dwutygodnik internetowy
13.08.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Brysacz: Tyle Rosji, ilu nas

Rosja to nie Putin, to jedna ósma świata, kilkaset kultur i języków. I ja takiej Rosji w tym wielogłosie szukałem: duchowej, ciekawej, różnorodnej, Rosji Nieńców i Jakutów, Rosji kilku tysięcy formalnych i nieformalnych związków religijnych.

ilustr.: @marjacielecka

ilustr.: @marjacielecka

Mateusz Kaczyński w rozmowie z Piotrem Brysaczem, autorem książki „Patrząc na Wschód”.

„Patrząc na Wschód” to zbiór przeprowadzonych przez pana wywiadów z autorami piszącymi o Rosji. Dlaczego obrał pan kurs akurat w tym kierunku?

Bo cały, proszę pana, jestem z niego zbudowany, cały jestem wschodni. Nie mam innego domu, mam tylko swój, wiejski, przaśny, wschodni, z porośniętymi mchem sztachetami w płocie za plecami, z wyświechtanymi portkami na tyłku i zarazem z posiadaniem w tyłku tego, co o moim wyglądzie sądzą inni. Cały jestem z niego, z tego Wschodu, z tego milczenia całymi dniami i gburowatości, z tych gwałtownych wybuchów złości, do których musiała przyzwyczaić się rodzina, z tej chęci bezinteresownej pomagania innym, z braku wyrachowania, z tej wschodniej płaskiej, uśmiechniętej czasami głupkowato gęby. Cały unurzany jestem w tym Wschodzie i duszę mam wschodnią, płaczę, jak moi przyjaciele, białostoccy Białorusini, śpiewają na głosy, a wódkę pijam nieczęsto, bo wolę w ogóle nie pić niż nie umieć skończyć imprezy, z tego wszystkiego, proszę pana, jestem, to gdzie mam pójść, jaki mam obrać kurs? Gdy idzie pan do supermarketu i wśród setek butelek wina za każdym razem szuka pan mołdawskiego, gruzińskiego, „wschodniego”, to się pan zaczyna zastanawiać dlaczego. I z tego „dlaczego” wzięła się ta moja książka.

Wschód to nie kierunek wycieczki, ale „coś”, co tkwi w środku ciebie, uwiera jak kamień w bucie albo wprowadza w stan euforii, i kiedyś nadchodzi ten moment, że próbujesz i chcesz zrozumieć, dlaczego jesteś właśnie dokładnie taki, jaki jesteś. 

Czym zatem jest dla nas ten „Wschód”?

Siedzi w nas ten Wschód na rozmaite sposoby. W jednych siedzi „po smoleńsku”, w innych „po Putinie”, w innych zaś – jako „coś”, od czego nie sposób się odczepić, co siedzi w nas i uwiera, powoduje, że patrzeć lubimy tylko w tamtym kierunku. Pana nigdy nie ciekawiło na przykład to, o czym pisałby Andrzej Stasiuk, gdyby – jak to wspomina – jako kilkuletni chłopak nie siedział na skarpie Bugu i nie patrzył na białostockie majaczące w oddali, czyli na Wschód, tylko gdyby siedział na brzegu Odry i patrzył na Niemcy? Jakie książki Stasiuka byśmy wtedy czytali? Mnie ciekawią takie rzeczy.

A czym Wschód jest dla pana osobiście?

Traktuję go jako „coś”, z czego jestem zbudowany – ja, a także moi rozmówcy… Wie pan, ja w trakcie pracy nad tą książką ani razu nie usłyszałem słowa „nie”. Ani od Andrzeja Stasiuka, ani od Jacka Hugo-Badera, ani od Mariusza Wilka, od nikogo. Prosiłem o dosłownie kilka zdjęć, a dostawałem dziesiątki, do wyboru, od ludzi, którzy nie mieli żadnego interesu w tym, by moja książka wyglądała dobrze. To jest właśnie Wschód – ta bezgraniczna życzliwość, której człowiek doświadcza. Wpuszczają cię do domu, zostawiają na boku swoje sprawy, poświęcają ci czas, dają ci jeść. Chociaż wiedzą, że zysk z tego będziesz miał tylko ty, bo to ty wyjdziesz bogatszy od nich o ich historie, z pełnym brzuchem i zapchanym empetrójkami dyktafonem. To jest właśnie Wschód: otwartość, gościnność i bezgraniczna życzliwość. Krzysztof Czyżewski, szef Ośrodka „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów”, opowiadał mi kiedyś, jak wędrowali przed nastu laty po Sejneńszczyźnie. Podczas wędrówki spotkali tutejszego, człowieka, który wracał furmanką z miasta, z zapasem jedzenia dla całej rodziny na kilka dni. Zapytał ich, skąd się tu wzięli i po co, a oni mu odpowiedzieli, że włóczą się tu w poszukiwaniu starych pieśni i obrzędów, które zapisują, by przetrwały. A on im na to odpowiedział, że zbierać pieśni z pustymi brzuchami nie mogą. I oddał im cały ten zapas jedzenia.

Tym jest właśnie Wschód. Niech Pan zapyta Michała Książka, jednego z bohaterów moich wywiadów, w ilu chałupach gościł za „Bóg zapłać”, gdy wędrował drogą 816, by napisać książkę pod tym samym tytułem.

Wizje Wschodu są inne, a pańscy rozmówcy odnoszą się do siebie w różny sposób. Potrafią ocenić styl pracy kolegów i nie zawsze zgadzają się ze sposobem przedstawiania rosyjskiej rzeczywistości. Czy któraś z literackich czy też reporterskich postaw rozmówców najbardziej do pana przemawia?

Nie mam jednej ulubionej opowieści. Wierzę w to, o czym mówi na łamach tej książki Jędrzej Morawiecki: że nie ma jednej Rosji. Wierzę w polifoniczność i nakładanie się na siebie tych wszystkich historii, tropów i znaczeń. Inną Rosję widział Jędrzej Morawiecki, gdy jeździł do sekty wissarionowców w Kraju Krasnojarskim, inną Wacław Radziwinowicz i Maciek Jastrzębski w Moskwie, inną Magda Skopek u Nieńców na Jamale, a inną Michał Książek w Jakucji. My często popełniamy jeden podstawowy błąd, może nie tyle popełniamy, ile mamy to głęboko wdrukowane w pamięć, bo historia relacji polsko-rosyjskich jest, mówiąc najoględniej, trudna: że my tylko i wyłącznie poprzez pryzmat tej historii patrzymy na tę prawą część mapy. Jak ktoś u nas mówi „Rosja”, to my zaraz, proszę pana, widzimy czołgi, armaty i gębę Putina.

Nie uważa pan, że ta „gęba” jednak nad wszystkim wisi i przyćmiewa inne perspektywy?

Rosja to nie Putin, to jedna ósma świata, kilkaset kultur i języków. I ja takiej Rosji w tym wielogłosie szukałem: duchowej, ciekawej, różnorodnej, Rosji Nieńców i Jakutów, Rosji kilku tysięcy formalnych i nieformalnych związków religijnych i Rosjan, którym – jak mówi Wacław Radziwinowicz – robi się w głowach kaszę za pomocą sprytnej, doprowadzonej do perfekcji propagandy, Rosjan tak samo, a może nawet bardziej niż my, udręczonych historią i życiem, Rosjan, którym zabrano dom, czyli imperium, a nie dano w zamian nic. Ja nie szukałem Rosji uwikłanej w politykę, nie pytałem Wojtka Góreckiego o to, jak sprawy mają się w Abchazji czy Dagestanie, tylko o to, jak to jest patrzeć na Ararat, jak to jest „wdepnąć” w mit, być w miejscu, z którego my wszyscy jesteśmy. My Polacy także. Bo cywilizacja nie przyszła do nas z zachodu, proszę pana, lecz ze wschodu. Gdy my zastanawialiśmy się, jak wynaleźć narzędzie do ociosywania kamieni, to Ormianie wznosili już pierwsze kościoły. Dobrze jest czasem zmienić perspektywę i spojrzeć na wszystko innymi oczami. To wiele rzeczy ułatwia. Mam takie wrażenie, że wyszedł z „Patrząc na Wschód” wielogłos na temat przestrzeni geograficzno-kulturowej, a nie opowieść podszyta polityką Kremla.

Jamał, Jakucja to odlegle miejsca. Książkę rozpoczyna jednak bliższa geograficznie rozmowa z Andrzejem Stasiukiem, z którym porusza się pan po rodzinnych podlaskich stronach.

Ta opowieść ma strukturę koła. Z Andrzejem Stasiukiem, który ma podlaskie korzenie, wyjeżdżamy z Podlasia na Wschód, na Jamał z Magdaleną Skopek, do Kraju Krasnojarskiego z Jędrzejem Morawieckim, do Jakucji z Michałem Książkiem, na Kołymę z Jackiem Hugo-Baderem, nad Oniego z Mariuszem Wilkiem, do Moskwy z Maciejem Jastrzębskiem i Wacławem Radziwinowiczem, wracamy zaś przez Kaukaz z Wojciechem Góreckim do Europy Środkowo-Wschodniej z Wojciechem Śmieją i na Podlasie z Włodzimierzem Pawluczukiem, który ruskiej duszy szuka, tropiąc sektę proroka Ilji w Grzybowszczyźnie. I towarzyszy tej opowieści motto z Wolfganga Buschera, który mówi, że Wschód jest czymś, czego nikt nie chce, jest strzepywany tak, jakby ptak komuś na rękaw narobił, i podawany jest dalej, na Wschód. A ja pytam o to, co jest na prawo na mapie, bo może to, że nikt tego Wschodu nie chce. wynika z niewiedzy, z tego, że mówiąc „Wschód”, widzimy czarną dziurę albo twarz Putina. I czas to najwyższy zmienić. Mam nadzieję, że ta książka choć w drobnym stopniu przyczyni się do zmiany optyki, do patrzenia nieco inaczej na tę wielką część świata.

***

Piotr Brysacz (ur. 1976) – absolwent polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, dziennikarz, redaktor. Autor książek „Patrząc na Wschód. Przestrzeń. Człowiek. Mistycyzm” (2013) i (wspólnie z Andrzejem Kalinowskim) „Podlaskie. Najpiękniejsze miejsca. Wędrówki Wiktora Wołkowa” (2014). Finalista Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej za najlepszy wywiad prasowy (2014). Od 2010 roku związany z białostocką Fundacją Sąsiedzi, która – oprócz działalności wydawniczej – organizuje między innymi Targi Książki w Białymstoku.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj

***

Polecamy także:

Szczerek: W szamańskim trybie

Udźwiękowiony Mickiewicz. Spełniony sen Białoszewskiego?