dwutygodnik internetowy
22.05.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Co może opowiedzieć nam płyta Syreny

Na wystawie „Szafa grająca!” w Muzeum POLIN płyty prezentowane są jako nośniki znaczeń – każda ma swoją małą historię, która reprezentuje większą opowieść – o polskim i światowym przemyśle fonograficznym, tych, którzy go tworzyli, i tych, którzy z niego korzystali.

ilustr.: Dominika Hoyle

ilustr.: Dominika Hoyle

Na Światowej Wystawie w Paryżu w 1889 roku fonograf został okrzyknięty Cudem Wieku XX, a nie XIX – widocznie przewidywano, jak dużą odegra rolę w przyszłości. To wiek XX pozostawił po sobie pierwszą dźwiękową kronikę. Do 29 maja w Muzeum POLIN można zobaczyć wystawę „Szafa grająca! Żydowskie stulecie na szelaku i winylu. Polskie historie”, która pokazuje żydowski wkład w historię fonografii i tym samym prowokuje do refleksji na temat wkładu polskich Żydów w konstruowanie tego nowego obszaru polskiej kultury.

Z dzisiejszej perspektywy trudno uświadomić sobie doniosłość pojawienia się nowych możliwości rejestracji i odtwarzania dźwięku. Doświadczenie słyszenia głosów pochodzących z różnych czasów i miejsc nie jest dla nas niczym nadzwyczajnym. Tymczasem ponad sto lat temu zakwestionowało ono dotychczasowe granice odczuwania czasu i przestrzeni, a także granice pomiędzy uczestnictwem w życiu wspólnoty a indywidualnością – szelakowe i winylowe płyty mogły być słuchane przez wielu ludzi w różnych miejscach i kontekstach, samotnie i do tańca. Płyty są prezentowane na wystawie jako nośniki znaczeń – każda ma swoją małą historię, która może reprezentować większą opowieść – o polskim i światowym przemyśle fonograficznym, tych, którzy go tworzyli, i tych, którzy z niego korzystali. Co może opowiedzieć nam płyta z etykietą Syrena Record?

Nagrywanie dźwięku zaczyna się od fonografu wynalezionego w 1877 roku przez Thomasa Edisona. Początkowo wydawało mu się, że skonstruował coś w rodzaju dzisiejszego dyktafonu. Niespecjalnie interesował się muzyką, więc nie od razu przyszło mu do głowy, że jego genialny wynalazek tak ściśle może być z nią związany. Przełom fonograficzny nastąpił dziesięć lat później, gdy niemiecki emigrant żydowskiego pochodzenia, Emil Berliner, wymyślił w Stanach Zjednoczonych gramofon i płytę gramofonową (produkowaną wtedy na szelaku), którą można było powielać.

Zdaniem Hanno Loewyego, dyrektora Judisches Museum Hohenems i kuratora wystawy „Szafa grająca! Żydowskie stulecie na szelaku i winylu”, największy wkład w rozwój medium gramofonowego mieli wynalazcy żydowskiego pochodzenia. To właśnie, między innymi, pokazuje wielowątkowa wystawa, której warszawska odsłona, przygotowana przez Tamarę Sztymę, nosi podtytuł „Historie z Polski”. Potwierdza to przykład pierwszej polskiej wytwórni płyt gramofonowych znanej jako „Syrena Record”. Jej twórcą był Juliusz Feigenbaum, który w 1904 roku w Warszawie podjął się zbudowania praktycznie z niczego zupełnie nowej gałęzi przemysłu, a następnie z powodzeniem ją rozwijał. Wytwórnia w swojej nazwie odwoływała się do warszawskiej symboliki, jej fabryka mieściła się w samym centrum miasta.

Juliusz Feigenbaum, urodzony w 1872 roku w Warszawie, syn handlowca Borucha, posługiwał się trzema imionami. Pierwotnie używał hebrajskiego Jehoszija, później występował jako Juliusz, w Rosji nazywano go zaś Jurijem Wasiliewiczem, co wskazuje na różne konteksty jego tożsamości. Syrena Record musiała zmagać się z działaniem w rozdartym zaborami krajem, ograniczeniami gospodarczymi i politycznymi.

W tym czasie na terenie naszego kraju działało kilka przedstawicielstw zagranicznych firm fonograficznych (na przykład Gramophone, Zonophone, Stella). Ich program wydawniczy opierał się siłą rzeczy na ich rodzimym repertuarze, Syrena zaś wydawała utwory polskie, w tym polskie tańce narodowe, pieśni patriotyczne i ludowe, dzięki czemu odniosła sukces. Miało to polityczne znaczenie – w obawie przed cenzurą „Mazurek Dąbrowskiego” został opatrzony podpisem „utwór ludowy”.

W monografii poświęconej Syrenie Record Tomasz Lerski, analizując ówczesne materiały prasowe, zwraca uwagę na marketingowe umiejętności Feigenbauma – ukazywały się liczne reportaże o Syrenie Record, których autorzy, pisząc, że Feigenbaum stworzył zupełnie nową dziedzinę przemysłu bez maszyn, urządzeń i wykształconej kadry, poczytywali to jako zasługę obywatelską. Doceniali popularyzowanie polskiej muzyki i polskiego słowa mówionego. Prasa podkreślała też lepszą jakość nagrań Syreny niż nagrań niemieckich.

Pomimo trudnych lat funkcjonowania pod zaborem rosyjskim, a następnie rabunków i konfiskat w czasie pierwszej wojny światowej, przez które kondycja Syreny znacznie się pogorszyła, wraz z nastaniem niepodległości wytwórnia przystąpiła do odbudowy, aby przywrócić dawną świetność. Nawiązała współpracę z wybitnymi śpiewakami i muzykami znanymi z warszawskich scen teatralnych i kabaretowych, zaczęła promować także muzykę jazzową i taneczną. Program wytwórni był bardzo różnorodny i bogaty: od muzyki rozrywkowej, przez religijną (w tym nagrania kantorów i śpiewów prawosławnych), operową, poważną, aż do muzyki ludowej.

Muzyka ludowa, która mogła znaleźć się na płycie, w ówczesnym rozumieniu była głównie folklorem aranżowanym (choć zdarzały się też nagrania autentycznych wykonawców, na przykład z Podhala). W większości przypadków na płyty trafiały utwory nawiązujące do tradycji, wykonywane przez profesjonalnych muzyków Orkiestry Syreny Record, często z towarzyszeniem chóru – nie miały one wiele wspólnego z muzyką graną na wsi przez muzykantów. Były to dwa światy o różnych normach estetycznych. Dzięki płycie gramofonowej historia przestała być niema, ale oczywiście tylko częściowo. Nie wszystkim należał się głos.

Konstruowanie folkloru miało także znaczenie dla polskich Żydów, którzy od początku XX wieku intensywnie zbierali i zapisywali żydowskie pieśni i tradycje – zgodnie z postulatem Icchoka Lejbusza Pereca (przypomnianym przez Tamarę Sztymę w katalogu wystawy), by tworzyć nowoczesną kulturę żydowską w oparciu o skarbiec tradycji. Być może są pośród tego materiału pojedyncze żydowskie mazurki i oberki grane przez żydowskich muzykantów ze wsi i sztetli, transowe i dzikie, o surowym brzmieniu, zupełnie inne niż muzyka klezmerska czy sztucznie stworzony izraelski folk. Nie przebiły się jednak do powszechnej świadomości. Tak jak polska niestylizowana wiejska muzyka zachowały się głównie w pamięci polskich muzykantów i słuchaczy, o czym przypominał organizowany jesienią 2016 roku w Muzeum POLIN koncert „Kolberg po żydowsku”. Można było na nim wysłuchać tego, co, nie przystając do nowoczesności i pogoni za postępem epoki, bez pomocy płyty gramofonowej, przetrwało Holokaust. Do niedawna była to biała plama w refleksji o muzyce polskich Żydów, która powoli zapełnia się projektami muzycznymi reprezentowanymi na wystawie przez jeden utwór Kapeli Brodów. Muzycy, którzy jeżdżą na wieś, aby uczyć się dawnych melodii od wiejskich wykonawców, od lat trafiali w terenie na „tańce żydowskie” czy „polki żydówki”, które często funkcjonują w repertuarze muzykantów jako utwory jak każde inne.

Przykładem wzajemnych wpływów żydowsko–polskich w materii muzyki jest tango „Rebeka” Andrzeja Własta i Zygmunta Białostockiego. Opowiada historię nieszczęśliwej miłości ubogiej żydowskiej sklepikarki z małego miasteczka do przybysza z wielkiego miasta, pokazując w ten sposób dystans pomiędzy Żydami i gojami, kulturą sztetli i miast. Tango to, wielokrotnie reinterpretowane, stało się prawdziwym szlagierem polskiej kultury, mogłoby być, jak wytwórnia Syrena Record, symbolem współtworzenia polskości przez polskich Żydów.

Drugą wojnę światową przetrwało około 60 procent nagrań dokonanych w wytwórni Syrena Record. Wojenne losy Syreny opisuje raport sporządzony przez szefa dystryktu warszawskiego Generalnego Gubernatorstwa, Ludwiga Fischera, który przedłożono 30 września 1941 roku generalnemu gubernatorowi w Krakowie: „Zabroniono wykonywania utworów kompozytorów żydowskich i kompozytorów wrogich państw, jak również polskich marszów, piosenek ludowych i narodowych oraz wszelkiej muzyki mogącej podtrzymywać lub budzić tradycje narodowe. Aby uniemożliwić antyniemieckim rozgłośniom radiowym wywieranie wpływu na ludność polską, zaraz po zajęciu miasta skonfiskowano wszystkie radia i oddano je do magazynów. Zlikwidowano dwie spośród trzech istniejących w W-wie fabryk gramofonowych. Trzecia z tych fabryk należy do zagranicznej grupy interesów”. Syrena przestała istnieć.

Następca Feigenbauma, Hilary Tempel, który kierował firmą w latach 30., został rozstrzelany w Palmirach w nocy z 20 na 21 czerwca 1940 roku.

Te wszystkie opowieści mogą być przywołane przez dowolną płytę Syreny. Wystawa „Szafa grająca!”, a wraz z nią „doświadczenie żydowskie” w muzyce na tym się nie kończy. Prezentuje interesujące zmiany zachodzące w muzyce na przestrzeni kolejnych kilkudziesięciu lat, na tle społecznych i politycznych przemian oraz migracji, aż do dziś. Możemy wysłuchać na niej niezliczonej liczby utworów i towarzyszących im opowieści.

***

Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, „Szafa grająca! Żydowskie stulecie na szelaku i winylu. Polskie historie”, 3 lutego–29 maja 2017, kuratorzy: Hanno Loewy, Tamara Sztyma.

  • jz

    Hejo, dlaczego Edison niespecjalnie interesował się muzyką? Ja bym powiedziała inaczej, szczególnie patrząc na jego eksperymenty z odwracaniem zapisu (pisze o tym Douglas Kahn), w swoim laboratorium w Menlo Park miał zresztą zainstalowane organy, na których też ponoć lubił improwizować. Fajny tekst, pozdr!