dwutygodnik internetowy
06.10.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Bogowie

Jakby powiedział jeden z bohaterów filmu, Jan Moll, “Polak Polakowi nawet porażki będzie zazdrościć”. „Bogowie” jest filmem biograficznym, lecz niestety nie wnosi nic nowego.


Jakby powiedział jeden z bohaterów filmu, Jan Moll, “Polak Polakowi nawet porażki będzie zazdrościć”. „Bogowie” jest filmem biograficznym, lecz niestety nie wnosi nic nowego.
 
Najpierw był Lech Wałęsa, potem Ryszard Kukliński nadszedł czas na Zbigniewa Religę. Widać polscy twórcy filmowi postanowili skonfrontować się z sylwetkami niedawnych narodowych bohaterów. Zadanie o tyle niełatwe, że każdy z nich był postacią kontrowersyjną i nie do końca przystającą do swoich czasów.
 
Scenarzysta “Bogów”, Krzysztof Rak, zdecydował się skupić na trzech latach, które stworzyły legendę Religi. Jest to czas, kiedy niezłomnie stara się doprowadzić do pierwszego przeszczepu serca oraz tworzy swoją klinikę w Zabrzu. Bez dwóch zdań świetnie są oddane realia pierwszej połowy lat 80., rzeczywistości pełnej absurdów i niewydolnego państwa. Choćby sam bohater filmu Łukasza Palkowskiego jest jednym z dzieci tych nonsensów -Religa, podobnie jak jego przyszli koledzy z kliniki kardiochirurgii w Zabrzu, został wysłany za brak pokory na staż do USA. Powrót do skostniałego polskiego środowiska lekarskiego okazał się twardym lądowaniem. Mimo to Religa nie złamał się. Świadomość innych możliwości, ambicje i rozbudzone aspiracje sprawiły, że dążył za wszelką cenę do celu.
 
“Bogowie” – mocny tytuł, wyrazisty bohater, świetna obsada. Wydaje się, że ciężko taki film zepsuć. Że wystarczy czuwać, aby klocki tej układanki się dopasowały. Jednak coś w nim zgrzyta. I na pewno nie chodzi tu kreację o Tomasza Kota (w pełni zasłużona Nagroda za Pierwszoplanową Rolę Męską na 39. Festiwalu Filmowym w Gdyni). Już w scenie otwierającej film widać ile pracy poświęcił by “stać się” Religą – przez szpitalny korytarz kroczy w charakterystyczny sposób przygarbiona postać, wchodzi do prosektorium, włącza zegar szachowy i zaczyna wyścig z czasem – niezbędny, żeby w przyszłości móc myśleć o przeszczepie serca na żywym organizmie.
 
To co powinno uwiarygodniać bohatera to tło. Nie chodzi tylko o scenografię (również nagrodzoną na gdyńskim festiwalu) czy kostiumy, które wprowadzają nas w lata 80., ale także o tło aktorskie. I tu zaczyna się problem. Poza Piotrem Głowackim (Marian Zembala), który jak zwykle świetnie czuje się i ożywia drugi plan, czy Kingą Preis Kot nie za bardzo ma z kim grać. Nie bez kozery drugoplanowe role określane są w krajach anglosaskich supporting role, bo postaci te są po to by wspierać głównego bohatera. Tu zaś w większości tworzą barwną dekorację, zmieniającą się jak w kalejdoskopie a nie prawdziwych partnerów.
 
Inną kwestią jest przestrzeń w filmie, a raczej jej brak. Od pewnego momentu jeden bon mot goni kolejny, wywołując gromkie salwy śmiechu. Oczywiście oddają one niedorzeczności tamtych czasów oraz determinację Religi (jak prośba o telefon do Gucwińskich), jednak prowadzi do tego, że każda sekunda na ekranie jest wypełniona po brzegi. Gdy pojawia się chwila ciszy to momentalnie zagłusza ją muzyka. Tak jakby pauza nie mogła wybrzmieć, a aktorzy się obronić bez podkręcania emocji (tą uwagę można odnieść do większości filmów pokazanych w trakcie Festiwalu).
 
Twórcy „Bogów” nie pozostawiają miejsce na interpretacje, niedomówienia. Gdyby się ono pojawiło film ten mógłby być czymś więcej niż tylko opowieścią o drodze Religi do pierwszego udanego przeszczepu serca w 1985 roku.
 
Największą przykrością jaka może spotkać widza jest niedosyt po filmie, który został bardzo dobrze zrealizowany, ale wciąż nie można powiedzieć, że jest znakomity. Łukasz Palkowski zrobił film biograficzny, lecz niestety nic ponad to. Jak powiedziałby jeden z bohaterów, Jan Moll, “Polak Polakowi nawet porażki będzie zazdrościć”, a co dopiero dobrego filmu.

  • Karol

    Zastanawiam się, czy byliśmy na tym samym filmie – ostatnim określeniem jakiego bym użył to “biograficzny”. Porównanie do filmu o Wałęsie i Kuklińskim jest nie na miejscu. “Bogowie” właściwie nie mówią o życiu Religi – jego rodzinie, osobistych przekonaniach, drodze do sukcesu itp. Film zaczyna się i kończy razem z walką o sukces w ratowaniu ludzkiego życia – udany przeszczep. Nawet w tym wąskim temacie jest jednak wiele niedomówień. Z drugiej strony – nie jestem zwolennikiem takiego traktowania filmów; nawet gdyby nie byłoby niedomówień, to tak naprawdę nie one są źródłem naszych interpretacji – myślę, że wręcz przeciwnie, dzieła “pełne”, przelane treściowo, dają nam pojęcia i motywy na których można zasadzać interpretacje.

  • AnnaP

    Według mnie film jest bardzo dobry, emocjonujący, trzyma w napięciu. Wydaje mi się, że niedosyt spowodowany brakiem przestrzeni w filmie jest kwestią subiektywną – inni szukają w filmach szybko następujących po sobie wydarzeń, inni preferują, aby film zostawiał dużo czasu na refleksję. Moim zdaniem specyfika “Bogów” wymaga, żeby akcja była szybka – w końcu to film “chirurgiczny” – pośpiech i emocje są tu jedną z podstawowych kategorii (weźmy na przykład brak czasu na znalezienie dawcy, na przewiezienie serca do transplantacji). Z drugiej strony momenty refleksji i niedomówień jednak występują (co uważam za zaletę filmu). Weźmy na przykład scenę, w której Religa przyjeżdża samochodem niby po jabłka, a tak naprawdę przeprosić wiejską kobietę, że nie udało się uratować życia komuś z jej rodziny (synowi lub mężowi – nie pamiętam dokładnie). Albo scenę z początku filmu, kiedy Religa upija się po nieudanej operacji małej pacjentki. Pewnym niedomówieniem jest to, że nie pokazano na filmie przeszczepu, który był w pełni udany (tj. pacjent żył po nim kilka lat) – jako sukces przedstawiona była transplantacja, po której chory zmarł po 30 dniach.