubił jeszcze drugą kobietę – Peninę – i miał z nią liczne potomstwo; sama Anna cierpiała zaś z powodu niepłodności. Podobnie jak w innych biblijnych historiach niepłodna doświadczała od rodzącej licznych upokorzeń. Jednak mimo niepłodności Elkana bardzo kochał Annę: „Czyż ja nie jestem dla Ciebie więcej wart niż dziesięciu synów?” Zrozpaczona kobieta modliła się do Boga, który był jej ostatnią szansą na macierzyństwo, błagała o syna i złożyła obietnicę: jeśli pocznie, odda swe dziecko na służbę do Świątyni. Bóg wysłuchał jej próśb, Anna urodziła Samuela (co znaczy „Uproszony u Pana”), a gdy ten podrósł, oddała go do domu Pańskiego. Zaśpiewała wtedy Bogu pieśń:

„Raduje się me serce w Panu,

moc moja wzrasta dzięki Panu,

rozwarły się me usta na wrogów moich,

gdyż cieszyć się mogę Twoją pomocą.

Nikt tak święty jak Pan,

prócz Ciebie nie ma nikogo,

nikt taką Skałą jak Bóg nasz.

Nie mówcie więcej słów pełnych pychy,

z ust waszych niech nie wychodzą słowa wyniosłe,

bo Pan jest Bogiem wszechwiedzącym:

On waży uczynki.

Łuk mocarzy się łamie,

a słabi przepasują się mocą,

za chleb najmują się syci,

a głodni [już] odpoczywają,

niepłodna rodzi siedmioro,

a wielodzietna więdnie.

To Pan daje śmierć i życie,

wtrąca do Szeolu i zeń wyprowadza.

Pan uboży i wzbogaca,

poniża i wywyższa.

Z pyłu podnosi biedaka,

z barłogu dźwiga nędzarza,

by go wśród możnych posadzić,

by dać mu tron zaszczytny.

Do Pana należą filary ziemi:

na nich świat położył.

On ochrania stopy pobożnych.

Występni zginą w ciemnościach,

bo nie [swoją] siłą człowiek zwycięża.

Pan wniwecz obraca opornych:

przeciw nim grzmi na niebiosach.

Pan osądza krańce ziemi,

On daje potęgę królowi,

wywyższa moc swego pomazańca”

Pilnemu czytelnikowi Pisma Świętego modlitwa Anny przywiedzie na myśl inną, bardziej znaną biblijną pieśń – „Magnificat”, który Maryja odśpiewała, odwiedziwszy brzemienną Elżbietę (Łk 1, 46-55). Ten swoisty „protest song” Maryja zaśpiewała przed Elżbietą, kolejną kobietą, która zaszła w ciążę w podeszłym wieku, po wielu latach beznadziejnych starań. Ludzie zaczęli już patrzeć na nią z litością i pożałowaniem: oto nie pocznie syna, przez co wymrze ród kapłański, z którego pochodził Zachariasz, mąż Elżbiety. Pieśń Maryi była odpowiedzią na pozdrowienie starszej kuzynki, w którym ta pobłogosławiła Matkę Pana za jej wiarę: „Szczęśliwa jest Ta, która uwierzyła, że wypełnią się słowa powiedziane jej przez Pana”. Kult maryjny skupia się na jej macierzyństwie, podczas gdy Elżbieta dostrzegła w niej tę, którą była przede wszystkim – pierwszą wierzącą ogłaszającą Bożą sprawiedliwość. Maryja uwierzyła mimo niezwykle trudnej sytuacji, w jakiej została postawiona przez samego Boga. Zgodziła się być Panną z Dzieckiem, za co mogła spodziewać się społecznego potępienia. Nie wiedziała, jak na ciążę zareaguje jej narzeczony – Józef. Uwierzyła Bogu mimo wszystko.

Pieśń Maryi utkana z wersetów pieśni Anny, matki Samuela, opowiada o Bożej sprawiedliwości, która rządzi się inną logiką niż ludzka sprawiedliwość i ludzkie prawa. Poniżeni wstają z kolan, a możni upadają. Ubodzy zostają obdarowani, a bogaci odchodzą z niczym. Wiele sytuacji, w których znajdowały się biblijne kobiety, było sytuacjami niesprawiedliwymi i poniżającymi – całkowita zależność, podwójne cierpienie z powodu bezpłodności, osamotnione wdowieństwo, przedmiotowe traktowanie, przemoc seksualna. Kobiety te można zaliczyć do grona osób, które według hymnów Maryi i Anny Bóg podnosi z kolan i wynosi ponad ludzi mogących się pochwalić poukładanym i dostatnim życiem. Nie zważa przy tym na to, czy dostosowujemy się do społecznych norm, czy dążymy do ich przekroczenia. Swoje zbawienie daje za darmo tym, którzy w Niego wierzą. Obiecuje wyzwolenie każdemu osobiście, bo zna nas po imieniu i policzył każdy włos na naszych głowach, ale działa w życiu każdego z nas po to, abyśmy głosili zbawienie całym społecznościom i narodom.

Kobiety, o których pisałam, zwracały się do Boga, bo pragnęły Jego błogosławieństwa, choć nie zawsze oznaczało to dla nich szczęśliwe życie (najbardziej uderzający przykład: obraz Matki stojącej pod krzyżem, na którym powieszono jej Syna). Tym samym świadczyły innym o Bogu i aktywnie uczestniczyły w historii zbawienia. Anna, cierpiąca i poniżana przez Peninę, zaprasza do swego życia Boga, dzięki czemu zostaje matką proroka i kapłana Samuela. Stara, ale brzemienna Elżbieta staje się dla Maryi dowodem prawdziwości słów Archanioła Gabriela i jako pierwsza rozpoznaje w łonie młodej krewnej Zbawiciela Świata. Maryja jest matką Jezusa i pierwszą wierzącą. Kobiety Pisma Świętego nie przekraczały swoich ról dla samorealizacji, ale po to, by Bóg mógł działać. Były pramatkami i matkami narodu wybranego, mówiły fiat, aby plan Boży mógł się ziścić.

Wróćmy zatem do pytań zadanych na początku tekstu. Czy płeć jest potrzebna do zbawienia? Przytoczone historie pokazują, że wynikające z niej usytuowanie społeczne stawiało kobiety w gorszej pozycji i wzbudzało tęsknotę do innej, Bożej sprawiedliwości. Biorąc pod uwagę słowa świętego Pawła o tym, że przed Bogiem nie ma mężczyzny ani kobiety, i słowa Jezusa o tym, że po zmartwychwstaniu nie będzie małżeństw, możemy mieć usprawiedliwioną nadzieję na to, że w Królestwie Niebieskim nasza płeć nie będzie odgrywała żadnej roli. Dopóki jednak żyjemy na naszym świecie, jak powinniśmy się odnosić do płci i jej funkcjonowania w kulturze i społeczeństwie? Odpowiedź jest prosta: wszystko powinno mieć początek w naszej relacji do Boga, cała reszta to tylko narzędzia. Jedynie w Bogu możemy pokładać nadzieję na wybawienie, zaś jako Kościół możemy wspólnie odczytywać Jego wolę i wspierać się w realizacji powołań, niezależnie od tego, czy są kulturowo przyjęte, czy nie. Ani realizacja „prawdziwej kobiecości”, ani „prawdziwej męskości” nam nie pomoże, ponieważ Bóg łamie wszystkie schematy. Postrzeganie tradycyjnie rozumianych ról płciowych jako naszego głównego powołania może stać się po prostu bożkiem i lepieniem Chrystusa na własną miarę – miarę potrzeb naszych czasów i cywilizacji. Ale nie wyzwoli nas także samorealizacja. Po pierwsze, jesteśmy powołani do życia we wspólnocie, w Jezusie Chrystusie tworzymy jeden Kościół i jesteśmy za niego odpowiedzialni. Po drugie, indywidualne wyzwolenie od społecznych schematów może stać się bożkiem dokładnie tak samo jak nadmierne pokładanie nadziei w rolach płciowych. W późnym kapitalizmie, w którym obserwujemy erozję relacji społecznych i wspólnotowości, jest to aż nadto widoczne i uciążliwe. Biblijne kobiety budowały historię zbawienia zarówno przekraczając swoje role, jak i je realizując. Było to możliwe dzięki temu, że Bóg przełamywał – ale też wykorzystywał jako narzędzie – zarówno to, co społeczne, jak i to, co cielesne. Przykładem jest tu przede wszystkim Wcielenie: Bóg objawił się nam w ludzkim ciele, aby nas zbawić. Zarazem bez kobiet i macierzyństwa nie byłoby Narodu Wybranego ani Chrystusa.

Próbując odpowiedzieć na dylemat „spójne społeczeństwo czy sprawiedliwość?”, należałoby uznać, że jest on do rozwiązania dopiero w Królestwie Niebieskim. Możemy jednak, a nawet powinniśmy, budować Królestwo na ziemi i przybliżać się do Bożej sprawiedliwości, jeśli nasze działania będą miały źródło w służbie Jemu i innym. Możemy posługiwać się ludzkimi ideologiami, o ile na pierwszym miejscu zawsze będzie Bóg.

 

 

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj

***

Polecamy także:

Uczta ubogich

Prorokinie, apostołki, bojowniczki

Czy św. Paweł był feministą?