dwutygodnik internetowy
28.05.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Co dziś robi warszawski cwaniak?

Folklor, kojarzony raczej z kulturą wsi, w mieście paradoksalnie jest bogatszy, ciekawszy i bardziej unikatowy. Szczególnie w Warszawie, gdzie na jego kształt ogromny wpływ miała wielokulturowość i napływ mieszkańców z różnych części kraju. Warszawski folklor to nie tylko ballady podwórkowe, ale charakterystyczny stój (kraciaste spodnie, kaszkiet) i maniera mówienia określana jako gwara, specyficzny sposób zachowania, także pewna mentalność.

 

Fot.: Tomek Kaczor

O tym, że „nie masz cwaniaka nad warszawiaka”, jakiś czas temu przypomniał nam Projekt Warszawiak w nowoczesnej aranżacji kultowej piosenki Grzesiuka. Na moment zwróciliśmy spojrzenie w stronę warszawskiej tradycji, która daje od czasu do czasu o sobie znać. Rzadko, bo kiedy myślimy o Warszawie, w głowie pojawia się raczej obraz Pałacu Kultury, a teraz Stadionu Narodowego. Jednak kiedy stolica za wszelką cenę stara się udowodnić swój europejski charakter, swoją nowoczesność i to, że nie ogląda się w przeszłość, pojawia się coraz więcej „przekornych”, którzy tym mocniej przypominają o warszawskości, czyli o tym, co odróżnia Warszawę i warszawiaków od innych miast i ich mieszkańców. I co sprawia, że nigdy, w gruncie rzeczy, nie będziemy drugim Paryżem czy Berlinem. Pytanie tylko, na ile zaściankowość może być zaletą.

 

Folklor, kojarzony raczej z kulturą wsi, w mieście paradoksalnie jest bogatszy, ciekawszy i bardziej unikatowy. Szczególnie w Warszawie, gdzie na jego kształt ogromny wpływ miała wielokulturowość i napływ mieszkańców z różnych części kraju. Warszawski folklor to nie tylko ballady podwórkowe, ale charakterystyczny stój (kraciaste spodnie, kaszkiet) i maniera mówienia określana jako gwara, specyficzny sposób zachowania, także pewna mentalność. –To jest taki rys warszawski, że swoich będziemy bronić niezależnie od tego, że przyjechali do nas niedawno i warszawiakami są chwilę. Jeżeli potrafią nie podkreślać tego, że są skądś, to my ich od razu przyjmujemy – podaje przykład warszawskiej mentalności varsavianistka i przewodniczka po Warszawie, Hanna Dzielińska (powarszawie.com).

Trudno kultywować rodzaj zachowania, ale fascynację tym, co warszawskie, a co przemija, widać szczególnie wśród lokalnych aktywistów i warszawskich pasjonatów. Gwara warszawska na ekranach w metrze, liczne kapele grające piosenki podwórkowe, święta ulic czy dzielnic to tylko kilka przykładów tego, w jaki sposób staramy się przywołać warszawski folklor. Hanna Dzielińska mówi też o pewnym snobizmie w chodzeniu do klubokawiarni czy barów, w których serwowane są mięsne podroby lub meduza i lorneta. Sposobów pokazania warszawskiej unikatowości jest wiele, ale większość wycieczek przyjeżdżających do Warszawy zobaczy pewnie tylko Starówkę i wypije kawę w kawiarni-sieciówce.

 

Dla przeciętnych, niezainteresowanych miastem, szczególnie przyjezdnych warszawiaków, folklor jest prawie niedostrzegalny. Ich zdaniem to, co wyróżnia Warszawę, to nowoczesność, dynamizm i duże możliwości. Ot chociażby, w cieniu budowy drugiej linii metra pozostaje problem renowacji ulicy Próżnej, jedynej obustronnie ocalałej ulicy z warszawskiego getta, w której też kryje się przecież wielki potencjał. Mimo że specyfiką warszawiaków jest określanie się jako mieszkańcy danej dzielnicy, a dopiero później Warszawy, polityka miasta jest zupełnie nielokalna. Widać to chociażby w sposobie organizacji wydarzeń dzielnicowych, które, zamiast angażować lokalnych mieszkańców i dawać im możliwość realizowania własnej wizji, stają się bezbarwnymi festynami. Sztandarowym przykładem jest tu oficjalne Święto Saskiej Kępy, na którym w tym roku, zamiast spacerów i warsztatów organizowanych przez mieszkańców, odbył się koncert orkiestry wojskowej i Stachurskiego.

Jak niedoceniany jest ten lokalny folklor w Warszawie widać było przy okazji promocji miasta jako kandydata do Europejskiej Stolicy Kultury w zeszłym roku. Wydarzenia organizowane przy tej okazji były ogólnowarszawskie, adresowane do wszystkich, a przez to do nikogo. Promowany wizerunek miasta nie uwzględniał specyfiki i różnorodności poszczególnych rejonów, Warszawa pokazywana była jako spójna całość. A to właśnie w różnorodności tkwi największa siła Warszawy. Hanna Dzielińska podkreśla, jak bardzo nadal różnią się od siebie mieszkańcy dzielnic, dlatego tak ważne jest, aby spojrzeć osobno na Żoliborzan czy Prażan (którzy notabene często mówią o sobie, że są z Pragi, a nie z Warszawy).

 

Gdzie się więc podział warszawski cwaniak, tak często wspominany w przedwojennych piosenkach? Antek, Felek lub po prostu andrus, ulicznik i sympatyczny spryciarz? Co jakiś czas można o nim usłyszeć w piosenkach kapeli podwórkowych, niekiedy w anegdotkach najstarszych warszawiaków. Ale wydaje się, że w Warszawie powoli się o nim zapomina, na pewno po lewej stronie Wisły. A on, być może, nadal dokonuje drobnych kradzieży na Ząbkowskiej lub na Brzeskiej.

 

  • http://okiemichem.wordpress.com/ Kamila

    Żoliborzanie też często mówią, że są z Żoliborza. I to , moim zdaniem,tu, w najmniejszej dzielnicy Warszawy widać  prawdziwy lokalny patriotyzm. Kilka razy w roku odbywają się różne lokalne imprezy, organizowane zwykle przez najbardziej aktywnych spośród mieszkańców.  Taki paradoks, warszawskość ma się najlepiej w dzielnicy, która w latach ’20 XX wieku powstała praktycznie od nowa.

    • Stan

      Zoliborz  zostal wlaczony do Bielan Huta Warszwa   byla koniem trojanskim ja nowa huta w Krakowie za nia sciagneli hutnikow ze slaska i powstal koktail ineligencji zoliborskiej z proletariatem z osiedla wrzeciona kolo huty gdzie przeflancowali dla dodania folkloru wysiedlanych z targowka brodna rfzennych Warszawiakow  po pol roku musieli   stworzyc komisariat milicji bo to byla  mieszanina wybuchowa   polaczenie  warszawiakow z ludnoscia naplywowa ze slaska i okolic rzezimieszki z targowka brodna  dodali kolorytu  dzielnicy