dwutygodnik internetowy
04.06.2012
magazyn papierowy


Chrystus na polu minowym

Jezus Chrystus wygląda w Kambodży inaczej. Postać Jezusa zrobiona jest z metalowego drutu. Prawą nogę ma o połowę krótszą. Ujmuje mnie ta prostota, choć nie od razu dostrzegam symbolikę. Prawą nogę ma o połowę krótszą, bo odrąbała mu ją mina.

Jezus Chrystus wygląda w Kambodży inaczej. Gdy stoję w kościele katolickim w Siem Reap i patrzę na krzyż, na nowo uświadamiam sobie piękno chrześcijaństwa. Postać Jezusa – a właściwie kontury postaci – zrobiona jest z metalowego drutu. Prawą nogę ma o połowę krótszą. Ujmuje mnie ta prostota, choć nie od razu dostrzegam symbolikę. Wpatruję się dalej. Po lewej stronie – tabernakulum w kształcie khmerskiej świątyni, po prawej – Maryja jako khmerska kobieta. Kościół to duży drewniany dom z dachem krytym strzechą. Całą mszę siedzimy po turecku na matach. Tu nikt nie klęka. Po nabożeństwie indonezyjski ksiądz o sytuacji katolików w Kambodży mówi: „odbudowujemy wspólnotę po latach wojny i rządów Czerwonych Khmerów”.

Jezus Chrystus ma prawą nogę o połowę krótszą, bo odrąbała mu ją mina. Krzyż został zaprojektowany przez khmerskiego księdza, który chciał podkreślić solidarność Boga-człowieka z narodem kambodżańskim. W Kambodży 40 tysięcy ludzi żyje z amputowanymi kończynami, a połowa terenów wiejskich jest nadal pokryta przez miny. Większość populacji uprawia rolę – a więc wystawia się na ciągłe zagrożenie życia. 30 lat wojny spustoszyło kraj. Brak kończyny – lub inna niepełnosprawność – to w Kambodży nie tylko cierpienie fizyczne, ale także wstyd i ostracyzm społeczny. Rozpowszechnione jest przekonanie, że człowiek sam zawinił, za co spotkała go kara. Tu Syn Boży musiał zostać kaleką.

 

***

Na plaży w kurorcie Sihanoukville europejscy 60-latkowie w markowych ciuchach leniwie spacerują z młodymi dziewczynkami. Opalone ciała, zblazowane twarze. Usiądą pod parasolem, kupią dziecku coca colę. Kiedy na chwilę wstają od stolika, do dziewczynki przybiegają jej koleżanki. Roześmiane przekrzykują się między sobą. Bywa, że rodzice sprzedają alfonsowi kilkuletnią córkę, która jest później wychowywana na prostytutkę. Zachodni seks-turyści bezwzględnie wykorzystują ten proceder. Są bezwstydni i bezkarni. Co najgorsze, stanowią trwały element krajobrazu, wszyscy się do nich przyzwyczaili. Hotele mają nawet zapisane w regulaminie, że seks z dzieckiem jest niedozwolony na ich terenie. Seks-turyści niszczą najbardziej bezbronnych członków odradzającego się społeczeństwa.

 

***

Klęcząc przed Chrystusem bez nogi myślę o cierpieniu Kambodżan i uniwersalizmie chrześcijaństwa. O tym, że w każdej kulturze Bóg w sposób szczególny jednoczy się z najbardziej pokrzywdzonymi ludźmi. I cierpi razem z nimi. Nie cierpi po to, by zadośćuczynić swojemu Ojcu ani po to, by przyjąć na siebie sprawiedliwą karę, którą Ojciec wymierzył ludzkości. Bo jaki byłby sens tak rozumianego chrześcijaństwa? Ojciec wydający na śmierć niewinnego Syna – jako jedynego, który może w pełni odpokutować za grzechy ludzkości? Bóg Ojciec, który znalazł genialny sposób, aby sprawiedliwości stało się zadość? Będąc chrześcijaninem wolę raczej myśleć o cierpieniu Chrystusa jako zupełnym zjednoczeniu się Boga z ludźmi i wzięciu na swoje barki całej tragedii ludzkości. Jan Paweł II mówił w „Przekroczyć próg nadziei”: „Chrystus jest jakimś dowodem solidarności Boga z cierpiącym człowiekiem. Bóg staje po stronie człowieka. Staje w sposób radykalny”. Tak, jak na polach minowych w Kambodży, gdzie stracił prawą nogę.

 

  • Wearrien66

    Widzę ciekawy artykuł tutaj!