dwutygodnik internetowy
01.04.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Bóg z nami

Modlitwa, która służy manifestowaniu indywidualnej pobożności niewiele ma wspólnego z ubóstwem duchowym, podobnie jak post praktykowany w imię osobistej nieskazitelności i jałmużna intensyfikująca zjawisko podporządkowania jednego człowieka drugiemu stanowią tylko karykatury ubóstwa materialnego i solidarności z ubogimi.

Marc Chagall, "Exodus"

W Księdze Wyjścia czytamy, że na górze Horeb Pan wyjawił Mojżeszowi swoje imię. Teologia chrześcijańska obfituje w przypisy do tej lekcji. I tak na przykład Tomasz z Akwinu, opierając się na tekście łacińskim, doszedł do wniosku, że imię to zdradza naturę bytu doskonałego i samoistnego. Mistrz Eckhart, przeciwnie, odpowiedź Boga uznał za unik. Wydaje się, że choć powyższe interpretacje są reprezentatywne dla dwóch wizji teologii, pozytywnej i negatywnej, to żadna nie oddaje sprawiedliwości hebrajskiemu oryginałowi. Występujący w nim czasownik „być” nie ma znaczenia statycznego i egzystencjalnego, lecz dynamiczne i performatywne. Bóg objawia się nie tyle jako Ten, który w sensie abstrakcyjnym jest, ile jako Ten, który przysięga wierność swojemu ludowi i który tej wierności dochowuje. Jako Ten, który zbawia.

W czasach spisania Księgi nie pojmowano jeszcze zbawienia w kategoriach indywidualnej nieśmiertelności. Szło raczej – jak w przypadku obietnicy danej przez Boga Abrahamowi na górze Moria – o nieśmiertelność w potomstwie, o zbawienie dokonujące się w historii. Problem z myśleniem i mówieniem o zbawieniu mamy jednak do dziś, mimo pozornego przynajmniej wysubtelnienia naszych kategorii filozoficznych i teologicznych. Bo i jak tu wyobrazić sobie coś całkowicie Innego? Stąd musimy uciekać się do rozmaitych metafor: ozdrowienia, wykupienia lub – idąc za przykładem Księgi Wyjścia – wyzwolenia. Mówi bowiem Pan do Mojżesza: „Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań na jego ciemiężców […]. Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud”.

 

To właśnie Księgą Wyjścia w sposób szczególny inspirowali się latynoamerykańscy teologowie wyzwolenia. Peruwiański dominikanin Gustavo Gutiérrez wskazywał na trzy wymiary wyzwolenia, związane, odpowiednio, z grzechem, z kulturą oraz ze strukturami polityczno-ekonomicznymi, reprodukującymi i skrywającymi grzech w systemie relacji społecznych. Grzech bowiem, będący „ostateczną przyczyną nędzy, niesprawiedliwości i ucisku”, uważa Gutiérrez „za społeczny, historyczny fakt […], zerwanie przyjaźni z Bogiem oraz z ludźmi i, co za tym idzie, za wewnętrzne, osobiste pęknięcie”. I dalej: „Grzech jest widoczny w strukturach ucisku, w wyzysku człowieka przez człowieka, w prześladowaniu i niewolnictwie ludów, ras i klas społecznych. Grzech pojawia się zatem jako podstawowe wyobcowanie, źródło sytuacji niesprawiedliwości i wyzysku”.

Konsekwencją tej sytuacji jest ubóstwo. Jego istnienie „jest zerwaniem zarówno solidarności między ludźmi, jak również wspólnoty z Bogiem” – pisze Gutiérrez. Obok ubóstwa materialnego wyróżnia teolog dwa inne jego rodzaje: ubóstwo duchowe, które w historii Kościoła zdominowało myślenie chrześcijan o nędzy, doprowadzając do jego zindywidualizowania i „przeduchowienia”, oraz ubóstwo pojęte jako postawę solidarności z nędzarzami i protestu przeciwko ich kondycji. „Chrześcijańskie ubóstwo ma znaczenie tylko jako solidarne zaangażowanie się po stronie ubogich – komentuje Gutiérrez. – Zaangażowanie jest dawaniem świadectwa złu, które jest rezultatem grzechu i zerwaniem wspólnoty”. Jest zaczątkiem ostatecznego wyzwolenia, jego przebłyskiem w horyzoncie doczesnym.

 

We fragmencie Kazania na Górze, zwyczajowo odczytywanym w Popielec, Chrystus wskazuje na trzy wymiary chrześcijańskiego ubóstwa: modlitwę, post i jałmużnę. Praktykowanie ich wszystkich ma sens o tyle, o ile nie przyczyniają się one do pogłębienia i zmistyfikowania wspomnianych podziałów, o ile sprzyjają procesowi dezalienacji człowieka w jego relacji z Bogiem, z innymi ludźmi i z samym sobą. Modlitwa, która służy manifestowaniu indywidualnej pobożności niewiele ma wspólnego z ubóstwem duchowym, podobnie jak post praktykowany w imię osobistej nieskazitelności i jałmużna intensyfikująca zjawisko podporządkowania jednego człowieka drugiemu stanowią tylko karykatury ubóstwa materialnego i solidarności z ubogimi. W tym sensie prawdziwe ubóstwo dzieje się w ukryciu – przed sobą, przed drugim, może i przed samym Bogiem.

Wydaje mi się, że na ten właśnie, skryty wymiar chrześcijańskiego ubóstwa wskazuje nam ostatnio papież Franciszek. Niczego mu nie ujmując, „gdy palec wskazuje na niebo, tylko głupiec patrzy na palec”. Nie w tym rzecz, by oklaskiwać, lecz by naśladować, i to nie Franciszka, lecz Tego, który jako pierwszy „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi”. Boga, który – co sam objawił na Horebie, a potwierdził na Golgocie – jest z nami.

 

Przeczytaj inne teksty Autora.