dwutygodnik internetowy
15.10.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Błahostki Profesora Tutki

– Papuga prześladuje mnie z powodu mojego pochodzenia – powiedział pewien pan, wchodząc do budynku Żydowskiego Instytutu Historycznego. I choć zabrzmiało to jak satyra na antysemityzm, albo próba sparodiowania tych, co z antysemityzmem walczą, pan ów nie żartował. Zresztą, o ile mnie słuch nie mylił, gość przyszedł do Instytutu razem ze swoim prześladowcą.

Projekt: Asia Pietrzyk / www.asiapietrzyk.com

 

– Papuga prześladuje mnie z powodu mojego pochodzenia – powiedział pewien pan, wchodząc do budynku Żydowskiego Instytutu Historycznego. I choć zabrzmiało to jak satyra na antysemityzm, albo próba sparodiowania tych, co z antysemityzmem walczą, pan ów nie żartował. Zresztą, o ile mnie słuch nie mylił, gość przyszedł do Instytutu razem ze swoim prześladowcą. Ciekawe, że to prześladowany trzymał prześladowcę w klatce. Scena ta rozbudziła moją wyobraźnię. Stało się tak tym bardziej, że mogłem się jej tylko przysłuchiwać. W czasie, gdy pani i pan pracujący w recepcji zajmowali szukającego ratunku nieszczęśnika rozmową, która raz po raz przechodziła w krzyk, ja siedziałem oddzielony od nich drzwiami biblioteki. Cały mój udział w zajściu ograniczył się więc do spoglądania z porozumiewawczym uśmiechem na twarze innych czytelników.

Niemal od razu przyszło mi do głowy, że w oparciu o tę anegdotę można by napisać zabawne opowiadanie. Wyobrażałem sobie, jak wygląda właściciel papugi. Zastanawiałem się, czy rzeczywiście ją przyniósł, czy może przechadza się z pustką klatką? A może ptak był wypchany? Zza drzwi nie doszła do mnie żadna wypowiadana przez to nikczemne zwierzę kwestia. Jako autor mógłbym rozwiać wszystkie te wątpliwości. Roiłem też sobie, że z tego zlepka drobnych paradoksów udałoby mi się wyłuskać jakąś celną puentę.

Opowiadania tego jednak nigdy nie napiszę, bo nie umiem. Wiem natomiast, że doskonale zrobiłby to Jerzy Szaniawski, autor serii krótkich opowiadań o Profesorze Tutce. W ustach Profesora historia człowieka prześladowanego z powodu pochodzenia przez papugę na pewno nabrałaby łagodnie komicznego i nienachlanie mądrego sznytu. Dla tych, którzy przypadkiem z Profesorem Tutką jeszcze się nie zetknęli, przytaczam jedno z jego opowiadań. Nie należy co prawda do moich ulubionych, ale wybrałem je, ponieważ w nim także gadająca papuga odgrywa nieoczywistą rolę.

 

Profesor Tutka a hasło „sztuka dla sztuki”

Ktoś z rozmawiających twierdził, że kierunki i hasła w sztuce, które pozornie są już przestarzałe i zapomniane, zjawiają się znów, jak powracająca fala. Ale ktoś inny twierdził z uporem, że na przykład takie hasło, jak „sztuka dla sztuki”, już nigdy nie wróci.

Uciszono się, bowiem Profesor Tutka zaczął opowiadać:

– Byłem wówczas w Brazylii i znalazłem się tam na skraju dziewiczego lasu. W pewnej chwili posłyszałem, jak ktoś powiedział: „szczenię szczeka w szczawiu”. Czy mnie słuch nie myli? Znów słyszę: „szczenię szczeka w szczawiu”. Nasłuchuję: i znów – „szczenię szczeka w szczawiu”.

Opowiadanie przerwał sędzia.

– Proszę pana, jeżeli mi pan jeszcze czwarty raz powtórzy – „szczenię szczeka w szczawiu”, to – za siebie nie odpowiadam! Bo rozumiem: nie wszystko o czym mówimy, ma posiadać myśl głębszą. Ale musi być w tym jaki taki sens. A pan nam tu opowiada… dlaczego w szczawiu, pytam, dlaczego – w szczawiu?!

– Panie sędzio. Gdyby wobec pana kobieta-Polka powiedziała: „szczenię szczeka w szczawiu”, mógłby pan słusznie wysunąć zarzut, że w tym nie ma myśli głębszej. Ale: gdyby to powiedziała cudzoziemka, toby pana przede wszystkim zastanowiło to, że może ona wymówić tak trudne słowa.

– Ano to mów pan od razu, że to była cudzoziemka.

– Tak. Papuga.

– Papuga?

– Papuga. Zacząłem się zastanawiać, skąd papuga na skraju dziewiczego lasu mówi po polsku? Zacząłem myśleć jak detektyw. A ponieważ czytywałem i książki kryminalne, wiedziałem, jak powinien myśleć detektyw. Naprzód musi się zastanowić i dopiero – wywnioskować. Nigdy odwrotnie. Zastanowiłem się i wywnioskowałem, że tu musi mieszkać jakiś Polak, który nauczył mówić papugę po polsku. I nie jest to Polak zwykły. Bo że zdolny, a nawet utalentowany, to – nie ma w tym nic nadzwyczajnego: Polacy są zdolni i utalentowani; ale był to przy tym Polak – cierpliwy. Zacząłem się zastanawiać, jaki cel miał ten Polak, który uczył papugę, jaka idea mu przyświecała? Bo tego, czego dokonał, nie można nawet nazwać „szerzeniem kultury polskiej za granicą”. I nie można przypuścić, aby to zrobił dla zabawki. Owszem, znałem rodaków na obczyźnie, co uczyli dla zabawki. Uczyli cudzoziemkę słów nieprzyzwoitych, a potem taki nicpoń za boki się łapał, kiedy cudzoziemka w dobrej wierze to powtarzała. Ale trzeba zauważyć, że we wszystkich językach słowa nieprzyzwoite mają to do siebie, że są łatwe do wymówienia. A tu – coś wręcz innego: bo i przyzwoite, i trudne. A więc człowiek ten wkładał w tę naukę trud, silną wolę, upór – i niewątpliwie poważną pracę. Dlaczego to robił? Widocznie hołdował on hasłu: „sztuka dla sztuki”.

Słuchacze Profesora Tutki orzekli, iż jest to przykład doskonały: ten Polak zdolny, utalentowany, a w dodatku Polak cierpliwy – nie zrobił nic, jak to inteligentnie zauważono, ani dla kraju, ani dla Brazylii. A więc hasło „sztuka dla sztuki”, któremu hołdował, jako bezużyteczne – już nie powinno powrócić.

 

***

Książka Szaniawskiego o Profesorze Tutce i rozmawiających z nim Rejencie, Sędzim, Radcy, Mecenasie oraz Doktorze z powodu swojej popularności była wielokrotnie wznawiana. W połowie lat sześćdziesiątych wyprodukowano nawet serial z Gustawem Holoubkiem w roli głównej, reżyserowany przez Andrzeja Kondratiuka, z muzyką Krzysztofa Komedy i Tomasza Stańki. Mierzono wysoko, ale na ekranie Tutka wypadł jednak gorzej, niż w książkowym oryginale. Wydaje mi się, że młody Holoubek wyglądał zbyt młodo, jak na obeznanego z życiem profesora. W decyzji o obsadzeniu go w tej roli było jednak coś z proroctwa – opowiadania Profesora Tutki do dziś nic, a nic się nie zestarzały.

 

Opowiadanie pochodzi z książki Jerzego Szaniawskiego, “Profesor Tutka”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002.

  • Nunastudio

    właśnie dlatego że wyglądał za młodo na profesora potęgował wrażenie nieprawdopodobieństwa fabuły szaniawskiego  który miał słynne powiedzenie co do nieprawdopodobieństwa scenariuszy zresztą odsyłam do zegarka z łomnickim.