dwutygodnik internetowy
26.02.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Chrześcijanie w obronie lokatorów

Kościół i chrześcijanie mają obowiązek stawać po stronie bitych, upokarzanych i wyrzucanych na bruk. Powinni więc bronić także lokatorów i lokatorek reprywatyzowanych kamienic. Milczenie nie jest tu rozwiązaniem.

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

Wielu dało się nabrać, gdy Patryk Jaki przekonywał, że uchwalenie ustawy reprywatyzacyjnej to już tylko kwestia czasu. Wydawało się, że skoro prezentuje jej projekt z pompą godną ogłaszania kluczowych planów rządu, to ma dla niego niezbędne poparcie tak zwanych „ośrodków decyzyjnych”. Obietnice Jakiego okazały się jednak mrzonką, a nie naturalną konsekwencją działań kierowanej przez niego Komisji. Projekt upadł – chaos must go on.

Środowiska ruchów miejskich, działaczy i działaczek lokatorskich oraz lewicy postanowiły wspólnie wykonać część roboty za Jakiego. Pod hasłem „Wyręcz Patryka” ogłosiły akcję pisania do posłów listów z apelem o uchwalenie przygotowanej przez Miasto Jest Nasze nowelizacji. Nie jest to „duża ustawa reprywatyzacyjna” – to krótki akt prawny, który za pomocą niewielkich zmian ma zakazać zwrotu nieruchomości wraz z lokatorami i lokatorkami. Słowem: ukrócić największą (choć dalece nie jedyną) patologię związaną z reprywatyzacją.

Zaangażowanie lewicy w tę akcję jest zupełnie naturalne. Poparcie ze strony środowiska lewicy katolickiej (takiego jak nasze) – również. Podkreślić jednak trzeba, że wsparcie to wynika nie tylko, choć również, z lewicowej wrażliwości. Tym bardziej nie ma źródła w fakcie, że prezes Miasto Jest Nasze, Janek Mencwel, jest członkiem redakcji „Kontaktu” (co warto zaznaczyć na wypadek, gdyby ktoś chciał tę zbieżność „ujawniać”). Za naszym poparciem dla tej krótkiej nowelizacji – na równi z lewicowymi przekonaniami – stoi nasze chrześcijaństwo i przywiązanie do nauczania społecznego Kościoła.

Ofiary czyścicieli i długów

Historii „zreprywatyzowanych” wraz z nieruchomościami lokatorów i lokatorek nie trzeba szukać długo – można je znaleźć choćby na stronie akcji. Opisy metod, którymi posługiwali się (i niekiedy wciąż posługują) tak zwani czyściciele kamienic, również są powszechnie znane. Dla porządku przypomnijmy część z nich: nękanie telefonami, dobijanie się do drzwi w środku nocy, puszczanie głośnej muzyki przez całą noc, podrzucanie zepsutego mięsa do skrzynek, zostawianie martwych szczurów na wycieraczkach, zalewanie mieszkań, odcinanie prądu, wyzwiska, pobicia, groźby, likwidowanie toalet, włamania, wymiana zamków, wyrzucanie rzeczy przez okna. Niektóre z tych praktyk stały się rzadsze, gdy – po wielu latach ich stosowania oraz bezradności policji i prokuratury (częściowo faktycznej, częściowo wynikającej z obojętności lub szemranych powiązań) – wreszcie znalazł się paragraf, na podstawie którego można tego rodzaju ewidentne draństwo ścigać. Niektóre wciąż są stosowane. Towarzyszy im skrajna dehumanizacja lokatorów i lokatorek – nazywanie ich szczurami, śmieciami, mendami, robactwem. Albo określanie zbiorczym, popularnym swego czasu wśród czyścicieli i nowych właścicieli kamienic, sformułowaniem „wkładka mięsna”.

Próbom pozbycia się lokatorów i lokatorek za pomocą kryminalnych metod, zawsze towarzyszy drastyczna podwyżka czynszów. Mieszkańcy, dotąd przyzwyczajeni do czynszów regulowanych – mieszkali wszak w mieszkaniach komunalnych lub socjalnych, w każdym razie należących do miasta – stykali się nagle z wszechwładzą i samowolką właścicieli, którzy windowali stawki do absurdalnych poziomów. Alternatywnie, choć mniej popularnie: nie informowali nigdy lokatorów o numerze konta, na które można czynsz wpłacać. W efekcie – a także w wyniku kosztów związanych z działaniami komorników, odsetkami i tak dalej – wielu mieszkańców nie znalazło się wcale na bruku z niczym. Ich „majątkiem” były szybko narosłe długi.

Warszawska reprywatyzacja, jak wynika z wyliczeń Miasto Jest Nasze, dotknęła ponad pięćdziesięciu tysięcy lokatorów, z których wielu trafiło prosto na ulicę: bez prawa do lokalu socjalnego. Jeśli nie mieli rodziny czy znajomych, którzy mogliby im pomóc, stawali się bezdomni.

Wydawać by się mogło, że już na pierwszy rzut oka widać, co w całej sprawie jest niezgodne z chrześcijańską moralnością. Znajdą się jednak i tacy, którzy – nawet usłyszawszy te historie – wciąż nie będą rozumieli, co do roboty ma tu Kościół czy chrześcijanie. „Owszem – przytakną – metody czyścicieli kamienic są nie do zaakceptowania, ale już podnoszenie czynszów mieści się w prawie prywatnych właścicieli do dysponowania ich własnością”. „Prawo własności – dodadzą po chwili – jest święte”.

Najkrótsza odpowiedź na tego typu argumentację brzmi: nie, prawo własności z pewnością nie jest święte z punktu widzenia chrześcijańskiej moralności. Świętością jest człowiek, a jego posiadać nie można.

Między godnością a świętą własnością

Wyjaśnijmy sobie to raz jeszcze (obiecuję: krótko!). „Święte prawo własności” to nie wytwór Katolickiej Nauki Społecznej, tylko płytko interpretowanego liberalizmu – już nawet nieco głębsze jego wersje zauważają konieczność nałożenia na własność ograniczeń. Kościół formułuje owe ograniczenia już w pierwszych swoich dokumentach społecznych. Korzysta przy tym z jeszcze (i to znacznie) starszej zasady, wyinterpretowanej z Księgi Rodzaju, a sformułowanej bardzo wyraźnie przez Ojców Kościoła, czyli zasady powszechnego przeznaczenia dóbr. W tej interpretacji zgodni są papieże od Leona XIII do Franciszka: własność prywatna nie jest wartością absolutną. Ze swej istoty i na bazie prawa naturalnego jest podporządkowana zasadzie, w myśl której wszystko, co stworzone, powinno służyć wszystkim ludziom. Uznanie przez Kościół własności prywatnej jako pożytecznego i potrzebnego narzędzia organizacji ludzkich relacji społecznych i ekonomicznych jest zawsze warunkowe.

W tym miejscu powinny pojawić się potwierdzające tezę cytaty. By uniknąć rozwlekłości, przytoczmy dwa – tyle wystarczy. Niech będą to cytaty z papieża-Polaka, wychowanego i urzędującego w cieniu komunizmu, oraz papieża Franciszka, który batem swojej argumentacji smaga regularnie kapitalizm i wszechwładzę rynków. Mimo tak różnych intelektualnych biografii, ich wypowiedzi znakomicie współbrzmią ze sobą:

I. Jan Paweł II, encyklika „Laborem Exercens”: „Tradycja chrześcijańska nigdy nie podtrzymywała prawa własności jako absolutnej i nienaruszalnej zasady. Zawsze rozumiała je natomiast w najszerszym kontekście powszechnego prawa wszystkich do korzystania z dóbr całego stworzenia: prawo osobistego posiadania jako podporządkowane prawu powszechnego używania, uniwersalnemu przeznaczeniu dóbr”.

II. Franciszek, adhortacja „Evangelii Gaudium”: „Solidarność jest spontaniczną reakcją człowieka uznającego społeczną funkcję własności i powszechne przeznaczenie dóbr jako rzeczywistości poprzedzających własność prywatną. Prywatne posiadanie dóbr usprawiedliwione jest przez ich strzeżenie i pomnażanie, tak by lepiej mogły służyć dobru wspólnemu, stąd solidarność należy przeżywać jako decyzję zwrócenia ubogiemu tego, co mu się należy”.

Podobnych cytatów można przytoczyć znacznie więcej – nie brak ich w dokumentach Kościoła. Lepiej jednak zastanowić się, co z nich wynika dla sprawy reprywatyzacji.

Kto występuje przeciw Bogu?

Niech przewodnikami po tym zagadnieniu pozostaną Jan Paweł II i Franciszek. Ten pierwszy umieszcza kwestię nieodzownego napięcia między własnością prywatną a powszechnym przeznaczeniem dóbr (choć z jasnym prymatem tej drugiej zasady nad pierwszą) w kontekście szacunku dla praw człowieka. Odwołując się do „ogółu praw właściwych człowiekowi, z których wiele zostało proklamowanych przez odnośne instancje międzynarodowe”, pisze w cytowanej już encyklice: „Poszanowanie tego szerokiego ogółu praw człowieka stanowi podstawowy warunek pokoju w świecie współczesnym – zarówno pokoju wewnątrz poszczególnych państw, jak również w obrębie stosunków międzynarodowych”. W skład owego szerokiego spektrum praw człowieka wchodzą zaś nie tylko prawa polityczne – takie jak wolność zgromadzeń czy słowa – ale również, a może przede wszystkim, prawa socjalne, takie jak prawo do żywności, wody pitnej, opieki zdrowotnej czy, co szczególnie istotne w kontekście reprywatyzacji, mieszkania.

Słowa Jana Pawła II dobrze współgrają zresztą nie tylko z dokumentami międzynarodowymi, ale również z polską Konstytucją, w której czytamy: „Władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania”. Jak widać, posiadanie dachu nad głową, który nie tylko gwarantuje podstawową ochronę przed warunkami atmosferycznymi, ale także wchodzenie w relacje społeczne, nie jest fanaberią. Jest podstawowym prawem każdego człowieka i obywatela. Bez jego zabezpieczenia trudno sensownie mówić o realnych możliwościach korzystania z wolności – sytuacja bezdomności, wykluczenia mieszkaniowego czy nawet braku stabilnej sytuacji mieszkaniowej niesie ze sobą zniewolenie, uniemożliwiając człowiekowi realizację jego aspiracji i planów. W efekcie: pozbawia go godności. Widzieli to nie tylko twórcy polskiej konstytucji, ale także Kościół i jego najwyżsi pasterze.

Nie dotyczy to wyłącznie mieszkańców zreprywatyzowanych kamienic – wręcz przeciwnie. Problem dotyka w różnym stopniu ogromną grupę Polek i Polaków, którzy nie mają zapewnionego bezpieczeństwa mieszkaniowego. Sytuacja lokatorek i lokatorów z budynków objętych reprywatyzacją jest jednak szczególna – nie tylko ze względu na dramatyczność oraz wyjątkowo przedmiotowe ich traktowanie. Jest wyjątkowa również dlatego, że ich problemów można było łatwo uniknąć i wciąż można łatwo im zapobiec. To właśnie pokazuje przygotowana przez ruchy miejskie nowelizacja.

Również papież Franciszek rozpatruje kwestie prawa do mieszkania w szerszym kontekście. W swojej adhortacji pisze: „Są mieszkańcy otrzymujący odpowiednie środki dla rozwoju życia osobistego i rodzinnego, ale jest bardzo wielu «nie-mieszkańców», «w połowie mieszkańców» albo «resztek miejskich»”. I znów: owa selekcja nie dotyczy wyłącznie ofiar reprywatyzacji. Ich los jednak poprawić nie tylko można, ale po prostu należy – zakazując zwrotu nieruchomości w naturze wraz z lokatorami i zastępując takie decyzje rozsądnymi odszkodowaniami. Trzeba to zrobić zarówno w imię wierności prawom człowieka, jak i nauczaniu papieży; Konstytucji i chrześcijaństwu. Jak pisał bowiem ojciec Józef Wrzesiński, założyciel ruchu ATD Czwarty Świat, „tymi, którzy występują przeciw Bogu, nie są filozofowie twierdzący, że Bóg jest martwy; są nimi ci, którzy nawet w dzisiejszych czasach wyrzucają rodziny na bruk, zupełnie nie myśląc o ich dzieciach, które będą marznąć”.

Jakże trafnie opisuje to sytuację w reprywatyzowanej Polsce…

Kościół na marginesie debaty

Oponenci jednak nie śpią. Wszystko, co dotąd powiedziane, gotowi byliby uznać za pięknoduchostwo i moralizatorstwo. „A Kościół – powiedzą – nie powinien przecież wdawać się w politykę. Niech się zajmie swoimi sprawami, a nie miesza w kwestie mieszkalnictwa czy ekonomii!”.

Argument to co prawda chybiony, ale wciąż niezwykle popularny. Polski Kościół sam zrobił zresztą wiele dla zwiększenia jego siły rażenia, ograniczając przez ostatnie lata swój udział w debatach na ważne społeczne tematy do kwestii bioetycznych i kulturowych. Trudno wskazać mocny głos polskich hierarchów dotyczący ludzkich dylematów lub dramatów rozgrywających się poza łóżkiem lub szpitalem (wyjątkiem jest tu kwestia przyjmowania uchodźców). Biskupi już dawno abdykowali z zajmowania się takimi sprawami jak prawa pracownicze, dostęp do opieki zdrowotnej, godna płaca, emerytury czy właśnie mieszkalnictwo. Dyskusjom na te tematy przysłuchują się w milczeniu. Tym samym pozwalają, by bez chrześcijańskiej perspektywy omawiane były sprawy, o których Kościół wypowiada się w swoim nauczaniu od stuleci. Co więcej: niekiedy bardzo wyraźnie wskazuje drogę lub przynajmniej wartości, których nie można naruszać. Polityka mieszkaniowa nie jest tematem moralnie obojętnym, w którym uprawniony jest jedynie język ekonomii lub technokratycznej skuteczności. To sprawa głęboko dotykająca etyki. Doprawdy, potrzeba zaangażowania Kościoła i chrześcijańskiej argumentacji w sprawy społeczne powinna być oczywistością w kraju księży Popiełuszki i Ziei, prymasa Wyszyńskiego i papieża Wojtyły. Niestety – nie jest.

Potrzeba ta jest za to oczywistością dla papieży – nie tylko dla Jana Pawła II. Jak pisze Franciszek, „nikt nie może się od nas domagać, abyśmy usuwali religię w przestrzeń tajemniczego wnętrza osób bez żadnego jej wpływu na życie społeczne i narodowe, nie przejmując się kondycją instytucji społeczeństwa świeckiego, bez wypowiadania się na temat wydarzeń, które interesują obywateli”. Przypominając nauczanie Benedykta XVI z encykliki „Deus Caritas Est”, dodaje: „Chociaż «sprawiedliwy porządek społeczeństwa i państwa jest centralnym zadaniem polityki», Kościół «nie może i nie powinien pozostawać na marginesie w walce o sprawiedliwość»”.

W kwestii praw lokatorów Kościół sam się na ten margines wypchnął. Nie wydaje się, by chciał się z niego wydostać.

Świeccy, do dzieła!

Tak, marzyłoby nam się, by prawa lokatorskie (w tym kwestia reprywatyzacji) stały się ważnym tematem także dla innych środowisk katolickich. By w ich obronie głos zabrał Kościół hierarchiczny. By jego przedstawiciel (czemuż nie któryś ze stołecznych biskupów?) powiedział dobitnie: wyrzucanie na bruk lokatorów i lokatorek zreprywatyzowanych kamienic jest nie do pogodzenia z chrześcijańską wizją godności człowieka, dobra wspólnego, stosunków społecznych i sprawiedliwości. Jest naruszeniem porządku stworzenia, w którym zasada powszechnego przeznaczenia dóbr ma prymat nad własnością prywatną. Jest aktem wołającym o pomstę do nieba, bo uderzającym w najsłabszych, o których Bóg – jak widzimy na kartach Biblii – upomina się szczególnie mocno.

Marzyłby się nam taki głos, ale nie mamy wielkich nadziei, że go usłyszymy. Nie mamy też złudzeń – wiemy, że zostałby uznany za głos niewiarygodny. W sprawie reprywatyzacji Kościół stracił autorytet, gdy wycisnął państwo jak cytrynę w ramach Komisji Majątkowej.

Tym donośniej powinien zabrzmieć głos katolików i katoliczek świeckich. O tym nie tylko marzymy. W to też wierzymy.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Święty gniew

Reprywatyzacja – jakiej ustawy potrzebujemy?

Ofiara reprywatyzacji. Historia Jolanty Brzeskiej