dwutygodnik internetowy
19.06.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Chrystus wspinający się po antenach radia

W 1919 roku stał się bohaterem głośnego skandalu, w wyniku którego został skazany na rok więzienia. W kolejnym roku na łamach warszawskich gazet ukazał się list protestacyjny przeciwko tej decyzji podpisany między innymi przez Żeromskiego, Staffa, skamandrytów i Berenta. To były dopiero początki jego drogi twórczej, która wiodła przez futuryzm, poezję proletariacką aż po zwrot religijny. „Zjawisko poetyckie – jak określił go Julian Rogoziński – któremu na imię Anatol Stern”.

ilustr.: Zuzanna Wicha

ilustr.: Zuzanna Wicha

Zjawiskowy w ogóle był ruch awangardowy, który zaczął w Polsce kiełkować równo sto lat temu. A rocznica ta stała się powodem ustanowienia roku 2017 rokiem awangardy, który ma być pretekstem do ogólnopolskich obchodów – wystaw, debat, spektakli. O zmarnowanym potencjale wystawy „Potęga awangardy” w Muzeum Narodowym w Krakowie, która miała być punktem głównym obchodów, pisał już między innymi Karol Sienkiewicz na łamach internetowego Dwutygodnika. Czy współczesne recepcje awangardy okażą się całościową klapą, czas pokaże. Można przypuszczać jednak, że debata publiczna dotyczyć będzie raczej dzieł plastycznych i wizualnych ze względu na ich uniwersalność i łatwość w odbiorze. Utwory literackie i teoretyczne, często robiące wrażenie dziwacznych reliktów nowoczesności zamkniętej w okresie dwudziestolecia międzywojennego, mogą zejść na drugi plan.

Jedną z takich zakurzonych, podręcznikowych idei jest niewątpliwie futuryzm, przeszczepiony na polski grunt w dużej mierze z Włoch i Rosji. Od przynależności do tej grupy zaczęła się kariera poetów takich jak Bruno Jasieński, Aleksander Wat, Stanisław Młodożeniec czy Anatol Stern. O początkach tej formacji Stern pisze: „Słusznie stwierdzono, że u kolebki futuryzmu stał przede wszystkim protest wobec zastanej literatury i jej sentymentalnej koncepcji człowieka. Ale przede wszystkim oczywiście, pragnienie stworzenia nowoczesnej koncepcji życia i sztuki”. Futuryzm miał być odpowiedzią z jednej strony na sztukę i literaturę młodopolską, z drugiej na konflikt polityczny między „nie tyle zachowawczą, co wsteczną narodową demokracją” a „dawnymi liberałami i ex-socjalistami”. Jednak to nie idee społeczne, zarysowane niedokładnie i z dużą naiwnością, stały się wizytówką futurystów. Znacznie ważniejsza była atmosfera ekstrawagancji i skandalu, jaka towarzyszyła wystąpieniom futurystów, w tym słynnemu odczytowi wiersza „Uśmiech primavery” Sterna, którego fragment został uznany za bluźnierstwo:

Kiwnie mi głową uśmiechnięta

Wystrojona Panna Święta,

Na Jej twarzy drgają fiołki –

A na tacy złocistej

Z ukłonem Bożek, jak lokaj,

Aromatyczny, soczysty

W kieliszku poda mi tokaj.

Wykorzystanie motywów religijnych przez autora więcej miało wspólnego z dystansowaniem się wobec tradycji niż z realną krytyką religii. Dla futurystów kluczowe było odcięcie się od spuścizny romantycznej i młodopolskiej, w czym bliscy byli futurystom rosyjskim, którzy w swoim manifeście pisali: „Strącić Puszkina, Dostojewskiego, Tołstoja itd. itp. z parowca współczesności”.

Innym ważnym punktem odniesienia była oczywiście estetyka mieszczańska i mieszczański styl życia. Niemiecki teoretyk sztuki, Peter Burger, wskazuje, że to właśnie zakwestionowanie  lub wręcz wyśmianie mieszczańskości jest czymś wspólnym dla wszystkich właściwie nurtów awangardowych. W relacji Iwaszkiewicza te antymieszczańskie manifestacje Wata i Sterna odbywające się w Warszawie wyglądały na przykład tak: „W pogodny dzień niedzielny np. przewiózł Stern Wata taczkami na przestrzeni od Belwederu do placu Zamkowego, na odczycie poezyj Stern wystąpił nago, tylko w listku figowym, który miano spalić na zakończenie programu, itd.”.

Poezja na lewo

Formuła futurystycznych prowokacji dosyć szybko się wyczerpała, jak wiele podobnych awangardowych wystąpień. Już w 1921 roku futuryści, świadomi sprzeczności zawartych w swoich programach, jako byli futuryści zaczynali włączać się w inne inicjatywy podejmowane w środowiskach awangardowych. Nastąpił krótki etap współpracy Sterna z Iwaszkiewiczem przy wydawaniu czasopisma „Nowa Sztuka”, jednak prawdziwie autorskim i oryginalnym projektem był wspólny tomik Jasieńskiego i Sterna „Ziemia na lewo”, wydany w 1924 roku. We wstępie autorzy piszą:

„Sami historycy mieszczańskiej kultury głoszą jej schyłek. Jesteśmy czuli. I pragniemy miłosiernie przyspieszyć jej śmierć, aby na zupełnie oczyszczonem miejscu wznosić fundamenta nowej. Nienawidzimy burżuja, nie tylko tego, który zasłania nam dzisiaj świat wytartym banknotem swej gęby – lecz burżuja jako abstrakcję, jego widzenie świata i każdą rzecz, która jego jest. Pragniemy nowej Polski – nie nowego sklepiku”.

Ostry tom komunistycznego manifestu stanowił znów wyraz nastrojów panujących w szerszych gronach artystów, ale z pewnością był pierwszym głosem tak radykalnym. Poprzedzał wydany rok później głośniejszy tom poezji proletariackiej „Trzy salwy”, w którym znalazły się utwory między innymi Broniewskiego czy Standego.

Po raz kolejny ważnym odniesieniem dla poetów w tomie „Ziemia na lewo” jest religijność, nie tylko jako część krytykowanego światopoglądu tradycyjnego, lecz także jako świetna metafora rewolucyjna i pole do odwracania przyjętych znaczeń symboli religijnych. Stern w wierszu „religia” pisze:

to tylko święte coście poznali zmysłami

co kazało krzyczeć waszemu ciału z głodu!

jedyny bóg w trójcy jest już za nami

śpiewajmy dziś chwałę milionom bogów!

Jego poglądy współgrają oczywiście z tymi prezentowanymi przez Jasieńskiego, u którego „bezpartyjny bóg […] pierś naszą do krwi do ran darł (śpiew maszynistów)”.

Artystyczny flirt Jasieńskiego i Sterna z komunizmem oczywiście nie był niczym szczególnym na tle „pokolenia oczarowanych i rozczarowanych marksizmem”, jak nazywa awangardowych poetów i pisarzy dwudziestolecia historyczka Marci Shore. Niczym zaskakującym nie są też postawy antyreligijne w tych środowiskach artystycznych. Jednak późniejsze losy Sterna i jego wybory twórcze znacznie różnią się od tych przeżywanych i podejmowanych przez Jasieńskiego, Wata czy Broniewskiego.

Zbawiciel wśród stu tysięcy żarówek Philips

W 1927 roku Anatol Stern publikuje po ponad trzyletnim milczeniu tomik „Bieg do bieguna”. W międzyczasie tworzy wiersze symboliczne, których ostatecznie decyduje się nie wydać z powodu przemiany, jaką przeżywa. Z jednej strony jest to naoczne zetknięcie się z falą bezrobocia, nędzą ludzi i poczuciem bezużyteczności poetów w tej sytuacji, z drugiej doświadczenie religijne. We wstępie do tomiku, zatytułowanym „Spowiedź”, pisze:

„A między tłumami, wstrząsanymi nowymi objawieniami, w orkanie polifonii miasta stąpał On, Zbawiciel, syn cieśli, któremu odmawiano chleba i zbawienia, jak odmawiają go dziś jego braciom – syn cieśli i najniebezpieczniejszy rewolucjonista świata, taki, jakim był zanim go oddano hańbiącej śmierci. Od tego czasu nie opuszcza mnie przeświadczenie, że nauka Marksa nie sprzecza się z uczuciem religijnym i że są one wzajemnym dopełnieniem, bez którego walka o szczęście ludzkości nie miałaby podstaw”.

Wyznanie wiary zadeklarowanego marksisty na gruncie polskim chyba nadal zaskakuje, choć nie jest oczywiście przypadkiem zupełnie odosobnionym. Sam tomik „Bieg do bieguna”, pomimo wstępu, nie jest radykalnym odwrotem od wcześniejszej poetyki wykorzystywanej przez Sterna. Co więcej, widać nawet pewną ciągłość, zarówno w tendencjach futurystycznych, jak i w niekonwencjonalnym wykorzystaniu figur religijnych. Gwałtowny duch rewolucyjny jest już tylko nieco słabszy – dominujące staje się uczucie religijne. Jak zaskakujące jest to połączenie: futuryzmu, socjalizmu i specyficznie rozumianej mistyki najlepiej pokazuje tytułowy wiersz tomiku – „Bieg do bieguna”:

Chrystusie ponadklasowej sprawiedliwości,

Zbawicielu, którego nie widzą, a któryś jest wszędzie.                                                                  

Wśród chłodnych ogni 100 tysięcy żarówek Philips Argenta,                                                  

zostaje Teresa z Lisieux kanonizowana i powtórnie wniebowzięta.

Oto ogień laski niegasnący, najtrwalszy spośród wszystkich tworów –                                          

Chrystus króluje także śród lamp wirujących i rozpędzonych motorów,                                        

po antenach radia się wspina i od wszelkiej myśli prędszy                                                              

rozsyła swe ciało po świecie i do wszystkich trafia wnętrzy

I gdyby nie deklaracje ze wstępu i inne, nieco poważniejsze fragmenty wiersza, można by pomyśleć, że jest to w dalszym ciągu rodzaj prowokacji wpisanej w działania futurystów. Ekscentrycznością, również ocierającą się o prowokację, cechuje się także inny utwór zawarty w tomiku – słynny poemat „Europa”. W nim jednak uderza odwaga formalna i patetyczny katastrofizm. Cechy te wykorzystali najprawdopodobniej Stefan i Franciszka Themersonowie – twórcy skandalizującego filmu zainspirowanego poematem Sterna (wszystkie kopie filmu zaginęły).

Stuletnia nowoczesność

Odtworzenie filmu „Europa” z pomocą autorów w latach 70. nie wzbudziło już oczywiście takich emocji jak pokazy pierwotnej wersji w latach 30. To, co szokowało ówcześnie, stało się jedną z możliwych form wyrazu. Dlatego trudno się dziwić, że jeden z głównych wyróżników awangardowych twórców – ich ekstrawagancja i odwaga w zrywaniu z dotychczasowymi formami – nie elektryzuje już współcześnie. Jednak dorobek awangardowy jest niedoceniany nie tylko w znaczeniu pomijania czy zapomnienia.

W poezji Anatola Sterna współistnieją ze sobą tendencje, których połączenie możliwe było wyłącznie dzięki awangardzie. Nie jest przypadkiem, że właśnie te sto lat temu mógł się dokonać proces ewolucji od futuryzmu, przez poezję rewolucyjną, po łączenie wcześniejszych z doświadczeniem religijnym. Pytanie, czy poza awangardą możliwe jest jeszcze pisanie, przynajmniej odrobinę na serio, o Chrystusie wśród rozpędzonych motorów.