dwutygodnik internetowy
12.11.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Gorchinskaya: Crawlem do Europy

Nawet gdy Wiktor Janukowycz sam mówi, że „idzie do Europy”, nie koniecznie wie co faktycznie oznaczają te słowa. Dla Janukowycza wybór między sojuszem z Unią a przyjaźnią z Rosją, to wybór między tym kto jest w stanie zagwarantować najlepszy układ i większe szanse na jego własną reelekcję.

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

Nie jestem pewna czy Janukowycz podziela idee, które łączą Unię Europejską. Dla niego wybór między sojuszem z Unią a przyjaźnią z Rosją, to wybór między tym kto jest w stanie zagwarantować najlepszy układ i większe szanse na jego własną reelekcję. Najwyraźniej Europa okazuje się póki co bardziej opłacalnym wyborem z tej perspektywy. – mówi naczelna Katya Gorchinskaya zastępca redaktora naczelnego KyivPost.
 
Rozmawia Mateusz Luft
 
W Polsce dotychczas dominowało myślenie prometejskie. Nasz kraj miał być dla Ukrainy bramą do Europy. Jak to wygląda z perspektywy ukraińskiej?
Na Ukrainie nie idziemy aż tak daleko, ponieważ nikt nie mówi o członkostwie w Unii, a umowa stowarzyszeniowa nie daje takiej perspektywy. Obecnie nie ma również konsensusu w społeczeństwie czy powinniśmy do Unii wstąpić czy nie. Z pewnością jednak wzrasta zgoda na podpisanie umowy stowarzyszeniowej.
Sądzę, że droga Polski jest dobrym przykładem pokazującym jakie zmiany mogą zajść w naszym kraju. Jednak Ukraińcy rozumieją, że przemiany nie muszą koniecznie zachodzić w ten sam sposób. Wręcz odwrotnie.
 
Niewątpliwie transformacja w Polsce, mimo wielu wad, okazała się sukcesem. Czyli nie będziemy mieli powtórki z historii?
Nie sądzę, aby transformacja na Ukrainie przebiegła w podobnym stylu. Z dużym prawdopodobieństwem wprowadzając reformy pójdziemy złą drogą, a proces ten będzie do dużo dłuższy i trudniejszy. Różnica polega na tym, że u was panował konsensus dotyczący kierunku, w którym powinien podążać kraj, a Ukraina wciąż jest bardzo podzielona w tej sprawie.
Do niedawna nie było nawet w społeczeństwie większości, która popierałaby podpisanie umowy stowarzyszeniowej, czy integrację z Unią Europejską. Dopiero od kilku lat odkrywamy, czym faktycznie jest Europa. Wielu ludzi wciąż uważa umowę stowarzyszeniową za złe posunięcie.
 
A co z elitami politycznymi?
Ten proces dotyczy ich w równym stopniu, co resztę społeczeństwa. Do czasu kiedy prezydent Wiktor Janukowycz nie oświadczył, że jego celem jest dążenie w kierunku europejskim, nie było żadnej zgody w tej sprawie. Ale nawet gdy on sam mówi, że „idzie do Europy”, nie koniecznie wie co faktycznie oznaczają te słowa. Nie jestem pewna czy on podziela idee, które łączą Unię Europejską. Dla Janukowycza wybór między sojuszem z Unią a przyjaźnią z Rosją, to wybór między tym kto jest w stanie zagwarantować najlepszy układ i większe szanse na jego własną reelekcję. Najwyraźniej Europa okazuje się póki co bardziej opłacalnym wyborem z tej perspektywy.
 
W 2006 roku Wiktor Juszczenko wraz z Adamem Michnikiem napisali list otwarty, wzywający do otwarcia się społeczeństw Europejskich na ten „wielki europejski kraj, którego potrzeby i aspiracje nie mogą zostać pominięte w procesie budowania nowej Europy.” Dziś atmosfera na Ukrainie nie jest już taka entuzjastyczna?
Różnica między atmosferą polityczną po pomarańczowej rewolucji, a tą, z którą mamy do czynienia obecnie polega na tym, że poprzedni prezydent Juszczenko nie umiał nawet stworzyć rządu zdolnego do podjęcia i wprowadzenia w życie jakiejkolwiek decyzji, a obecny prezydent Wiktor Janukowycz – ze wszystkimi swoimi wadami – stworzył system w którym jego wola staje się prawem. Janukowycz wprowadził styl gangsterski, w którym lider gangu decyduje, a wszyscy inni wykonują polecenia.
 
W praktyce oznacza to, że większość z kilku tysięcy ludzi pracujących w administracji nie robi nic, choć są zdolni do działania. Działania podejmują dopiero pod presją decyzji Janukowycza, którego wola musi być wprowadzona w życie. Dopiero na skinienie jego ręki cała administracja, parlament, czy jego gabinet zaczyna poruszać się w określonym kierunku. Zupełnie odwrotnie postępował jego poprzednik Juszczenko, który miał miał głowę w chmurach, był niezdolny do rządzenia, ale mógł prosperować dzięki przymykaniu oka na powszechną korupcję.
 
Niewątpliwie drugą różnicą jest to, o czym już wspominałam. Nigdy w historii elity nie były tak zdecydowane i zgodne, że kraj powinien zbliżać się do Europy i powinniśmy podpisać umowę stowarzyszeniową. Oczywiście to jest pewna ogólna zgoda co do kierunku rozwoju kraju. Jaką drogą Ukraina powinna tam zmierzać? Kogo oskarżać, jeśli tam nie dojdziemy? O to spierają się różne frakcje.
 

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz


We wspomnianym liście obaj autorzy apelują, aby relacje UE i Ukrainy nie ograniczały się do formuły „nowego sąsiedztwa”. „Potrzebne jest jasne stwierdzenie, że przed Ukrainą istnieje perspektywa europejska, że państwo stoi przed szansą przyjęcia do NATO i UE.” Skąd zgoda elit w tej sprawie, mimo że Unia nigdy nie złożyła Ukrainie oferty realnej drogi wstąpienia do Wspólnoty?

Prawda, że szczególnie w ostatnich latach kryzysu Unia z bardzo dużą rezerwą podchodziła wobec perspektywy rozszerzenia. Tak naprawdę Europa nigdy nie była gotowa, aby otworzyć dla nas perspektywę członkostwa. Mimo to Ukraina była bardzo mocno zachęcana do podpisania umowy stowarzyszeniowej.
 
Jednakże w tym czasie sporo się zmieniło na samej Ukrainie. Grupy, które były od zawsze postrzegane jako prorosyjskie ostatnio zmieniły swoje sympatie na proeuropejskie. W dość schizofremicznej sytuacji znalazła się wspomniana już Partia Regionów. Od zawsze prowadziła ona politykę zbliżenia z Moskwą i utrzymywała kontakty z rosyjskim biznesem bankowym. Kiedy jej lider, prezydent Janukowycz, powiedział, że chce zbliżenia z Europą, z dnia na dzień okazało się, że aktywiści tej partii z regionów wschodnich muszą przeciągać ludzi w stronę Europy i tłumaczyć im ideę europejskości. Łatwo sobie wyobrazić, że jest to bardzo trudne zadanie dla działaczy pochodzących ze wschodniej Ukrainy, która ma mocne związki przemysłowe z Rosją.
 
Niegdyś polski przemysł, tak jak obecnie białoruski i ukraiński, był bardzo mocno powiązany z produkcją rosyjską. Jak sprawić, aby transformacja kraju nie pociągągnęła za sobą ofiar w postaci bezrobotnych z tych właśnie fabryk ze wschodu Ukrainy?

Rosja straszy nas, że jeśli podpiszemy umowę stowarzyszeniową wprowadzi dodatkowe cła dla ukraińskich towarów sprzedawanych w Rosji i wypowie członkostwo Ukrainy w wolnej strefie handlu, którą podpisaliśmy kilka lat temu. Studia wykonane na Oxfordzie mówią jasno, że jeśli zrobi to co obiecuje, może na parę lat zneutralizować wszystkie pozytywy wynikające z podpisania umowy stowarzyszeniowej.
 
Nie wiemy, co się stanie w krótkiej perspektywie po podpisaniu umowy . Jej efekt może być równie dobrze pozytywny, negatywny, bądź żaden. Wiele zależeć będzie również od firm ukraińskich. Nie wiemy czy będą wystarczająco elastyczne aby się zaadaptować do nowych warunków. Jeśli po wprowadzeniu Umowy o Wolnym Handlu Rosja będzie prowadziła politykę wojen handlowych, to nasz przemysł i handel najprawdopodobniej przegrają konkurencję z firmami z Europy.
Jednakże wszystkie badania pokazują również, że pozytywne efekty mogą pojawić się w perspektywie średnio i długookresowej.
 
W Polsce również w pierwszych latach po transformacji mieliśmy do czynienia z dużym kryzysem ekonomicznym, spadkiem PKB. Czy na Ukrainie jest ktoś, kto ma pomysł na to, w jaki sposób „złagodzić” efekty reformy gospodarczej?

To bardzo smutne, ale na Ukrainie nie ma tego typu studiów. Wszyscy są całkowicie skoncentrowani na tym, kiedy zostanie podpisana umowa z Unią. Nikt nie dyskutuje o tym, co się stanie po podpisaniu dokumentu. Jedynie trzeci sektor i pewne grupy społeczne zaczynają na ten temat rozmawiać, ale rozmowy te są wciąż w fazie wstępnej.
W naszym ośrodku badawczym zapytaliśmy ludzi z biznesu o to, czy i w jaki sposób przygotowują się do podpisania umowy o wolnym handlu. Niektórzy odpowiadali, że nie mają opinii. „Nie czytaliśmy umowy, nie analizowaliśmy w jaki sposób wpłynie na nasz przemysł, więc nic nie wiemy.”
 
Co więcej, rozmawiamy o tym co się stanie po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej, ale wciąż nie ma gwarancji, że ją podpiszemy, ponieważ Julia Tymoszenko wciąż jest w więzieniu. Jeśli ten stan się nie zmieni, to za dwa tygodnie nie będzie podpisu. A wszystko zależy tylko od jednej osoby- od prezydenta Janukowycza.
 
Ukraina „maszeruje” w kierunku Europy?

Powiedziałabym, że płynie crawlem. Idea została obrana za prezydentury Juszczenki, niektóre sprawy zostały załatwione już wtedy. Gabinet Janukowycza jest po prostu sprawniejszy, dlatego niektóre sprawy są teraz załatwiane szybciej.
 
Istotne są tu także relacje rosyjsko-ukraińskie. Fiodor Łuknajew, redaktor pisma „Rosja w polityce globalnej”, przekonuje, że Rosja odpuściła sobie walkę o Ukrainę, dlatego, że nie jest jej w stanie na tej drodze zatrzymać.

Rosjanie z pewnością są zaskoczeni tym „dziwnym” wyborem, ponieważ oni generalnie wierzą, że my nie jesteśmy oddzielnym krajem. Tylko przypadkiem zdarzyło nam się odpłynąć od Rosji. Nie jestem pewna czy Rosja już „odpuściła sobie” Ukrainę. Prezydenci widzą się często, można mówić o wojnie handlowej między krajami, równocześnie jako marchewkę Rosja składa Ukrainie co raz to nowe oferty biznesowe w zamian za rezygnację z podpisania kolejnych umów z Europą.
 
Moskwa utrzymuje też aktywne grupy pracujące na Ukrainie. Gdy przejdziesz się po mieście, zobaczysz wiele plakatów i billboardów reklamujących „Ukraiński wybór”. Ta organizacja mówi o potencjalnych „efektach” umowy stowarzyszeniowej. Plakaty pokazują na przykład zdjęcia gejów sugerując, że Unia chce wprowadzenia małżeństw homoseksualnych. Na innych bilbordach straszą nas, że stracimy pracę. Na Ukrainie wszyscy wiedzą, że ta grupa jest finansowana przez Kreml.
 
Dmitrij Trenin zaznaczył ostatnio w Polskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych, że rosyjski rząd postrzega Ukrainę jako kolebkę chrześcijaństwa wschodniego, które następnie przeniknęło do Moskwy. Stąd też Rosjanie nie mogą pozwolić sobie na odsunięcie się Ukrainy, ponieważ byłby to rodzaj utraty własnej ojczyzny.

Nie wiem jak to odbierają Rosjanie, jednak na Ukrainie wszystkie chrześcijańskie wyznania, a także muzułmanie i żydzi podpisali wspólny list do prezydenta nawołujący do podpisania umowy stowarzyszeniowej. Podpisali go również najwyżsi na Ukrainie reprezentanci Patriarchatu Moskiewskiego, co było wielkim zaskoczeniem dla ich zwierzchników w Moskwie. Wydaje mi się, że w gronie ukraińskiej społeczności religijnej panuje konsensus w sprawie proeuropejskiego kierunku obranego przez kraj.
 
Nie zapominajmy jednak, że istnieją również ukraińskie siły polityczne kontestujące podpisanie umowy stowarzyszeniowej. Czy one są wpływowe?

Aktywni w swojej propagandzie są komuniści, którzy przypominają o swoim stanowisku za każdym razem, gdy występują w parlamencie. Chociaż jest to grupa marginalna, nie należy zapominać , że aż 45 procent mieszkańców Ukrainy wciąż sądzi, że ich kraj powinien mieć bliższe związki z Rosją, niż z Europą. Są to głównie ludzie starsi z południowej i wschodniej części kraju. Przekaz takich grup jak komuniści jest skierowany właśnie do nich.
 
Katya Gorchinskaya – jest zastępca redaktora naczelnego gazety KyivPost, ekonomistą i analitykiem.
 
Wywiad powstał we współpracy z portalem Eastbook.eu.
 
Czytaj nas w każdy poniedziałek!