dwutygodnik internetowy
13.07.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Co warto zobaczyć i przeczytać przez najbliższe dwa tygodnie

Tym razem przeniesiemy się do Wrocławia. Sprawdzimy, na jakim etapie są przygotowania do obchodów Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku i zaprosimy na wystawę o wrocławskiej awangardzie w warszawskiej Zachęcie.

materiały prasowe

materiały prasowe

„Dzikie pola. Historia awangardowego Wrocławia”, komisarz: Dorota Monkiewicz, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki w Warszawie

Wrocław został prawie doszczętnie zniszczony podczas II wojny światowej. Tuż po niej do miasta „dzikich pól” przyjechali mieszkańcy innych części Polski. Ziemie odzyskane stały się na powrót częścią macierzy. Ta tożsamość, połączona z tymi piastowskimi, niemieckimi czy śląskimi korzeniami miasta, jest ciągle żywa w stolicy Dolnego Śląska. Wystawa przybliżająca historię awangardowego Wrocławia wychodzi od tych historycznych, powojennych przemian. Kuratorzy pokazują, jak w miejscu „poniemieckim” nadpisano fascynujący rozdział sztuki wizualnej, filmu, muzyki i teatru.

Zanim jednak o wystawie, kilka słów o ziemiach odzyskanych. 70 lat temu przyjechali tutaj pierwsi polscy osadnicy. Zostawiając swoje domy, gospodarstwa i groby – groby są jednym z najważniejszych czynników budujących tożsamość Polaków – jechali w nieznane. Magdalena Grzebałkowska w swojej książce „1945. Wojna i pokój” często przywołuje elementy propagandy młodego państwa, które zachwalało stare/nowe polskie ziemie. Pisano wtedy o murowanych i solidnych domach, wysokiej jakości sanitariacie czy opuszczonych zakładach rzemieślniczych, które można było od razu zajmować. Dzięki zmianom granic wiele rodzin awansowało w hierarchii klasowej. Nie tylko ze względu na powojenny, narodowy program walki z analfabetyzmem, ale również dzięki radykalnej zmianie warunków życia. Znamienne jest, że wielu Polaków było zdziwionych obecnością toalet w domach. Zmitologizowane kresy (zwracam uwagę na post-kolonialny charakter tego słowa) były krainą biedy, pańszczyzny i antysemityzmu. Jan Sowa w „Innej Rzeczpospolitej…” zwraca uwagę na modernizacyjny wpływ zaborów. Bez ryzyka warto rozszerzyć tę tezę na powojenne przesiedlenia.

Nowi mieszkańcy starej/nowej Polski musieli szybko wyznaczyć zasady współżycia. Co ciekawe zachodni pas ziem odzyskanych to jedyny obszar współczesnej Polski, na którym nie występują dialekty czy gwary (nie licząc wiosek łemkowskich). Mówiono tam po polsku – inaczej setki tysięcy ludzi nie mogłyby się dogadać. W procesie ustalania nowych zasad tkwi jak sądzę klucz do zagadki awangardowego Wrocławia. Wrocław nie tylko był „dzikim polem”, ale też Le Corbusierowsko „pustym”, „wyczyszczonym”.

Jak reagowała na to sztuka? Dorota Monkiewicz w jednym z tekstów opublikowanych w katalogu zwraca uwagę, że ziemie zachodnie w czasach PRL-u były laboratorium nowych nurtów w sztukach wizualnych. Najważniejsze plenery, omawiane dzisiaj jako historyczne, odbywały się w Osiekach koło Koszalina, Elblągu i Zielonej Górze – czyli miejscowościach niegdyś niemieckich. „Władze partyjne wspierały finansowo nowoczesną, awangardową i niespecjalnie akceptowaną przy innych okazjach sztukę, tak bowiem tworzyła się nowa polska historia tych «ziem bez historii» (skoro niemiecka przeszłość miała być tu na zawsze zatarta)”.

Ojcem-założycielem wrocławskiej awangardy jest Jerzy Ludwiński. Od 1967 do 1971 roku prowadził Galerię pod Moną Lisą. Było to najważniejsze miejsce pokazów artystycznych, w kluczowym dla sztuki momencie „przejścia od zainteresowania obrazem i rzeźbą w stronę procesu i działania konceptualnego”. Na wystawie w Zachęcie widzimy więc wiele realizacji z tamtego okresu, kiedy Ludwiński wcielał w życie założenia Muzeum Sztuki Aktualnej. To pionierskie rozwiązanie instytucjonalne – muzeum jako czuły sejsmograf zmian, prowokujące fakty artystyczne, pozbawione stałej kolekcji – niestety nigdy nie zostało w pełni zrealizowane. W Galerii można było zobaczyć instalacje Natalii LL („List gończy”), Jarosława Kozłowskiego czy Wiesława Borowskiego. Ten ostatni w 1968 roku poprosił Ludwińskiego o przeczytanie podczas wernisażu listu do publiczności. W tym samym czasie Tadeusz Rolke fotografował gości. Kolejne portrety na bieżąco wieszano na ścianach. Borowski przechadzał się wtedy ulicami Wrocławia.

Dla środowiska skupionego wokół Ludwińskiego ważnym punktem było pismo literackie „Odra”. To na jego łamach przed każdym wernisażem publikowano dwugłos kuratora i prezentowanego artysty. Przenikanie się różnych środowisk doskonale pokazano na warszawskiej wystawie. Już samo skupienie w jednym miejscu i podobnym czasie takich postaci czy zjawisk jak Ludwiński, Jerzy Grotowski, Bogusław Litwiniec (twórca teatru Kalambur), Natalia LL, Jazz nad Odrą, Wytwórnia Filmów Fabularnych czy Muzeum Architektury może być trudne do ogarnięcia. Na wystawie widzimy więc archiwalne nagrania z działań teatralnych Jerzego Grotowskiego, kadry z filmów Andrzeja Wajdy i Wojciecha Jerzego Hasa, plakaty do kolejnych edycji Jazzu nad Odrą czy dokumentację zespółów muzycznych końca lat 80. Twórcy różnych dziedzin spotykali się na „wrocławskim Rynku w Klubie Związków Twórczych, w pobliskim Klubie Dziennikarza, w Klubie Kalambur, współtworząc barwne, kosmopolityczne środowisko tego miasta o szczególnym uroku, jakim był poniemiecki Wrocław”.

25 lat od powrotu Ziem Zachodnich i Pomorza do macierzy zorganizowano Sympozjum Plastyczne Wrocław ’70. Jego oficjalnym celem była „próba konfrontacji różnych sposobów współczesnego myślenia plastycznego, mająca doprowadzić w efekcie do powstania w organizmie Wrocławia wybitnych dzieł sztuki”. W 40 lokalizacjach miały powstać prace Tadeusza Kantora, Władysława Hasiora, Oksara Hansena czy Jerzego Rosołowicza. Ostatecznie 9 maja 1970 zrealizowano wyłącznie koncepcję Henryka Stażewskiego „Kompozycja pionowa nieograniczona”. Składały się na nią pionowe słupy różnokolorowych świateł. Wielu historyków sztuki podkreśla, że sympozjum było przełomowym momentem w dziejach polskiej sztuki konceptualnej.

Kolejne prace prowadzą nas po brawurowej historii awangardy. Z niedowierzaniem widzimy wystawę „Sztuka kobiet” z 1978 roku, na której Natalia LL postanowiła pokazać dzieła czterech artystek: Noemi Maidan, Suzy Lake, Carolee Schneemann i własne. Natalia i Andrzej Lachowiczowie, zakładając własną galerię PERMAFO (działającą do 1981 roku), nie tylko tworzyli „nową sztukę”, ale też wywołali lawinę działań artystycznych związanych z nowymi mediami. Wtedy były to fotografia, film, wideo. Do jednych z najbardziej znanych działań bez wątpienia należy „Sztuka pojęciowa”. Na wystawie zaprezentowano koncepcję opisującą zmianę paradygmatu w sztuce, o której pisałem wyżej. Równoprawną drugą odsłoną wystawy był rozsyłany pocztą katalog, składający się z luźnych kartek, dzięki czemu wystawa łatwo przekraczała granice państwowe. Ten pomysł okazał się „generacyjnym wynalazkiem przypieczętowującym lekkość i bezpretensjonalność nowej sztuki z Wrocławia”. Awangarda miała też swoje kontekstualne pole. Jan Świdziński w „12 punktach sztuki kontekstualnej” pisał: „Każde dzieło sztuki wynika z konkretnej rzeczywistości”.

Witold Liszkowski w 1979 roku zapowiada w swojej pracy dyplomowej kres neo-awangardy wrocławskiej. Zadaje „Pytania”: czy istnieje jeszcze awangarda? czy istnieje rozwój w sztuce? czym jest sztuka zaangażowana społecznie? Energia ruchu wyczerpała się. Po stanie wojennym artyści zeszli do drugiego i trzeciego obiegu. Bojkotowali publiczne instytucje wystawiennicze. Alternatywę stanowiły dla nich galerie studenckie. W 1982 roku zaczęła działać grupa Luxus – efemeryczna, tymczasowa, wykorzystująca odpady i język masowej ikonosfery. Lata 80. to też rozówj sceny muzycznej. Powstały wtedy takie zespoły jak Klaus Mitfoh, Kormorany czy Zad Gumowego Wieloryba.

Wystawa dotyka również współczesności. W dwóch salach możemy zobaczyć prace artystów debiutujących po 2000 roku.

Całe pierwsze piętro Zachęty, ponad 500 eksponatów, 350-stronicowy katalog, polscy i zagraniczni artyści związani z Wrocławiem, setki zdjęć, filmów, obrazów i instalacji – musicie sobie zaplanować kilka godzin na dokładne przeanalizowanie wszystkich prac i przeczytanie katalogu. Tej wystawy nie warto oglądać w pośpiechu. Dosłownie każda praca jest ważna, a wiele wręcz przełomowych.

materiały prasowe

materiały prasowe

Pytania do Michała Bieńka, kuratora programu sztuk wizualnych Europejskiej Stolicy Kultury

Wrocław kilka lat temu wygrał z innymi miastami wyścig o tytuł ESK 2016. I od początku nie miał łatwo. W atmosferze skandalu odchodzili kolejni kuratorzy, Komisja Europejska zwracała uwagę na niepewność finansową wrocławskiego programu, a następczyni Bogdana Zdrojewskiego na fotelu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego obcięła dotację programową. Podobno pieniądze są zagwarantowane w planie budżetowym, jednak nikt tak naprawdę nie wie, jak do ESK podejdzie nowa prawicowa władza.

20 czerwca na stadionie miejskim we Wrocławiu ogłoszono szczegóły programu ESK. Wydarzenie – na trybunach zasiadło ponad 20 tysięcy osób i kolejne kilkaset tysięcy przed telewizorami – nie spełniło oczekiwań krytyków. Festyn, patos, pusta rozrywka, żenujące piosenki i słaba akustyka – takie komentarze dało się usłyszeć tuż po gali. Trudno się z nimi nie zgodzić. Prowadzący wieczór Andrzej Seweryn wzniósł się na bezlitosne dla ucha wyżyny patosu, aktorzy Teatru Kapitol wykonywali piosenki z tekstami pasującymi raczej do przeglądu piosenki aktorskiej, a gwóźdź programu Andrea Boccelli okazał się gwoździem do trumny. Jeżeli jednak przeanalizować wydarzenie w kontekście innych podobnych imprez transmitowanych czy produkowanych przez Telewizję Polską, to stała ona na bardzo wysokim poziomie. W jakich przyszło nam żyć czasach, kiedy ze zdziwieniem jest traktowana obecność nazwiska Jerzego Grotowskiego w najpopularniejszym pasmie antenowym publicznej telewizji? Minutowe filmy archiwalne prezentujące najwybitniejsze dokonania kulturalne Wrocławia i wystąpienia kuratorów, którzy omawiali najważniejsze punkty programu, oglądało się przyjemnie. Spełniły również swoją edukacyjną rolę. Cóż z tego, że ostatecznie te dwa elementy utonęły w mizernej muzyce i pop-operze?

Pełny program ESK jest już dostępny na stronie www.wroclaw2016.pl.

Postanowiłem zapytać Michała Bieńka, kuratora odpowiedzialnego za część sztuk wizualnych, jakie są jego główne zadania.

Jakie według pana będzie najważniejsze wydarzenie programu sztuk wizualnych Europejskiej Stolicy Kultury?

„Dzikie pola. Historia awangardowego Wrocławia” – pierwsza tego rodzaju synteza sceny awangardowej Wrocławia lat 60., 70. i 80. Wystawa rozpoczęła się już w warszawskiej Zachęcie, a następnie będzie pokazana w kilku miejscach w Europie: w Niemczech, Czechach, na Słowacji oraz w Chorwacji.

„Dispossession” – wrocławska wystawa w ramach programu 56. Międzynarodowego Biennale Sztuki w Wenecji. Jest to wystawa międzynarodowa: polsko-ukraińsko-niemiecka. Odwołując się do historycznej linii przesiedleń Lwów-Wrocław-Drezno, opowiada o fenomenie Wrocławia jako miasta, w którym niemal w całości wymieniono po wojnie populację. Przenosi także temat migracji we współczesność. Jest wyrazem przekonania, że Europejska Stolica Kultury może być także pretekstem do zabierania głosu w ważnych, współczesnych kwestiach społeczno-politycznych.

„Wrocławska Europa” – monumentalna wystawa realizowana we współpracy z Muzeum Narodowym we Wrocławiu, podkreślająca znaczenie polityczne i kulturalne Wrocławia i Śląska w I poł. XVII w.

Cykl wystaw i projektów poświęconych wybitnym wrocławskim artystom, którzy nie zostali dotąd wystarczająco docenieni na scenie krajowej i międzynarodowej, na przykład monograficzna wystawa Wacława Szpakowskiego czy też monograficzne wydawnictwo oraz wystawa prac Tadeusza Ciałowicza.

Projekt „Ścieżki tekstu” poświęcony twórczości Stanisława Dróżdża, polegający na realizacji szeregu prac artysty w przestrzeni publicznej Wrocławia. Zwieńczeniem projektu będzie realizacja instalacji pod tytułem „Samotność” na placu Grunwaldzkim we Wrocławiu. Instalacja ta jest opracowaniem koncepcji Dróżdża pod tym samym tytułem autorstwa Barbary Kozłowskiej z 1970 roku. Nie została dotąd zrealizowana.

„Wrocław – wejście od podwórza” – realizacja dziesiątek interwencji artystycznych w zaniedbanych zakątkach Wrocławia z udziałem lokalnych społeczności, a także socjologów i animatorów kultury. Projekt rozpoczyna się już latem 2015 roku realizacją instalacji „Nieskończony zielony labirynt Adama Kalinowskiego” na wrocławskim Ołbinie. Na jesieni rozpocznie działalność pierwsza z szeregu pracowni artystycznych lokowanych w pustostanach rozsianych w zaniedbanych zakątkach Wrocławia. Zadaniem artystów będzie między innymi zapraszanie do współpracy lokalnych artystów.

Cykl wystaw wielkich twórców o międzynarodowym znaczeniu. Cykl otwiera wystawa Eduardo Chillidy, największego hiszpańskiego rzeźbiarza II poł. XX wieku, pochodzącego z San Sebastian. Pozostałe wystawy w tym cyklu zostaną ogłoszone jesienią 2015 roku.

Jednym z najważniejszych zadań wrocławskiej ESK jest zwiększenie liczby uczestników wydarzeń kulturalnych. Jak zamierza pan realizować ten cel?

Istotne, z mojego punktu widzenia, jest wspieranie inicjatyw oddolnych.

Czy miał pan na uwadze te dwa czynniki podczas programowania sekcji sztuk wizualnych?

Z inicjatyw oddolnych realizujemy projekty z Fundacją Dom Pokoju (prowadzącą Infopunkt Łokietka 5), która zgłosiła dwie inicjatywy oparte na obserwacjach działań mieszkańców w obrębie dwóch nadodrzańskich podwórek. Oba z przygotowanych przez fundację projektów dotyczą stworzenia miejskich ogrodów. Wszystko to w ramach programu „Wrocław – wejście od podwórza”.

Większość projektów w ramach tego programu powstanie w procesie bezpośredniego zaangażowania odbiorców, zmieniając i dostosowując się do ich pomysłów krążących wokół podwórka. Pomysły artystów mają być negocjowane i weryfikowane w toku współpracy z mieszkańcami podwórek. Działamy w obszarach małej aktywności społecznej (zaniedbane podwórka, tak zwane „gorsze” dzielnice, na przykład Oławskie Przedmieście), dlatego też ciężko liczyć na oddolne inicjatywy pojawiające się w sposób naturalny – najpierw trzeba pokazać, że takie inicjatywy w ogóle można mieć. Mamy nadzieję też na to, iż w toku działań artystów nowe pomysły wyjdą od mieszkańców wprost, jesteśmy na te pomysły otwarci. Jedną ze strategii wyzwalania inicjatyw są działania animacyjne w udziałem socjologów i animatorów kultury, a także planowana sieć pracowni artystycznych lokowanych w pustostanach zlokalizowanych w zaniedbanych miejscach Wrocławia. Artyści działający w tych lokalach będą zobowiązani do pracy warsztatowej z lokalnymi społecznościami. Pierwsza z tych pracowni powstanie już w tym roku na Oławskim Przedmieściu.

Oprócz tego realizujemy szereg inicjatyw we współpracy z lokalnym trzecim sektorem. Dobrym przykładem, jeśli chodzi o projekty oddolne w tym obszarze, jest „Jestem sobą” – projekt realizowany we współpracy z Fundacją Kilo Kultury, który polega na aktywizowaniu osób marginalizowanych społecznie poprzez użycie fotografii jako narzędzia twórczego działania w przedsięwzięciach kulturalnych.