dwutygodnik internetowy
25.06.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Czarnobylska modlitwa

Swietłana Aleksijewicz po raz kolejny pokazuje, jak o najtrudniejszych tematach można pisać w sposób delikatny i rozważny. Zeszłoroczna laureatka nagrody im. Kapuścińskiego za książkę o sowieckich kobietach na frontach II wojny światowej („Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”) tym razem opowiada historię największej katastrofy nuklearnej XX wieku. W „Czarnobylskiej modlitwie” autorka korzysta z […]

Swietłana Aleksijewicz po raz kolejny pokazuje, jak o najtrudniejszych tematach można pisać w sposób delikatny i rozważny. Zeszłoroczna laureatka nagrody im. Kapuścińskiego za książkę o sowieckich kobietach na frontach II wojny światowej („Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”) tym razem opowiada historię największej katastrofy nuklearnej XX wieku.

W „Czarnobylskiej modlitwie” autorka korzysta z metody pisarskiej znanej z wcześniejszej książki. Jest to zbiór prowadzonych na przestrzeni dwudziestu lat rozmów z osobami w różny sposób dotkniętymi przez katastrofę. Aleksijewicz minimalizuje komentarz odautorski, by zająć się tym, co nazywa historią pomijaną, znikającymi bez śladu śladami naszego przebywania na ziemi i w czasie. Piszę i kolekcjonuję codzienność – uczuć, myśli, słów. Autorka nie chce powielać tysięcy stron poświęconych przyczynom i skutkom. Mówi, że los to życie jednego człowieka, historia to życie nas wszystkich. Chcę opowiedzieć historię w taki sposób, żeby nie stracić z oczy losu pojedynczego człowieka. Los bowiem sięga dalej niż jakakolwiek idea.

 

Rozmówcy Aleksijewicz w tym samym stopniu opowiadają historię, co wybiegają w przód. Jak będzie wyglądało życie po katastrefie? Rozrzucone po naszej ziemi radionuklidy będą istniały pięćdziesiąt, sto, dwieście tysięcy lat. W porównaniu z ludzkim życiem są wieczne. Podtytuł książki, „Kronika przyszłości”, odnosi się więc do trwałości katastrofy, ma też opisywać stopień, w jakim zaskoczyła ona ludzką wyobraźnię. Autorka notuje: rentgeny, mikrorentgeny… Język przybysza z innej planety. Czołgi i maszerujące wojsko to dla wielu ofiar Czarnobyla zagrożenie czytelne. Jak jednak mają sobie poradzić z wrogiem niewidzialnym? Jak żona strażaka gaszącego reaktor mogła zrozumieć przestrogę, że ma przed sobą już nie męża, nie ukochanego, ale obiekt radioaktywny o wysokiej gęstości skażenia?

Aleksijewicz rozmawia także z ludźmi skierowanymi do usuwania skutków katastrofy. Bez podstawowych środków ochrony po kilka miesięcy zakopywali całe wsie i zbierali radioaktywne odpady. Niektórzy śmieją się z tej pracy, mówią, że zostali posłani z łopatą na atom. Inni żałują straconych szans: wróciłem do domu. Spodobała mi się dziewczyna, zaproponowałem jej chodzenie. „Po co? Ty jesteś z Czarnobyla. Która za ciebie wyjdzie za mąż?”. Wszyscy są jednak zgodni, że takie poświęcenie byłoby niemożliwe bez przekonania o tym, co przystoi człowiekowi radzieckiemu. Służba ojczyźnie to święta rzecz. Nigdy nie będziemy Niemcami albo Holendrami. Ale bohaterowie zawsze się znajdą. W ich relacjach pobrzmiewa próba nadania sensu absurdalnemu wydarzeniu. Byłem obok czegoś fantastycznego. Takiego uczucia nie zaznałem nawet w miłości. Gloryfikują poświęcenie się jednostki dla wspólnoty. Kraj, który nie troszczył się o ich życie i zdrowie, rozpadł się pięć lat później. Oni pozostali – schorowani i umierający.

 

Autorka dociera też do tych, którzy nie zgodzili się na ewakuację ze skażonych terenów i przeprowadzkę do miast. Gdy jeden z rozmówców Aleksijewicz powiedział w 1986 roku pewnej starej kobiecie, że wkrótce będzie musiała wyjechać, zwymyślała go: Za nic w świecie. Uczeni, wasza mać! Nie dają ludziom żyć spokojnie. Stara pieśniarka ludowa boleje nad tym, co katastrofa zniszczyła: przesiedlono setki wsi. Dziesiątki tysięcy ludzi, nie sposób tego na powrót zebrać. Straciliśmy cały świat. W miejscowości Biełyj Biereg starzy mieszkańcy opowiadają o tym, że przez pewien czas po wybuchu mieszkali w miastach, ale tęsknili za swoim wcześniejszym życiem. Ostatecznie, mimo zakazów, wrócili do dawnych domów na wsi. Może być zatruta, napromieniowana, ale to moja ojczyzna. Tutaj wszyscy mnie szanowali. A kim ja będę w nowym miejscu? Starym dziadem w kapeluszu. Są całkiem odcięci od świata, więc sami pytają autorkę, czy to prawda, że skończył się socjalizm i żyją w kapitalizmie. Nawet car wrócił. Prawda to?!

Lektura „Czarnobylskiej modlitwy” wielokrotnie sprawia, że czytelnik czuje się bezradny i przytłoczony. Aleksijewicz bez epatowania apokaliptycznymi obrazami oddała obraz wydarzenia przerastającego ludzką miarę. To, że udało jej się przy tym zachować ogromny szacunek i zrozumienie dla swoich rozmówców, jest wielką siłą jej książki.

 

Swietłana Aleksijewicz. Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości. Wyd. Czarne. 2012. przeł. Jerzy Czech. 288 stron.