dwutygodnik internetowy
04.05.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Co warto zobaczyć i przeczytać przez najbliższe dwa tygodnie

Strajk w instytucjach kultury, „Notes.na.6.tygodni” i wystawa „Sprawa jest w załatwianiu” – to warto zobaczyć i przeczytać przez najbliższe dwa tygodnie

IMG_4955

materiały prasowe

Strajk w instytucjach kultury

Obchodzone w piątek Święto Pracy każe zwrócić uwagę na kilka wydarzeń z instytucjonalnego życia polskiej kultury ostatnich kilku tygodni.

Zaczęło się od groźby strajku pracowników Filharmonii Narodowej w Warszawie. Okazało się, że muzycy zarabiają poniżej średniej krajowej. Przypomnijmy – według ostatnich danych średnia płaca w Polsce wynosi 3981,75 zł (2840 zł netto – dane za luty 2015), a pensja minimalna od stycznia tego roku to 1740 zł (1240 zł netto). Muzycy są zmuszeni do dorabiania – jeden z nich dołączył do korporacji taksówkarskiej Uber. Przewozi pasażerów po odwiezieniu córki do szkoły, w przerwie obiadowej i wieczorami. Zarabia drugą pensję, a nieraz – nawet więcej. „Przez dziesięć lat podwyżki nie przekroczyły 350 zł brutto. Pracownik Biedronki po 2 latach pracy może liczyć na podwyżkę 600 zł. Szeregowy muzyk FN zarabia dziś nie więcej niż 3,7 tys. zł brutto, natomiast kierownik w Biedronce – ponad 4 tys. zł brutto. I po dwóch latach wynagrodzenie tego ostatniego wzrasta do 5,9 tys. zł brutto. Tyle nie zarabia w filharmonii nawet koncertmistrz (4,5 tys. zł), który do każdego koncertu musi się uczyć trudnych partii solowych. Pracownik sklepu wymaga kilkutygodniowego szkolenia, a muzyk filharmonii – 18 lat przygotowania zawodowego i ciągłych ćwiczeń” – pisała o sprawie „Gazeta Wyborcza”. Co prawda porównywanie muzyków do pracowników supermarketów jest niedorzeczne – buduje niepotrzebne konflikty klasowe i antagonizuje społeczeństwo. Trzeba jednak przyznać, że filharmonicy są niedoceniani.

Podobna sytuacja panuje w Muzeum Narodowym w Krakowie. Pracownicy skupieni w związku zawodowym weszli w zbiorowy spór z dyrekcją placówki. Domagają się 1522 złotych podwyżki. Ciekawe, że strajk poparło 80 procent załogi. Przed podjęciem decyzji o proteście zorganizowano referendum, za którym opowiedziało się 482 z 604 pracowników. Dyrekcja nie widzi rozwiązania konfliktu. Powodem jest brak środków na podwyżki. Krakowskie media donosiły, że „bezpośrednim impulsem do działania była wypowiedź byłego ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego, który ocenił średnie zarobki w podległych ministerstwu instytucjach kultury na 4597 zł brutto. Tymczasem w MNK, największej placówce muzealnej w Polsce, średnia zarobków wynosi 3075 zł – z uwzględnieniem pensji dyrekcji i dodatków za realizację projektów”.

Wątki ekonomiczne polskiego środowiska sztuk wizualnych zostały ostatnio zbadane przez Wolny Uniwersytet Warszawy. To nieformalna grupa naukowców – ekonomistów, filozofów, socjologów i teoretyków sztuki – którzy od kilku lat zajmują się badaniem napięć ekonomicznych panujących w świecie polskiej sztuki. Członkami-założycielami WUWu są Jan Sowa, Kuba Szreder i Michał Kozłowski. Przez dwa lata badali przedstawicieli polskiego pola sztuk wizualnych. Wyniki są zatrważające – oprócz obserwacji, że rynek sztuki nie działa (blisko 70 procent artystów i artystek nie dostaje z rynku więcej niż 10 procent swoich zarobków), to jednym z najważniejszych wniosków jest to, że artyści nie są zazwyczaj w ogóle opłacani. „Ich satysfakcja z pracy jest niezależna od obiektywnych czynników ekonomicznych takich jak zarobki. Pracują z miłości dla sztuki”. Skutkuje to nie tylko permanentnym brakiem niepewności – związanej także z prekarnością zawodu artysty – ale również koniecznością korzystania z pomocy rodziny. Artyści w Polsce nie rodzą dzieci. Nie stać ich na nie.

Badania dotyczyły co prawda środowiska sztuk wizualnych, ale można je łatwo przenieść na muzyków, aktorów, reżyserów czy tancerzy. Z jedną podstawową uwagą – artyści sztuk wizualnych nie mogą liczyć na etat.

Jakie są rekomendacje? Obywatele Kultury domagali się zwiększenia nakładów na kulturę z budżetu państwa. Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej podpisuje kontrakty z instytucjami, w których zapisane zostają minimalne wynagrodzenia artystów biorących udział w wystawach (jeszcze do niedawna brak honorarium za udział w wystawie zbiorowej był tolerowaną praktyką). Aktywiści z OFSW wynegocjowali również obowiązek uwzględniania honorarium artysty w projektach dotowanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To też nie było normą. Potrzebny jest nacisk na reformę systemu, który nie działa przede wszystkim na poziomie samorządowym i ministerialnym. Trzeba to powiedzieć głośno – instytucje w Polsce są przerośnięte, słabo finansowane i źle zarządzane. Czas na zmiany. Lub strajk.

1973808_10153300839859642_8927349935190972346_o

Czasopisma kulturalne: „Notes.na.6.tygodni”

„Notes.na.6.tygodni” to najlepszy magazyn o dizajnie, sztukach wizualnych i architekturze w Polsce – tak mogłoby brzmieć pierwsze zdanie tego tekstu, ale nie może, ponieważ przez ponad trzy lata byłem członkiem jego redakcji i ktoś jeszcze mógłby mnie oskarżyć o brak obiektywizmu. Napiszę więc, że „Notes.na.6.tygodni” to jeden z najciekawszych magazynów o dizajnie, sztukach wizualnych i architekturze w Polsce.

Stali czytelnicy mojej rubryki mogą zauważyć perwersyjne wspominanie przy obojętnie jakiej okazji postaci Bogny Świątkowskiej. A to zrecenzuję jej wystawę, a to w tekście o innej wystawie wspomnę jej nazwisko, a nawet napiszę tekst, w którym nie padnie jej nazwisko, a jednak będzie wiadomo, o kogo chodzi. Zauważając ten objaw, obiecuję, że od przyszłego „Co warto…” znajdę sobie inną ofiarę.

Jednak kiedy już wspominamy o Bognie Świątkowskiej, warto napisać, że to ona założyła, a nawet wymyśliła, „Notes”. W czasach przed Smoleńskiem, a sięgając jeszcze głębiej – przed wybuchem Afery Rywina, matka chrzestna polskiego hip-hopu pożegnała się z redakcją „Przekroju” (ehh, gdzie te czasy, kiedy biegło się do kiosku po odłożony „Przekrój”) i postanowiła rzucić wyzwanie polskim mediom. Założyła pismo, które nie miało absolutnie żadnego sensu. Przeglądając pierwsze numery, trafia się na koszmarny i chaotyczny skład, wydarzenia polecane przez nieznanych (wtedy!) ludzi i kalendarz na 6 tygodni. Z biegiem lat „Notes” poszerzył się o dział czytelniczy z wywiadami i tekstami. A polecane wystawy zostały opakowane w „Orientuj się!”. Teraz, po 98 numerach, magazyn ma stałych felietonistów, jasną strukturę, a nawet publikuje raporty specjalne.

„Notes” pozycjonuje się gdzieś na granicy establiszmentu. Jest rozdawany za darmo w galeriach, klubokawiarniach, muzeach i księgarniach artystycznych. W jednym numerze – w tym najnowszym – można znaleźć zarówno wywiad z Joanną Mytkowską, dyrektorką Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, jaki i wypowiedź Jana Śpiewaka, radnego dzielnicy Śródmieście w Warszawie czy rozmowę z szerzej nieznaną Joanną Figiel lub studiem graficznym Noviki. Wydarzenia w dziale wystaw polecają Adam Przywara, Ewa Dyszlewicz, Joanna Kusiak i Monika Pasiecznik. Jest to ciekawa strategia balansowania na granicy głośnych/znanych nazwisk i wprowadzania do sfery publicznej zupełnie nowych perspektyw.

Nowy numer proponuje więc raport „Zbiory wspólne”. Redaktorzy i redaktorki zbadali kolekcje instytucji publicznych. Największą i zarówno najstarszą z nich posiada Muzeum Sztuki w Łodzi – blisko 15000 eksponatów. Na ostatnim miejscu jest młodziutkie Muzeum Współczesne we Wrocławiu z liczbą balansującą wokół setki dzieł. Wspomniana przed chwilą Joanna Mytkowska opowiada o strategiach budowania kolekcji kierowanego przez siebie Muzeum. Przyznaje, że „nasze podejście do tworzenia kolekcji ulegało zmianie na przestrzeni czasu. Okres pewności, burzy i naporu jest skończony, teraz musimy wziąć pod uwagę tę niezadowoloną część, która nie chce brać udziału w zmianach i jasno to manifestuje. Jako instytucja publiczna jesteśmy dla wszystkich”. W innym miejscu dodaje: „Kiedyś w muzeum bez wahania podążaliśmy za zmianą, za emancypacją, eksperymentem poznawczym, teraz natomiast chcemy się skupić na tym, czy da się zbudować wspólną opowieść”.

Czytelnik i czytelniczka trafią potem na ankietę o Narodowym Planie Rewitalizacji. Wśród odpowiadających są osoby z różnych miast. Przywołam fragment najciekawszej wypowiedzi Hanny Gill-Piątek, z Biura ds. Rewitalizacji i Rozwoju Zabudowy Miasta UM Łodzi: „Kultura jest potężnym narzędziem budującym spójność społeczną, oswajającą lęki, podnoszącą wizerunek miejsc czy grup dotąd defaworyzowanych. Jest zatem naturalnym sprzymierzeńcem prawidłowo prowadzonej rewitalizacji. Główny problem leży jednak w tym, że stwarza również pokusę instrumentalnego wykorzystania, podczas gdy niewłaściwie „użyta” kultura może być mieczem segregacji. Łatwo na przykład wznosić nowe gmachy dla kultury, przedstawiając je jako społeczny dodatek do remontów. Potem jednak takie pałace wysysają środki programowe z istniejących instytucji całego miasta. Dlatego w Łodzi stawiamy raczej na animację przez kulturę i to tę małą, czasem już istniejącą. Za pomocą specjalnego programu wyłuskujemy aktywnych: samozwańczych animatorów, artystki pracujące na podwórkach wspólnie z okolicznymi mieszkańcami, teatry, które opuszczają własne mury, zwiedzając śródmiejskie bramy. Budujemy z nich sieć. W tym roku na mikrowsparcia dla takich działań dysponujemy budżetem w wysokości 198 000 tys. zł”.

Nie będę zdradzał więcej szczegółów, ale wywiady o wspominanym w pierwszej części raporcie „Fabryka sztuki”, rozmowa z malarką Aleksandrą Waliszewską, wyśmienity tekst poznańskiego socjologa Macieja Frąckowiaka o nadużywaniu pojęcia procesu w projektach kulturalnych i animacyjnych oraz wywiad z architektem i badaczem modernizmu afrykańskiego, Manuelem Herzem – sprawią wam wiele radości. Szukajcie „Notesu” na mieście!

piotr-bosacki-aceton-2014-csw-zamek-ujazdowski-warszawa-2015-04-17-920x517-2

materiały prasowe

„Sprawa jest w załatwianiu. Piotr Bosacki”, kurator: Stach Szabłowski, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie

Tytułowa „Sprawa jest w załatwianiu” to kilkanaście odkurzaczy, pochłaniających przez różnego rodzaju filtry w kształcie piramid powietrze warszawskiego CSW Zamek Ujazdowski. Instalacji towarzyszy hałas i charakterystyczny dla tych urządzeń zapach. Filtry, przypominające panele wygłuszające spotykane w studiach nagrań, z biegiem dni stają się szare. Trudno przewidzieć, jak długo potrwa proces ich całkowitego zabrudzenia. Rozwinięciem pracy jest film „Kameroodkurzacz”. Piotr Bosacki obejrzał kiedyś na YouTube film „Top 9 wystąpień polskich artystów współczesnych”. Polecam go wszystkim czytelnikom i czytelniczkom mojej rubryki. Przebija subtelnością żarty Karola Strasburgera i chytrą babę z Radomia. Na filmie widzimy w pewnym momencie Mirosława Bałkę – jednego z najbardziej znanych polskich artystów sztuk wizualnych, którego prace osiągają zawrotne ceny na targach sztuki. Bałka opowiada o analogii między kamerą a odkurzaczem, wychodząc od założeń swojego „Kamerooodkurzacza”. W tym samym czasie Kordian Lewandowski komentuje jego wypowiedzi, machając przed kamerą rurą od odkurzacza z przywiązaną do niej kamerą. „Muszę przyznać, że oglądałem ten film nieuważnie, dlatego granica między słowami Bałki a wystąpieniem Lewandowskiego zatarła mi się. W efekcie przez ułamek sekundy przeszło mi przez myśl, że Mirosław Bałka naprawdę nakręcił jakieś wideo w ten sposób, że przywiązał kamerę do rury odkurzacza i prowadził kamerę posuwistymi ruchami charakterystycznymi dla odkurzacza. Pomyślałem też, że to raczej umiarkowanie dobry pomysł na wideo i że jeśli chodzi o połączenie kamery z odkurzaczem, to lepiej byłoby umieścić kamerę wewnątrz odkurzacza i sfilmować, jak odkurzacz napełnia się nieczystościami”. Tak powstał film „Kameroodkurzacz”.

Opowieść o materialności sztuki zaczynamy jednak na samym początku, oglądając hipnotyzujące wideo „Die Kunst der Animation”. To krótkie filmy animowane bez dźwięku nawiązujące do tradycji etiud czy miniatur. I tak w ramach tego cyklu widzimy „Aceton”. Film przedstawia pracę żurawia do pompowania ropy. Został on jednak zbudowany z żółtych długopisów. W 16 etiudach widzimy rozpuszczającego się w acetonie długopisowego żurawia. Kolejne z cyklu filmy – „Junkers”, czyli zapętlona animacja procesu rozpadu w ciepłej wodzie 20 papierowych samolocików; „Film dywanowy”, który powstał z 50 dywanów (widzimy je na wystawie), z czego każdy kolejny ma krótsze włosia, przez co obraz animacji się samoistnie wyostrza; „Tabletka” ukazujący tabletkę musującą po dnie akwarium – pokazują potencjał sztuki opartej na przedmiocie, badaniu naukowym, pojęciu czasu i wpływu natury.

„Chamber music” to kolejna instalacja Bosackiego. Widz wchodzi w labirynt klaustrofobicznych boksów, w których słyszy inne dźwięki. Zamykając lub zostawiając uchylone drzwi – może wybrać, czy chce słyszeć szumy przypisane do jednego pomieszczenia, czy też do kilku. Przestrzeń architektoniczna jest więc tożsama z przestrzenią dźwiękową.

W dwóch salach można zobaczyć kolejne instalacje Bosackiego – rzeźbę kinetyczną „Instrumenty strunowe” i „Kosmos”. Ta ostatnia to akwarium, w którym woda jest wprowadzana w ruch wirowy. Obecna w nim dafnia porusza się niczym galaktyka.

Bosacki tworzy światy, remiksując wiedzę naukową, elementy przyrody i kody przypisane sztukom wizualnym. Jego najnowsze prace dodają również element cnoty cierpliwości. Artysta posługuje się przedmiotami z najbliższego otoczenia człowieka. Wprawione w ruch po prostu trwają. Tak po prostu.

 

Piotr Bosacki (ur. 1977) – absolwent Państwowej Szkoły Muzycznej II im. Fryderyka Chopina oraz Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Pracuje jako adiunkt w Katedrze Intermediów poznańskiego Uniwersytetu Artystycznego. Współtworzył założoną w 2007 roku nieformalną grupę artystyczną PENERSTWO i zespół muzyczny KOT. Jest artystą o wszechstronnych zainteresowaniach. Tworzy filmy animowane, instalacje, obiekty, rysunki, zajmuje się twórczością literacką i kompozycją muzyczną. Swoją praktykę artystyczną sam porównuje do filozofii przyrody. Prace Bosackiego to swego rodzaju eksperymentalne modele rzeczywistości, na przykładzie których artysta studiuje naturę rzeczy – jej strukturę, mechanikę i poetycki potencjał. Materię, obrazy i język do budowy oraz opisów tych modeli artysta czerpie z powszedniego doświadczenia. Jego ulubione tworzywa to przedmioty codziennego użytku, proste materiały plastyczne, takie jak papier czy karton, zaczerpnięte z życia anegdoty, sny, mowa potoczna. To skromne uniwersum rzeczy zwykłych jest dla artysty punktem wyjścia do filozoficznych spekulacji i jednocześnie do poszukiwania aspektu poetyckiego w ludzkim przeżywaniu świata, przy czym filozofia i poezja stapiają się w twórczości Bosackiego w jedno. W roku 2009 wydał zbiór miniatur literackich “Traumtagebuch”, w którym opisał między innymi wynalezioną przez siebie technologię obrazu filmowego ciągłego (film bez klatek). W roku 2012 nakładem Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu opublikowana została książka Bosackiego „Urządzenie elementów” – krótka rozprawa o dziele sztuki jako konstrukcji językowej. W 2011 roku artysta otrzymał Nagrodę Publiczności na przeglądzie polskiego kina niezależnego w ramach 36. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. W 2013 roku otrzymał nominację do nagrody „Spojrzenia”. Na Festiwalu Animator 2014 otrzymał Nagrodę SFP dla najlepszego filmu polskiego.