dwutygodnik internetowy
13.03.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Bohaterowie tacy jak my

Z tymi chłopami i udzielanym przez nich wsparciem różnie bywało. Nie chodzi nawet o to, że często pojawienie się „grup takich jak nasza” oznaczało dla nich głównie kłopoty. Wielu z nich miało problem, by płynnie i bez akcentu wykrzyknąć hasło „wolna Polska”, które jako jedyne dawało gwarancję, że leśni nie otworzą ognia.

ilustr.: Dominika Hoyle

ilustr.: Dominika Hoyle

To był zwykły dzień na wilczym szlaku: wykradaliśmy krucyfiksy z ubeckich biurek, poratowaliśmy leśnych chłopców zdobytą przez nas amunicją. Na koniec udało się wyciągnąć jednego z naszych z ubeckiego więzienia. Działaliśmy jak jeden organizm – ramię w ramię, dla tego samego celu. Gdyby nie wczesna pora i wiek towarzyszek broni, to być może cała przygoda skończyłaby się wokół weterańskiego stolika w którejś z modnych knajp przy Oleandrów.

– W takiej izbie jak ta zamieszkana przez Marcina toczyło się życie chłopów w drugiej połowie lat 40. – opowiada pracownik IPN, który przez cały czas naszego pobytu w Escape Roomie czuwał przy monitorach, śledząc nasze postępy w rozwiązywaniu zagadek. Teraz, po zakończeniu rozgrywki, komentuje poszczególne smaczki. Stoimy w środku chłopskiej chaty, w której dopiero co odwiesiliśmy na miejsce święte obrazki zarekwirowane przez ubecję podczas brutalnej rewizji. Marcin był głosem z offu, a jednocześnie kukłą na zydelku. By trafić do lasu, trzeba było zdobyć jego zaufanie. – Wielu takich Marcinów narażało życie i pomagało grupom takim jak wasza – dodaje pracownik, zanim zmieni temat na autentyczne elementy wystroju wnętrza Escape Roomu.

Z tymi chłopami i udzielanym przez nich wsparciem różnie bywało i trudno pozbyć się tej myśli nawet wobec obstukiwania drzwi z aresztu śledczego w Pułtusku. Nie chodzi nawet o to, że często pojawienie się „grup takich jak nasza” oznaczało dla nich głównie kłopoty. Wielu z nich miało problem, by płynnie i bez akcentu wykrzyknąć hasło „wolna Polska”, które jako jedyne dawało gwarancję, że leśni nie otworzą ognia (czego – również z offu – dowiedzieliśmy, gdy Marcin dał się przekonać i znanymi tylko sobie drogami poprowadził do obozowiska, zaaranżowanego w trzecim pomieszczeniu). A jeśli nawet na jednym oddechu wykrzykiwali tajemne hasła i bez podejrzenia o sprzyjanie czerwonym przechodzili weryfikację, to udzielane przez nich wsparcie nie raz bliższe było przymusowym rekwizycjom.

Wątpliwości na tym polu nie są jednak niczym zaskakującym. Wiadomo nie od dziś, że IPN ma swoją wersję Frontu Jedności Narodowej, w której przodujące grupy leśnych chłopców wyrażają najpełniej potrzeby i marzenia niezliczonej rzeszy tych, którzy jednak zostali w domu. Naiwnością na miarę wieszania obok siebie portretów Bieruta i Gomułki w ubeckiej katowni końca lat 40. byłoby oczekiwanie, że nagle obok negujących totalnie nowy ustrój do głosu dopuszczeni zostaną sceptycy, emigranci wewnętrzni, odbudowujący Warszawę, zwolennicy reformy rolnej czy obawiający się wciągnięcia na listę „zdrajców narodu”.

 Za tymi pancernymi drzwiami z Pułtuska więzieni byli bohaterowie. Warty były szczelne, ale dochodziło do uwolnień, tak jak wam udało się uwolnić więźnia – kontynuuje pracownik IPN, po raz drugi w ciągu pięciu minut zwracając się do nas – pięciu gimnazjalistek w towarzystwie spłoszonego antytalentu RPG – w formie wskazującej, że mimo zapalenia świateł nie rozstaliśmy się jeszcze z naszymi wyklętymi tożsamościami.

Edukacja w Escape Roomie polega na wcieleniu się w stawianych na piedestale bohaterów. Trzeba poznać uwarunkowania, w których funkcjonowali, rozpoznać zagrożenia, przyjrzeć się celom. Ale to wszystko doraźnie, ze świadomym pominięciem luksusu, ale i wyzwania, jakim jest siedemdziesiąt lat dystansu i możliwość przyjrzenia się zjawisku w całej jego złożoności. Prawdziwym celem jest powrót do lasu, w którym rządzą emocje, doraźne sądy i pole widzenia ograniczone do najbliższej leśnej przecinki. By do tego doszło, uczestnik musi uwierzyć, że udaje mu się współodczuwać sytuację jednostki, znajdującej się w sercu gorących wydarzeń historycznych. Z tej perspektywy Escape Room przy Marszałkowskiej jest kamieniem milowym na drodze, której kierunek wyznaczyły kanał w Muzeum Powstania Warszawskiego i moda na rekonstrukcje historyczne. W IPN-owskim pokoju zagadek niewinna, jak się okazuje, scenografia połączyła się z odgrywaniem ról, dając uczestnikom najbardziej multisensoryczną szansę na wcielenie się w bohaterów wydarzeń historycznych.

Problem jest tylko taki, że jest to wcielenie fałszywe. Niezależnie od zaklęć rzucanych przez obsługę i sugestywności rozgrywki, z Przystanku Historia trzeba będzie w końcu wyjść, podobnie jak z roli wyklętego. Zamiast przed dylematami podziemia niepodległościowego staniemy wówczas przed pytaniem, czy kontynuować miło rozpoczęte spotkanie ze znajomymi na placu Zbawiciela, czy na Oleandrów. I choć marzeniem prawicowych wychowawców jest zachęcenie do pozostania na wilczym szlaku, to uczciwość wymaga przyznania, że wobec codziennych i odświętnych dylematów wyklętych oddziela nas przepaść. Odkrycie i docenienie tego dystansu jest pierwszym warunkiem stosownego upamiętnienia. Drugim jest przyznanie, że miejsca, w którym znaleźli się wyklęci po zakończeniu wojny, nie da się zrozumieć za sprawą emocji związanych z pospiesznym ustawianiem kodu kłódki w datę urodzin Stalina. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak to się stało, że życie gruzińskiego komunisty splotło się z losami chłopców z lasu.