dwutygodnik internetowy
07.09.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Czego może nas nauczyć Kuba

Niektórzy uważają Kubę za dyktaturę, inni za państwo policyjne, inni za demokrację w stylu „rewolucyjnym”, a jeszcze inni uznają ją za demokrację w procesie kształtowana się. Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że Kuba jest państwem przechodzącym transformację swojego systemu polityczno-ekonomicznego. Myślę, że w tej chwili bardziej istotne niż próba klasyfikacji tego-ulotnego-systemu, jaki reprezentuje Kuba, jest to, dokąd i w jaki sposób będzie ona zmierzała.

_DSC0283

Materiały prasowe

O wielokrotnie naprawianych samochodach z lat 60., salsie i cygarach słyszeli chyba wszyscy. Inna wizja Kuby to polityczna zagwozdka, skansen pozostały po Zimnej Wojnie. Wiele osób kojarzy ją jako jedyny kraj na zachodniej półkuli z systemem jednopartyjnym, kontrolowany od ponad 50 lat przez braci Castro. Jednak mniej osób słyszało o jej systemie opieki zdrowotnej, osiągającym wyjątkowe sukcesy jak na kraj rozwijający się: przykładowo, śmiertelność wśród dzieci jest tam w tej chwili niższa niż w Polsce. Kuba szczyci się także powszechną bezpłatną edukacją oraz jedną z najbardziej wykwalifikowanych sił roboczych w Ameryce Łacińskiej. Badaniom kubańskim w dziedzinie biotechnologii zawdzięczamy między innymi stworzenie szczepionek przeciwko meningokokom oraz zapaleniu wątroby typu B.

Wszelkie osiągnięcia w dziedzinach zdrowia i edukacji, a także sytuację gospodarczą kraju trzeba oceniać, pamiętając o trwającej już ponad 50 lat ekonomicznej blokadzie nałożonej przez USA po rewolucji na Kubie, wzmacnianej regularnie przez nowe ustawy Kongresu amerykańskiego. Nie tylko zabroniony jest bezpośredni handel firm amerykańskich z Kubą, lecz także od 1992, kiedy wprowadzona została tak zwana „ustawa Torricelli’ego”, zakazany został handel pomiędzy spółkami zależnymi tych firm zarejestrowanych w krajach zagranicznych, co rozszerzyło blokadę znacząco poza granicę Stanów Zjednoczonych. Według Cuba Solidarity blokada kosztowała Kubę dotychczas 96 miliardów dolarów. Zgromadzenie Ogólne ONZ przez 18 lat corocznie potępiało narzucenie blokady, jak dotychczas z nikłym skutkiem.

Jednak obecnie panuje powszechne przekonanie, że „zawieszenie w czasie” Kuby niedługo zostanie przerwane. Administracja Baracka Obamy zdjęła Kubę z listy państwowych sponsorów terroryzmu, a w lipcu została otwarta ambasada amerykańska w Havanie. Odwilż w stosunkach amerykańsko-kubańskich przebiega równolegle z reformami przeprowadzanymi na Kubie przez prezydenta Raúla Castro, który zezwolił na częściową działalność prywatną oraz zapowiada dalsze reformy gospodarcze, a nawet odnoszące się do politycznej struktury państwa.

Jaka panuje obecnie atmosfera na Kubie, która stoi niejako na rozdrożu swojej historii? Podczas moich rozmów z mieszkańcami Havany najbardziej odczuwałam bliżej niesprecyzowaną chęć zmian oraz pewną nadzieję pokładaną w reformach. Lazaro opowiadał mi o tym, że liczy na to, że Stany Zjednoczone zniosą przepisy ograniczające Kubańczykom wjazd i będzie mógł pojechać za swoimi obrazami do Nowego Jorku. Na postrzeganie przez Kubańczyków świata poza swoim państwem wpływa zdecydowanie rozwój turystyki na tej karaibskiej wyspie, w szczególności że dostęp do wiedzy z Internetu jest znacząco ograniczony. Jedynie 5% mieszkańców wyspy posiadało na początku tego roku połączenie z siecią, a dostęp do pewnych krytycznych wobec rządu publikacji i tak jest zablokowany na Kubie (przykładowo: www.14ymedio.com). Zatem wiedza o zewnętrznym świecie opiera się głównie na obserwacji turystów, którzy najczęściej mieszkają w kilkugwiazdkowych hotelach i wydają na kolację w turystycznej restauracji sumę, która większości społeczeństwa wystarczyłaby na wyżywienie przez miesiąc. Płacą zawsze w peso convertible – jednej z dwóch walut w obiegu na Kubie, która jest przywiązana do dolara w stosunku 1:1 i wobec której kubańskie peso jest niedowartościowane. Nie dziwne, że wszelakie próby wyciągnięcia z naiwnych turystów możliwie jak największej ilości pieniędzy są powszechne i zaskakująco twórcze. Nie dziwne również, że osoby z zagranicy postrzegane są na Kubie jak przybysze z krajów opływających w dobrobyt.

Gdy jednak przybywa się na Kubę z Panamy, różnica w tym, jak żyją mieszkańcy, wydaje się ogromna i w tym zestawieniu Panama uczestnicząca w światowym rynku nie wypada lepiej. Nierówności społeczne w Panamie, a w szczególności w Panama City, jednym z najdynamiczniej rozwijających się miast w Ameryce Środkowej, są fizycznie na pierwszym planie. Wieżowce z luksusowymi apartamentami górują bezpośrednio nad slumsami, dzielnicami, przez które nawet taksówkarze boją się przejeżdżać. Ogromne centra handlowe są kopią amerykańskich „malls”, lecz sporej części populacji zarobki nie starczają, aby w nich zrobić zakupy. W Havanie zadziwiające przy chodzeniu po mieście wieczorami jest to, że wiele osób ma otwarte okna i drzwi do domów i że nie czują potrzeby odgradzania się od ulicy. Częstym widokiem są osoby siedzące na progu do domu, spoglądające na ulicę, rozmawiające z sąsiadami robiącymi to samo w domu obok. Ludzie nie boją się o swoje bezpieczeństwo, o swoją własność – wedle kilku przewodników Kuba ma wyjątkowo niski wskaźnik przestępczości jak na Amerykę Południową.

Spojrzenie przyjezdnego może jednak prowadzić do wyidealizowanej wizji Kuby. Należy pamiętać, że jest to państwo bardzo silnie ograniczające wolność obywateli. Według raportu Human Rights Watch Kuba wciąż więzi przeciwników politycznych, a system sądownictwa jest w zupełności zależny od egzekutywy. Ofiarami tego systemu są między innymi kobiety z ruchu Damas de Blanco – grupy opozycyjnej założonej przez żony, matki i córki więźniów politycznych. W lipcu 129 członkiń ruchu zostało internowanych, gdy przygotowywały się do uczestnictwa w uroczystościach honorujących Kubańczyków, którzy ponieśli śmierć, próbując opuścić wyspę w 1994 roku. Internowanym się grozi, niektórzy są bici – Yilenni Aguilera Santos z Damas de Blanco poroniła po tym, jak została pobita przez agentów bezpieczeństwa. Wolność słowa ani w praktyce, ani w prawie nie istnieje. Ruch obywateli zarówno wewnątrz, jak i poza krajem jest bardzo ograniczony, a często osobom, które wyjechały z Kuby, uniemożliwia się powrót do kraju.

Niektórzy uważają Kubę za dyktaturę, inni za państwo policyjne, inni za demokrację w stylu „rewolucyjnym”, a jeszcze inni uznają ją za demokrację w procesie kształtowana się. Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że Kuba jest państwem przechodzącym transformację swojego systemu polityczno-ekonomicznego. Myślę, że w tej chwili bardziej istotne niż próba klasyfikacji tego-ulotnego-systemu, jaki reprezentuje Kuba, jest to, dokąd i w jaki sposób będzie ona zmierzała.

Wpierw reformy ekonomiczne. Raúl Castro zapowiedział, że w 2015 roku 40 procent gospodarki zostanie sprywatyzowane. The Economist uważa, że obecna grupa 500 tysięcy pracowników w sektorze prywatnym, zarabiająca w walucie peso convertible, jest zaczątkiem nowej wyższej klasy, która pociągnie za sobą konieczność sprywatyzowania także innych sektorów gospodarki. W celu zapobieżenia większej rozbieżności zarobków państwo podniosło pensje pracowników państwowych, między innymi lekarzy. Niektórzy zaznaczają, że takie działania są rozwiązaniem krótkofalowym, gdyż podwoją deficyt budżetowy państwa. Z pewnością transformacja ekonomiczna będzie stawiała problemy przed państwem, w szczególności sporą przeszkodą będzie poradzenie sobie ze skomplikowaną sytuacją walutową. Jednak błędne jest wnioskowanie, że jedyną formą poradzenia sobie z tymi problemami jest przejście z systemu centralnie planowanego na neoliberalną gospodarkę rynkową. Jeżeli zniesiona zostanie blokada Stanów Zjednoczonych, a także wzmocnione istniejące stosunki ekonomiczne z Chinami, Rosją i Brazylią, Kuba ma szansę na większy dopływ kapitału zagranicznego, który może wykorzystać, aby rozwinąć gospodarkę. Nowa ustawa o zagranicznych inwestycjach ułatwia inwestowanie zagranicznym firmom, jednak kładzie bardzo wysokie podatki na inwestycjach w naturalne surowce wyspy oraz zabrania inwestowania w system opieki zdrowotnej, edukację oraz system obrony narodowej, aby zachować panujący obecnie system socjalny. Jeżeli wprowadzone w życie zostałyby proponowane reformy, gospodarka Kuby opierałaby się na trzech głównych sektorach pracy: stanowiącym 40 procent sektorze prywatnym, na sektorze opierającym się właśnie na inwestycjach zagranicznych oraz na sektorze rolniczym (subsydiowanym przez rząd). Kuba może stać się prototypem nowej drogi transformacji, a nawet stworzyć nowy system gospodarczy, przechodząc przez transformację, nie powielając ani wzorców państw postkomunistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej, ani państw Ameryki Łacińskiej, takich jak Argentyna czy Meksyk, których przejście na model neoliberalny było efektem warunków stawianych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy w trakcie kryzysu ekonomicznego.

Następnie – reformy polityczne. Raúl zapowiedział, że planuje wprowadzić wybory powszechne, aby wybrać swojego następcę po zakończeniu kadencji w 2018 roku. Proponowane jest także przedłużenie aktualnie trwających po 3 dni rad Zgromadzenia Narodowego, odbywających się dwa razy do roku, do 45 dni. Kompetencje władzy mają także zostać zdecentralizowane do rad lokalnych oraz przeprowadzona ma być generalna reforma konstytucyjna (źródło). Oczywiście trudno przewidzieć, jaki dokładnie będzie efekt wprowadzonych reform, ale myślę, że można mówić o procesie demokratyzacji zachodzącym na Kubie. Także tutaj sytuacja jest wyjątkowa, jako że reformy demokratyczne odbywają się z inicjatywy wewnętrznej państwa, nie są one narzucone zewnętrznie przez inne państwa czy organizacje międzynarodowe. Myślę, że pewnym niebezpieczeństwem dla Kuby, związanym z otwarciem relacji ze Stanami Zjednoczonymi, jest to, że USA otwarcie blokady będzie uwarunkowywać przeprowadzeniem procesu demokratyzacji „na styl amerykański”, czyli natychmiastowym zarządzeniem wyborów (w których uczestniczyłyby jedynie partie zatwierdzone przez USA) w celu stworzenia wielopartyjnego systemu, a także wprowadzeniem gospodarki wolnorynkowej. Czy byłoby to z dobrym skutkiem dla demokracji na Kubie, trudno powiedzieć, gdyż różne są znane z historii współczesnej przykłady prób wprowadzania demokracji przez Stany Zjednoczone (chociażby wyżej wspomniana Panama, czy Wiosna Ludów w Egipcie – polecam artykuł Arnolda Augusta). Wątpliwości moje wzbudza to, że prawdopodobnym efektem byłoby przeniesienie decyzyjności w kwestiach gospodarki z rąk zarządzających Komunistyczną Partią Kuby do poziomu jeszcze bardziej oddalonego od społeczeństwa kubańskiego, czyli międzynarodowych sił rynkowych gospodarki kapitalistycznej. Poza tym zewnętrznie narzucony proces demokratyzacji mógłby zatrzymać wyjątkowy proces demokratyzacji wewnątrzsystemowej, jaki ma miejsce na Kubie, i pozbawiłby ją możliwości stworzenia nowego rodzaju demokracji, być może bardziej otwartej na ewolucję i zmiany niż istniejący amerykański model demokracji liberalnej.

Nie chcę powiedzieć, że Unia Europejska, Stany Zjednoczone oraz inne państwa i organizacje międzynarodowe powinny wstrzymać się całkowicie od jakichkolwiek ingerencji w zmiany systemowe zachodzące na Kubie i nie stawiać żadnych warunków przy rozwijaniu stosunków ekonomicznych. Na Kubie naruszane są podstawowe wolności, co zasługuje na potępienie we współpracy międzynarodowej, a sytuacja powinna być nieustannie monitorowana, by obserwować jej rozwój. Uważam jednak, że problemem może być pochopne narzucenie pewnych procesów demokratyzacji oraz reformy gospodarczej bez uwzględnienia wyjątkowej historii i sytuacji aktualnej Kuby. Mogłoby to doprowadzić do utraty pozytywnych efektów społecznych osiągniętych na Kubie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, w niełatwych warunkach ekonomicznych. Przede wszystkim zaprzepaściłoby to możliwość uczenia się na przykładzie wyjątkowej drogi transformacji Kuby, która ma szansę stworzenia nowego modelu demokratyzacji, a nawet nowego modelu gospodarczego.