dwutygodnik internetowy
11.08.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Cóż po takim zwycięstwie?

Argentyński spektakl, według deklaracji reżysera miał na celu krytykę konsumpcjonizm i pustki duchowej kapitalistycznego świata. Pozwoliliśmy na zatupanie tego przesłania.

ilustr.: Marta Zawierucha

Stało się – spektakl „Golgota Picnic” został przez dyrektora festiwalu odwołany. Wzmożenie aktywności mediów katolickich, nawoływania abp. Gądeckiego, wypowiedzi polityków oraz groźba zamieszek odniosły skutek. Zagrożenie dużej skali dla aktorów i widzów spektaklu miało być tak wielce prawdopodobne, że policja stwierdziła, iż nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa. Zadajmy jednak pytanie: kto wygrał?
Tekst nie przyjęty wcześniej przez redakcję Przewodnika Katolickiego.

 

Pozornie odpowiedź jest łatwa: wygrała prawda, przegrał fałsz. Siły dobra zwyciężyły nad królestwem pana tego świata. Sprawa nie jest jednak taka prosta. Zastanówmy się nad tym, jakie dzięki temu dobro uczyniono. Bez nawoływania do zakazu wystawienia spektaklu, biletowane, odbywające się w zamkniętej sali widowisko obejrzałoby pewnie ze dwieście osób. One pewnie i tak nie byłyby zgorszone, bo przecież należy przypuszczać, iż wybrałyby się na ten spektakl świadomie. Protest i szerzenie niesprawdzonych opinii o spektaklu wzburzyło i zgorszyło wielu. Jestem ciekaw, czy samozwańczy cenzorzy czują się odpowiedzialni za zgorszenie i zamęt duchowy, jaki sprowadzili na wielokrotnie większą liczbę osób niż ta garstka potencjalnych widzów.
 
Cóż – zwyciężyli, a zwycięzców się przecież nie sądzi. Liczy się, że „moje jest na wierzchu”. Jak stwierdził Tomasz Terlikowski: „Artyści” z Golgota Picnic, a także organizatorzy festiwalu Malta okazali się jednak cieniasami. Jakie jest przesłanie tego zwycięstwa? Czy przyczyniło się ono do pomnożenia dobra? Czy zmniejszyło podziały, wrogość, zwiększyło wzajemne zaufanie w naszym coraz bardziej rozpadającym się społeczeństwie?
 
Zwycięstwo to jest szczególnie gorzkie, gdy posłuchamy słów dominikanina, ojca Tomasza Dostatniego: Obejrzałem spektakl „Golgota Picnic”. Nie jestem nim zgorszony, nie jestem nim obrażony. Choć rozumiem zarazem, że dla wielu moich braci w wierze może on być szokujący, obrazoburczy, obsceniczny i miejscami nie do zaakceptowania w swojej dekonstrukcji przedstawiania wątków religijnych. Ale język teatru, wyrazu artystycznego, dziś różni się od języka kazań czy katechezy w szkole. I może warto, abyśmy jako chrześcijanie żywej wiary zadali sobie trud przynajmniej zrozumienia podstawowego przesłania takich spektakli, w których przenika się ważna krytyka społeczeństwa konsumpcyjnego z rozpaczą wypływającą ze spojrzenia na kondycję dzisiejszego człowieka oraz właśnie dekonstrukcją osoby i posłania Jezusa Chrystusa.
 
Stwierdzenie ojca Dostatniego jest tym ważniejsze, gdy uświadomimy sobie, że zarówno reżyser, jak i spektakl przyjechali do nas z Argentyny – ojczyzny papieża Franciszka.
 
Żeby zrozumieć, dlaczego zwycięstwo (odwołanie spektaklu) to także dla chrześcijan przegrana, warto zrozumieć, co chciał powiedzieć Fryderyk Nietzsche, gdy stwierdził: „Bóg umarł”. Wbrew obiegowej interpretacji, nie był to manifest jego ateizmu. To nie Nietzsche mordował Boga. Nietzsche jedynie stwierdził fakt, że wbrew frazesom, rytuałom, pustym słowom, żywego Boga nie ma już w społeczeństwie jemu współczesnych. I na nas spoczywa odpowiedzialność za to, co czynić dalej.
 
Argentyński spektakl według deklaracji reżysera miał na celu krytykę konsumpcjonizmu, hedonizmu i pustki duchowej kapitalistycznego świata. Podobnie jak Nietzsche, tak i ten spektakl był posłańcem, który przynosił nam bardzo mało radosną diagnozę. I co z tym zrobiliśmy? Pozwoliliśmy, aby posłanie zostało zatupane. Zadowoleni jak dzieci w klasie uczestnicy wiecu politycznego, przekrzykując oponentów, nie usłyszymy słów przestrogi. Śmierć Boga, pustka duchowa, konsumpcjonizm, ekscesy kapitalizmu nie znikną. Możemy zabijać posłańców, którzy przynoszą nam złe wieści, ale jak długo?
 
Szczególnie gorzko brzmi to w Poznaniu, mieście o największej liczbie centrów handlowych w Polsce. Wymownym przykładem miejsc, gdzie Bóg naprawdę umiera, są ołtarze na Boże Ciało, które raz w roku pozwolono kątem postawić na parkingach samochodowych przed blaszanymi bryłami supermarketów. Kapitalizm zmiata i zamiata, nawet nie prowokując protestów. Dzień później parkingi marketów nie pamiętają już, że gościły ołtarze.
 
Czy Boga żywego zabija okazjonalne wystawienie wymagającego i trudnego spektaklu, choćby i o gorszącej estetyce? A może raczej zabija Go codzienna pustka duchowa centrów handlowych, obojętność wobec eksmisji na bruk, smutek bezrobotnego losu? Jakież to przedziwne, że tak wiele osób poczuło się zgorszonych niewidzianym spektaklem, a milczało, gdy budowano kontenery mieszkalne, gdy obcinano pensje pracownicom żłobków, gdy eksmitowano na bruk.
 
Argentyńskie przesłanie reżysera, krytyka zatrutych owoców kapitalizmu, zostało zakrzyczane. Ciekawe czy głos innego krytyka kapitalizmu i wyzysku, także przybysza z Argentyny, papieża Franciszka, też nie zostanie wysłuchany? W tym wypadku trudniej będzie jednak wymyślić pretekst, aby uspokoić swoje przedziwnie wybiórcze sumienie, żeby zakryć uszy. Proste przekierowanie uwagi, użycie pretekstu, jakim jest bluźnierstwo i obraza uczuć religijnych, nie wystarczy. Od zaklęć i okrzyków wyzysk i bieda nie znikną.
 
To nie garstka artystów niszczy świat, oni nie „zabijają Boga”. To kapitalizm, rynek z jego egoizmem, darwinizmem społecznym, zwiększającym się rozwarstwieniem, niszczy wspólnoty, rodziny, solidarność. Cóż po zwycięstwie nad „bluźniercami”? Im przynajmniej o coś chodzi. Co zrobią zwycięzcy, gdy zostaną sami, bez żadnych, nawet kontrowersyjnych sojuszników w świecie, w którym zamiast „Hymnu o miłości”, rozbrzmiewa jego gorzka wersja, zaproponowana przez George Orwella: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a pieniędzy bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”?
 
Odniesiono zwycięstwo, tylko czy dzięki temu choć jedna łza została otarta, jedno dziecko uzyskało dom, miejsce w żłobku, bezdomny godne miejsce zamieszkania, bezrobotna pracę, osoba na umowie śmieciowej godziwe zatrudnienie i płacę? Czy zwycięstwo to poszerzyło miejsce dla miłości?
 
Nie jestem strażnikiem ludzkich sumień – zbyt wielu zbyt łatwo ustawia się w tej pozycji. Nurtuje mnie jednak jedna sprawa – jak bardzo prawda o śmierci Boga w kapitalistycznym świecie musi przerażać, jak bezsilność wobec bezdusznych mechanizmów rynkowych obezwładniać, jak bardzo duchowa pustka centrów handlowych Poznania być nieznośna, że trzeba aż tak głośno krzyczeć?
 
Cóż – zwycięstwo odniesione: zaróżowione policzki, słychać donośne okrzyki, wspólne uniesienie. Tylko gdzieś tam w zaułku zmęczonego wyzyskiem świata, w centrum handlowym, w kontenerze mieszkalnym, podczas eksmisji, w smutku bezrobocia „Bóg umiera”. Ci, którzy upili się łatwym zwycięstwem, pewnie tego nie zauważą.
 
UWAGA! W czasie wakacji internetowa odsłona „Kontaktu” będzie ukazywać się raz na dwa tygodnie – co drugi poniedziałek. Serdecznie zapraszamy do lektury!
 

 

  • pt

    bardzo dobry artykuł, polecam :)

  • ppp

    Czyli kolejne pouczenie dla ciemnogrodzian od “jaśnie oświeconych”, tym razem takie lżejsze, bardziej zawoalowane. A może autor z taką samą troską pochyli się nad działaniami lewicy zmierzającymi do uciszenia, wszelkimi sposobami, oponentów ideologicznych? Wątpię w to, ale nadzieję można mieć.

    • fronesis

      1. To pouczenie nie jest od jaśnie “oświeconych”, ale raczej to przypomnienie kilku ewangelicznych prawd oraz upomnienie się raczej od strony słabych i małych, a nie wielkich. Może takie prawdy są nieobecne u ciemnogrodzian w Polsce, ale już całkiem dobrze znanych ciemnogrodzianom w Ameryce Łacińskiej, gdzie kościół ludowy i Teologia Wyzwolenia (i jej różne warianty, sojusznicy, etc.) nie są sobie obce.

      2. Autor się chętnie pochyli nad “działaniami lewicy”, byłoby jednak miło, gdyby autor wpisu “ppp”, podał przykład kiedy, gdzie, kto (w Polsce) “ucisza
      wszelkimi sposobami, oponentów ideologicznych” (uprzedzam, że legendy miejskie i przeinaczenia nie będą brane pod uwagę).

      • ppp

        A kim ty jesteś, żeby mnie pouczać? Wystarczy sporzeć na twój blog i twitter, żeby się domyślić czym pędzisz. Bardziej rzeczowej rozmowy oczekiwałbym w związku ze ścianą, a nie z jakimś czerwonym pomiotem.

        • janek miłosławski

          Boże, ale z tego ppp jest cham.

          • ppp

            Bosze, będę płakał, rozpaczając nad swą niegodziwością…
            Tylko uważaj na nadgarstek, kochany, aby się bardziej nie złamał i żebyś nie zgubił swojej różowej torebki ;-)

          • fronesis

            Czyli nic poza postawą nienawiści w stosunku do bliźniego swego, nie potrafisz zaprezentować? Tylko dlaczego z takim nastawieniem odwiedzasz strony pisma katolicko-społecznego?

          • ppp

            Taki on “katolicki” jak ty, więc daruj sobie. A co do reszty – Bóg może i kocha wszystkich, ale ja nie, więc cię nie przytulę, ani nie pocieszę, A im mniej takich osobników na świecie, jak ty, tym lepiej. I to nie nienawiść, a troska o wszystkich normalnych ludzi.

          • fronesis

            @PPP
            Cóż, widzę, że masz mandat do określania, kto jest katolikiem? Może wyjaśnisz skąd czerpiesz legitymację do swych osądów? Czy jesteś teologiem, biskupem, członkiem Kongregacji do spraw wiary? Zakładam, że nie. Czyli jedyne co legitymuje Twoje osądy to dziecinne “podoba mi się, nie podoba mi się”
            Czyli nadal nie potrafisz nic więcej, niż dawać upust swoim emocjom.

          • ppp

            Misiu, takie smuty to na kolegium redaktorskie Wybiórczej. Na mnie naprawdę nie robią wrażenia, a raczej wywołują szyderczy uśmiech. I skąd nagle takie przejęcie hierarchią kościelną? Żałosne i zalatujące desperacją. Dorotko, już nie jesteśmy w Kansas i straciliście monopol narracyjny. Wiem – boli – po tylu latach uzależnienia, ale z czasem syndrom odstawienia osłabnie. A tak nawiasem – ataki personalne to główna brón lewicy, więc skąd nagle zdziwienie (wręcz oburzenie), że sami jesteście nią atakowani? Nadal wierzycie złudzeniom, żeście niezwyciężeni i wieczni – wielu przed wami tak myślało…

          • fronesis

            @PPP “atak personalny” – masz ciekawe projekcje.

          • ppp

            Podejrzewam, że nie ciekawsze niż twoje.

        • fronesis

          Czy ja Cię pouczam? Nigdzie w tekście tego nie ma? Ciekawe co wyczytałeś z twittera, gdyż ja w życiu może zamieściłem mniej niż 10 tweedów. A czy potrafisz dyskutować publicznie, poza dawaniem wyrazu swoim emocjom, niezbyt dojrzałym dodam. Przypominam, że dyskusja to pokazywanie założeń, sposobów wyprowadzania z nich wniosków oraz prezentacja wyniku. Wypada przy tym zachować elementarną uczciwość w przytaczaniu faktów oraz zastosować postawę hermeneutyczną, określaną jako przychylność wobec interpretowanego obiektu, przedmiotu, dzieła, wypowiedzi.

  • grzegorz

    krytyka konsumpcjonizmu przy zastosowaniu ikonografii chrześcijańskiej? coś tu się nie zgadza…