fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Czy Kościół ma być ubogi?

W szybko zmieniającym się świecie, w którym zmiany nie pozwalają na budowanie tradycji, w którym na chwilę pojawiają się idole, by zaraz upaść i odejść w niepamięć, w tym nowoczesnym świecie człowiek musi znajdować swoją drogę w warunkach ciągle nowych, dlatego coraz rzadziej może powoływać się na gotowe rozwiązania, na autorytet ludzi, którzy byli postawieni przed podobnymi dylematami.

Ilustr.: Rafał Kucharczuk


W szybko zmieniającym się świecie, w którym zmiany nie pozwalają na budowanie tradycji, w którym na chwilę pojawiają się idole, by zaraz upaść i odejść w niepamięć, w tym nowoczesnym świecie człowiek musi znajdować swoją drogę w warunkach ciągle nowych, dlatego coraz rzadziej może powoływać się na gotowe rozwiązania, na autorytet ludzi, którzy byli postawieni przed podobnymi dylematami.
 
Czy Kosciół ma być ubogi? I co to dokładnie znaczy? Czy Jezus i apostołowie byli biedni? Nie ma na to dowodów w Ewangelii. A jednak Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego! Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. (Mk 10).
Ale czy człowiekowi, który nie ma bogactwa, łatwiej jest wejść do Królestwa Bożego? Czy człowiek, który pragnie bogactwa, który cierpi, że nie posiada dóbr, które mają jego sąsiedzi, rzeczywiście ma łatwiejszą drogę do Boga? Któż to jest ubogi i któż jest bogaty? Czy ubogi, o którym jest mowa w błogosławieństwie, to ten, który nic nie ma, bo wszystko utracił, więc nienawidzi tych, którym dobrze się powodzi? A może to ten, który wszystko rozdał i stara się o dostatek, by nadal rozdawać? A któż to jest bogaty – ten, któremu trudno wejść do Królestwa Bożego? Czy to ten, który ma wiele i czuje się zobowiązany do gospodarowania bogactwem dla dobra wspólnego, czy też może raczej ten, „kto w dostatkach pokłada nadzieję”? Od odpowiedzi na te pytania zależy sens bliskiego mi marzenia o ubogim Kościele ubogich wiernych.
 
Ważne jest bardzo, by nie utożsamiać cnoty lub jej braku ze statusem majątkowym. Warto może raczej ubóstwo rozumieć etymologicznie, jako bycie „u Boga”? A Bóg przecież nie ma względu na majątek, narodowość, rasę, urodę, zdolności, ale zawsze i tylko na to, co jest w sercu człowieka, na jego czyny i miłość: „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie” (Dz 10, 34-35).
Dlatego, chociaż bliskie mi jest chrześcijańskie świadectwo dawane przez takich nadzwyczajnych ludzi, jak matka Teresa, Jean Vanier, brat Albert i całe zastępy znanych i nieznanych chrześcijan, którzy zdecydowali się porzucić swoje wygodne życie i poświęcić się pracy dla biednych i żyć wśród nich i dla nich, to wydaje mi się rzeczą bardzo ważną, by dostrzec, że ich wybory były ukoronowaniem drogi, na której początku było przyjęcie Dobrej Nowiny, nauki Jezusa. To właśnie z tej nauki, przyjętej całym sercem, wywodzi się decyzja o zmianie swojego życia tak, by w jak najlepszy sposób realizować nasze powołanie. Powołanie to projekt życia, to propozycja, jaką Bóg składa każdemu z nas. Od nas zależy, czy tę propozycję odczytamy i czy ją przyjmiemy. Ale nie każdy jest powołany do życia wśród ludzi cierpiących biedę, nie każdy może i powinien poświęcić się pracy wśród chorych i kończących życie. W każdej wspólnocie potrzebni są ci, którzy będą tworzyć dobro wspólne i część wypracowanych dóbr przeznaczać dla tych, którzy popadli w niedostatek.
 
Kościół został powołany do istnienia przez Jezusa po to, by kontynuować Jego misję w świecie. Misją Jezusa, a zatem misją Kościoła było i jest formowanie ludzkich serc i umysłów po to, by człowiek stawał się narzędziem Boga dla przemiany świata. Najpierw musimy sercem przylgnąć do Boga, a następnie rozumnie realizować nasze zadania. Dla formacji serc i umysłów Kościół musi prowadzić mądrą katechizację, która polegać powinna na takim przekazie Dobrej Nowiny, który byłby zrozumiały w życiu każdego z nas, w historycznym czasie naszego życia. Ewangelia nie jest i nie może być przekazywana tylko jako relacja z wydarzeń sprzed 2000 lat. Ewangelia, Dobra Nowina, która dzięki tym wydarzeniom weszła w świat ludzi, jest aktualna zawsze. Jej przesłanie nie zmienia się, nie zmienia się również człowiek, do którego od 2000 lat mówi Jezus. Jednak następuje przemiana świata, cywilizacji technicznej i kultury, w której ten człowiek żyje. Przesłanie Ewangelii musi być przekazywane w języku zrozumiałym dla słuchacza. Jednak słowa często zmieniają swoje znaczenie, gdyż zderzają się z nowymi doświadczeniami człowieka, z nowa kulturą i wrażliwością. Dlatego trzeba na nowo odnajdować słowa przekazu Dobrej Nowiny tak, by trafiały one do człowieka XXI wieku.
Marzę o Kościele, który w mądry sposób będzie kształtował sumienia swoich członków. Tylko człowiek o ukształtowanym sumieniu będzie miał szansę dokonywać odpowiedzialnych wyborów w świecie „płynnej rzeczywistości”, w świecie, który dał człowiekowi pozory swobody, ale odebrał mu poczucie bezpieczeństwa i zakorzenienia. W świecie naszej cywilizacji, w którym wszystkie narracje są w zasięgu ręki, a raczej w zasięgu myszki komputera. W tym świecie medialnego chaosu ważniejszą rolę niż dawniej odgrywa sumienie i poczucie odpowiedzialności za dokonywane wybory. W szybko zmieniającym się świecie, w którym zmiany nie pozwalają na budowanie tradycji, w którym na chwilę pojawiają się idole, by zaraz upaść i odejść w niepamięć, w tym nowoczesnym świecie człowiek musi znajdować swoją drogę w warunkach ciągle nowych, dlatego coraz rzadziej może powoływać się na gotowe rozwiązania, na autorytet ludzi, którzy byli postawieni przed podobnymi dylematami. W tym świecie stajemy coraz częściej przed pytaniami, które nie były dotychczas zadawane i musimy dawać na nie odpowiedź naszym czynem, naszym życiem i ponosić za tę odpowiedź odpowiedzialność. Wspólnota Kościoła jest powołana do kształtowania swoich członków tak, by potrafili oni sprostać wyzwaniom swojego czasu. A w każdym czasie naszym obowiązkiem jest budowanie świata, w którym jest możliwie jak najmniej ludzi skrzywdzonych, wykluczonych, cierpiących. I choć musimy z pokorą przyjąć do wiadomości, że „biednych zawsze będziemy mieć u siebie” (J 12,8), to ta prawda nie zwalnia nas od odpowiedzialności za ten niedoskonały stan świata.
 
Dlatego marzę o obfitującym w dobra mądrym Kościele ludzi ubogich w duchu, którzy pragną niwelować społeczne nierówności i swój dostatek traktują jako zobowiązujący dar, który ma służyć ustawicznej przemianie świata.
 
Przeczytaj inne teksty Autorki.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×