dwutygodnik internetowy
25.02.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Bez oczu dla oczu

Opracowanie języka opisu rzeczywistości dla niewidomych ma pierwszorzędne znaczenie. Na co dzień obcują z różnego typu gadaczkami, które w przyspieszonym tempie odczytują komunikaty. Jednostajny głos, nakładające się na siebie sylaby, to chyba jedyne funkcjonalne rozwiązanie, ale z konieczności nieprzekonujące estetycznie.

Ilustr.: Antek Sieczkowski

Ostatnio opisywałam dla niewidomych pornograficzne zdjęcie. To zadanie nie powinno sprawiać wielkich trudności. Wystarczy podać wymiary kompozycji, liczbę osób, nazwać czynność, kolory. A jednak była to porażka. Trudno dobrać słowa, które oddałyby pornograficzny kicz i trafnie nazwałyby ordynarne pozy. Jak uczciwie opowiedzieć o tym, co jest na fotografii i nie „zgwałcić kogoś przez uszy”? To zadanie właściwie literackie. Przydałby się arsenał wulgaryzmów i być może parę fraz z erotycznych sag. Gorzej byłoby tylko zamilknąć, i jednocześnie ocenzurować obraz.

 

Zdjęcie, które opisywałam, jest elementem pracy Piotra Uklańskiego pt. „Pornosobowtóry”, pokazywanej niedawno w warszawskiej Zachęcie. Wycinki z czasopism i ujęcia z filmów pornograficznych wybrane przez Uklańskiego przyklejono jak gazetkę ścienną. Na większości z nich występują aktorzy podobni do znanych postaci życia publicznego, m.in. Baracka Obamy, Demi Moore, Michaela Jacksona. Praca Uklańskiego jest powtórzeniem diagnozy o wniknięciu masowych mediów w życie intymne osób publicznych i popularnej społecznej rozrywce, jaką jest podglądactwo. Ale mniejsza o znaczenie pracy. Kiedy próbowałam ją opisać, zrozumiałam, że udostępnienie kultury osobom niewidomym, szczególnie tej wizualnej, zależy od języka: odpowiedniej mieszanki opisów, metafor i interpretacji. Techniczne szczegóły można podać natychmiast: zmierzyć instalację krokami, podać wysokość rzeźby, opisać kompozycję obrazu. Można szacować wagę, wymieniać faktury. Problem jest z ekspresją i wrażeniami, które są pozawerbalne. Każde zdanie, a nawet wybór słownictwa, niesie ze sobą niebezpieczeństwo manipulacji i zmiany intencji artysty.

Opracowanie języka opisu rzeczywistości dla niewidomych ma pierwszorzędne znaczenie. Na co dzień obcują z różnego typu gadaczkami – mówiącymi zegarkami, termometrami, komputerami, które w przyspieszonym tempie odczytują komunikaty. Jednostajny głos, nakładające się na siebie sylaby, to chyba jedyne funkcjonalne rozwiązanie, ale z konieczności nieprzekonujące estetycznie. Właśnie dlatego nowym wyzwaniem dla sztuk wizualnych, filmu i teatru, które coraz częściej w Polsce oferują oprawę dla osób niewidomych, jest nagrywanie tekstów, a nie umieszczanie ich jako artykułów w internecie. Muzeum Powstania Warszawskiego, Zamek Królewski, Muzeum Chopina, Królikarnia, Zachęta, Teatr Narodowy to jedne z warszawskich instytucji, które pracują nad adaptacją swoich zbiorów i wydarzeń. Powstają słuchowiska dostępne online lub na miejscu w formie mp3. W ich przygotowaniu zawsze uczestniczy grupa niewidomych, która ocenia materiał.

 

Tymczasem niewidomi też starają się przetłumaczyć swój świat osobom widzącym. W warszawskiej galerii handlowej Millenium Plaza trwa „Niewidzialna wystawa”. Kolejne pomieszczenia zwiedza się w kompletnej ciemności. Właściwie brodzi się jak w smole. Rolę przewodników odgrywają niewidomi: kierują zwiedzających od drzwi do drzwi, opowiadają o eksponatach, każą ich szukać, odgadywać funkcję. Wreszcie – dbają o bezpieczeństwo. Zwiedzający w każdej chwili może wrócić do swojego świata. Oprócz sal na „Niewidzialnej wystawie” zwiedza się własne możliwości: umiejętność orientacji w ciemnej przestrzeni. Próbie poddany jest błędnik i psychika, ważą się poczucie bezpieczeństwa i osaczenia, ciekawość i lęk.

„Niewidzialna wystawa” to popis samodzielności niewidomych. W pierwszej części ekspozycji, jedynej, która jest oświetlona, prezentowane są przedmioty codziennego użytku: czujnik cieczy (powieszony na krawędzi naczynia informuje o poziomie płynu), separator do jajka (oddziela żółtko od białka) czy krajarka do jabłek. Scenografia holu wejściowego w klimacie lat 60. od razu daje sygnał, że wystawa nie jest dobrotliwą prezentacją przybliżającą los osób niewidomych. Na połyskliwej czarnej ścianie, do której przytwierdzono białe koła, prezentowane są portrety i biogramy m.in. Raya Charlesa i Steviego Wondera. Pary kół powieszone w trzech rzędach tworzą sześć punktów – bazowy rysunek alfabetu Braille’a. Nawiązanie do niewidomych postaci kultury masowej wprowadza nowe kategorie, rzadko przypisywane osobom z dysfunkcją wzroku: przebojowość i rozpoznawalność.

 

Wystawa odbywa się na uboczu, ale jest wyjątkowo ważna. Wystarczy, że tworzy sytuację swobodnego spotkania z niewidomym, w której to on ma silniejszą pozycję. Dobrze się na nią wybrać właśnie po to, żeby porozmawiać z przewodnikami. To świetnie dobrani ludzie: dynamiczni, pasjonaci. Tomek, przewodnik, który oprowadzał mnie, napomknął między wierszami o swoich wyprawach w góry i rejsach morskich. Przypomina mi Tommy’ego Edisona, amerykańskiego niewidomego, który prowadzi własny kanał na Youtubie. To fenomen, Jeremy Clarkson wśród niewidomych. W pięciominutowych odcinkach opowiada o codziennych czynnościach: wyjmowaniu pieniędzy z bankomatu, obsłudze iPhone’a czy pieczeniu hamburgera. Udziela odpowiedzi na pytania z cyklu „wszystko, co chcielibyście wiedzieć, ale boicie się zapytać”. Jest znany także jako niewidomy krytyk filmowy. Przez cały czas tweetuje: umieszcza w sieci zdjęcia tego, na co by patrzył, gdyby widział. Niewielu jest takich jak Tommy Edison, którzy z luzem i dystansem opowiadają o swojej niepełnosprawności, występują na Youtubie, balansując na granicy ośmieszenia. Jak dobry komik, Edison swoim śmiechem nie ukrywa trudności, ale mówi o nich wprost. Dzięki potoczystej frazie natychmiast tworzy więź z widzem i eliminuje zakłopotanie.

 

Niewidzialna wystawa, Warszawa

http://niewidzialna.pl/

 

Tommy Edison Experience

www.youtube.com/user/tommyedisonxp

 

Przeczytaj inne teksty Autorki.