dwutygodnik internetowy
11.03.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Co to znaczy “siedzieć”?

Chciałybyśmy biec, jeździć, pędzić, płynąć, skakać, fruwać… a musimy tkwić w jednym miejscu, czekać, tęsknić. Dla każdej z nas, osadzonej, słowo „Siedzieć” już zawsze będzie miało szczególne znaczenie.

Tekst pochodzi z magazynu „W Kratkę”. Autorkami są kobiety osadzone w Areszcie Śledczym Warszawa-Grochów. Oryginalne ilustracje: Dobrawa Borkała

 

Chciałybyśmy biec, jeździć, pędzić, płynąć, skakać, fruwać…

a musimy tkwić w jednym miejscu, czekać, tęsknić.

Dla każdej z nas, osadzonej, słowo „Siedzieć”

już zawsze będzie miało szczególne znaczenie.

 

Marzena i Aneta

Siedzieć to znaczy odebrać człowiekowi największą wartość, jaką jest wolność. Siedzieć to znaczy cierpieć – „umierać wewnętrznie”. Tkwić w pustce. Pozbawienie wolności to cierpienie, któremu towarzyszą negatywne emocje, takie jak: strach, niepokój, złość i agresja, które kumulują się we mnie. Poszukując ujścia, zaskakują mnie niespodziewanie. To mnie przeraża, gdyż zauważam zmiany w moim myśleniu, słowach i zachowaniu.

Siedzieć oznacza także tęsknotę nie do opisania. Rozdzierającą serce i wyrywającą duszę…

 

Kinga

Dla mnie siedzieć to znaczy tylko jedno: odbywać karę. Dla tych, co nigdy tu nie trafili, to słowo może mieć całkiem inne znaczenie, bo siedzieć to można w domu przed telewizorem. Mnie kojarzy się tylko z więzieniem.

 

Ewelina

Siedzieć to znaczy być pozbawionym swobodnego życia, czyli wolności. To stan izolacji, w którym człowiek jest uzależniony od osób trzecich. Można również podpiąć słowo “siedzieć” pod słowo “wegetacja”, ponieważ życia przez 24 godziny na dobę, w jednym zamkniętym pomieszczeniu oraz wykonywania codziennych tych samych czynności, nie można nazwać racjonalnym życiem.

Czy to ma rację i sens? Otóż zdaje się, że tak – ale tylko dla ludzi, którzy nigdy nie otarli się o więzienie. Życie za kratami jest czymś niewyobrażalnym, zamkniętym światem bez wyrazu. Natomiast dla nas, więźniów, to po prostu przygaszone życie i każdy z nas na swój sposób znajduje pomysł, by sprawnie w tej monotonii funkcjonować.

 

Dominika K.

Siedzieć można na krześle w domu, przed telewizorem. Niestety, mi słowo siedzieć kojarzy się z „grzaniem puchy”, „pierdzeniem w pasiak” – po prostu z odbywaniem kary pozbawienia wolności.

 

Paulina

Siedzenie to nic więcej jak odebranie człowiekowi wolności. Jednak to bardzo ogólne pojęcie. Siedzieć możemy za czyny, których się dopuściliśmy albo nie. Zostałam skazana na odbycie kary więzienia za coś, co ludzie robią na porządku dziennym: za użyczenie komuś numeru telefonu, żeby ktoś się z kimś mógł skontaktować.

W żaden sposób nie poczuwam się do tej kary.

Oprócz odebrania wolności odbierają godność, zaufanie do instytucji państwowych, a przede wszystkim chęć do uczciwego życia.

 

Aneta

Siedzieć to znaczy ciągle na coś czekać, na polepszenie lub pogorszenie sytuacji.

Każdy z nas indywidualnie do tego tematu podchodzi. Można nawet tu siedzieć, a jednocześnie być wolnym!

 

Monika

Siedzieć to znaczy: tęsknić, zabijać czas, sprzątać i czekać. W tych czterech słowach mogę swobodnie opisać swój świat, lecz opis ten nie powie wiele, aż nie omówię tych czterech określeń. Naszkicuję więc mały zarys.

Tęsknię – oczywiście brakuje mi najbliższych. Może ktoś pomyśli, że cóż to takiego wielkiego: na wolności też nie widujemy się z rodziną przez parę miesięcy. Lecz na wolności można natychmiast wsiąść w autobus, samochód, samolot czy też jakikolwiek inny pojazd – i spotkać się.

A tutaj można tylko tęsknić i czekać.

Tęsknię za marznięciem na przystanku, za odciskami na stopach po długich wędrówkach, za świeżym zapachem czystego prania, za zmęczeniem po całodziennej pracy, za smogiem i anonimowymi ludźmi na ulicy, za tłumem w kościele, tęsknię, tęsknię, tęsknię, więc…

 

Zabijam czas – rano myję się kilkanaście minut, zanim zjem śniadanie upłynie kilka następnych, ale te wszystkie czynności nic nie dają. Dalej tęsknię, więc szukam czegoś, co pochłonie tęsknotę. Mam szczęście, poznaję kogoś, kto pomaga mi tęsknić mniej. Lecz tutaj, dla niektórych, to niedobrze, że mniej tęsknię, bo jestem tu za karę i muszę tęsknić. Odbierają mi moje lekarstwo, więc tęsknię dwa razy mocniej i dwa razy bardziej zabijam czas. Kłócę się, szybciej się denerwuję, zamieniam tęsknotę w złość – wtedy nie tęsknię, mam co robić, złość bardzo dobrze zasłania tęsknotę i świetnie pochłania czas. Lubię to. Kiedy złość maleje odnajduję trochę zapomnienia i spokoju.

Maluję i czytam książki, to też lubię, ale gdy przypominam sobie, że jest lekarstwo na tęsknotę, którego nie mogę dostać, wraca złość – jednak ona jest najlepsza.

 

Sprzątać – wiecznie sprzątam, co chwilę mam nowe miejsce do spania, śpię na łóżku, na którym spali inni. Ilu ich było? Wielu. Chcę mieć swoje miejsce, więc sprzątam, myję szoruję. Chcę zmyć zapach i ślady wszystkich innych, chcę czuć swój zapach na swoim miejscu i na swoich ręcznikach, w swoim łóżku. Wyszoruję to swoje miejsce. Mam je. Na ile? Na miesiąc, tydzień, może dzień? Do następnego razu.

Czekam – na sprzątanie, na złość, na moje lekarstwo. I wciąż tęsknię. Czekam, aż kiedyś przestanę.

 

Cały pierwszy numer kwartalnika można przeczytać tutaj