dwutygodnik internetowy
29.04.2019
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Flisowska: Bez kobiet Kościół zawsze będzie narażony na nadużycia

Walczymy o to, żeby świeccy, w tym kobiety, brały odpowiedzialność za swój Kościół. Bo do tej pory byli i były przyzwyczajone do tego, że to nie oni i one są Kościołem. Najważniejsze jest zatem, żeby poczuli i poczuły, że to jest tak samo ich Kościół jak i biskupa.

ilustr.: Zofia Kiljańska

ilustr.: Zofia Kiljańska

 

ALA BUDZYŃSKA: Czy nieobecność głosu kobiet w Kościele ma jakikolwiek związek z tym, jak Kościół jako instytucja nie radzi sobie z rozliczeniem przestępstw seksualnych?

ZUZANNA FLISOWSKA: Mam wrażenie, że tak, choć być może nie w bezpośredni sposób. We wspólnocie zbudowanej na wykluczeniu, niedopuszczaniu jakichś grup do władzy, uruchamiają się niebezpieczne procesy. Osoby sprawujące władzę zaczynają chronić własne przywileje. Drugą rzeczą jest brak transparentności. Nie chodzi o to, że kobiety jako kobiety wnoszą coś szczególnego, tylko o to, że bez ich udziału tworzy się struktura zamknięta na dużą grupę osób, unikająca kontroli zewnętrznej. Kościół bardzo często jest nie tylko zamknięty na tę kontrolę, ale nawet na otwartą dyskusję. Zamiast tego ma łatwość w mówieniu: „Nie, tej sytuacji nie będziesz komentować, ponieważ nie należysz do naszego grona. Tutaj nie będziesz podejmować decyzji, ponieważ nie należysz do naszego grona. Nie zobaczysz archiwów kościelnych, bo nie należysz do naszego grona” – i tak dalej. Kiedy nie dopuszcza się świeckich, w tym kobiet, do wielu obszarów funkcjonowania Kościoła, pojawia się znacznie większe ryzyko nadużyć.

Czyli chodzi o demokratyzację Kościoła?

Trzeba by konkretnie zdefiniować ten termin. Ale faktycznie, władza powinna być sprawowana w radykalnie inny sposób niż dotychczas. Problemem jest brak kobiet w miejscach, gdzie podejmowane są decyzje, ale również na uniwersytetach teologicznych, w gronach ekspertów. W wielu sytuacjach odruchowo się ich nie zaprasza. Podobnie zresztą jak świeckich w ogóle.

Działasz w ramach organizacji Voices of Faith, która organizuje kampanię #overcomingsilence walczącą o to, aby głos kobiet w Kościele był mocniejszy. Jest to jednocześnie apel o dopuszczenie świeckich do głosu. Czy wasz ruch gromadzi wyłącznie osoby świeckie?

Tak, jesteśmy zespołem niezależnym od Kościoła instytucjonalnego, chociaż wszystkie jesteśmy katoliczkami. Lubimy nazywać się międzynarodową inicjatywą, ponieważ w różnych projektach współpracujemy z różnymi osobami. Czasami również konsekrowanymi. Na przykład podczas Międzynarodowego Dnia Kobiet, który organizowałyśmy w Watykanie, wśród mówczyń były także zakonnice. W kampanii #overcomingsilence wzięło już udział kilkadziesięcioro zakonnic i księży, którzy opublikowali swoje zdjęcia na naszej stronie. Benedyktynki z Australii czy Szwajcarii zaangażowały się jako cały klasztor.

Z jakimi reakcjami spotkałyście się ze strony innych sióstr zakonnych? Temat zaangażowania kobiet w Kościele powinien być im szczególnie bliski…

Bardzo dużo zależy od kraju i kultury, z których pochodzą te kobiety. Entuzjastycznie zareagowały na przykład zakonnice z Niemiec, Austrii, Szwajcarii. Z wieloma z nich miałyśmy już wcześniej kontakt przy okazji różnych projektów. Niektóre chcą przystąpić do kampanii całym klasztorem, mówią o tym, że to rzeczywiście jest problem i należy o nim głośno mówić. Znaczące jest to, że osobiście wypowiadają się znacznie śmielej, niż gdy mówią jako na przykład przeorysze zakonu.

Ostatnio brałam udział w konferencji prasowej zorganizowanej przez unię przełożonych generalnych, które brały udział w szczycie na temat ochrony nieletnich w Watykanie. Dziesięć kobiet, które w nim uczestniczyło, zorganizowało później konferencję prasową, aby opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Bardzo wyraźnie słychać było to, jak ważne jest dla nich, żeby kobiety były na takich spotkaniach; że czekają na możliwość głosowania na synodach. Natomiast jeśli mają podpisać się pod konkretną kampanią taką jak #overcomigsilence, wolą być ostrożne, wolą poczekać.

Jakie dokładnie cele stawiacie sobie w kampanii?

Pierwszy to możliwość glosowania przez kobiety na synodach. Drugim celem, odleglejszym, jest zajmowanie przez kobiety przywódczych stanowisk w Watykanie. Ostatni, najbardziej ogólny, to rozpoczęcie dyskusji o roli kobiet w Kościele.

Czy planujecie, do czego dyskusja ta miałaby prowadzić?

Staramy się wykreować globalną kampanię, która stałaby się punktem wyjścia do tego, żeby zacząć mówić o temacie. Wiele środowisk zauważa problem, ale wciąż brakuje nam platformy do takiej debaty. A ta z kolei potrzebna jest do zmiany mentalności, o którą chodzi. Oczywiście, mamy pewne marzenia dotyczące tego, co konkretnie powinno się zmienić, ale najważniejsze na razie jest rozpoczęcie jakiejkolwiek rozmowy. Dlatego tylko jeden z naszych postulatów dotyczy konkretnego rozwiązania – możliwości głosowania przez kobiety na synodzie. Na poprzednich synodach mogły głosować osoby niewyświęcone i byli to tylko mężczyźni. Dlaczego nie także kobiety? Siostry zakonne biorą udział w tych synodach jako słuchaczki, czymś naturalnym więc wydaje się to, żeby mogły głosować.

Podobnie jest z celem związanym z pracą w Watykanie. Zebrałyśmy dane na temat tego, ilu mężczyzn i ile kobiet świeckich pracuje w Watykanie i które z tych osób mają wpływ na podejmowane decyzje. Wskazujemy te sytuacje, w których coś mogłoby się zmienić. Są stanowiska otwarte dla świeckich, a to znaczy, że są otwarte również dla kobiet. Zabiegamy o otwarte konkursy na te stanowiska i transparentność kryteriów zatrudnienia.

A jeśli chodzi o postulat dotyczący dyskusji, przyjmujemy, że nie mamy monopolu na rację, stąd nie mówimy, dokąd debata miałaby prowadzić. Widzimy pewien problem w tym, że kobiety nie mówią swoim głosem, i to jest coś, co należałoby zmienić. Pewna podstawa. Chciałybyśmy, żeby możliwie dużo osób mogło utożsamić się z tymi postulatami. Jako Kościół nie możemy chyba przewidzieć, co wynikłoby z takiej dyskusji. Na przykład z soboru o roli świeckich, podczas którego poważnie potraktowano by wszystkie zmiany społeczne z ostatniego wieku i przemyślano by je w kluczu teologicznym…

Ale co, jeśli taka debata doprowadziłaby do dowartościowania kobiet w tym samym duchu, w którym zrobił to Jan Paweł II w nowym feminizmie? Z mojej perspektywy to efekt odwrotny niż to, o co walczymy.

Mam poczucie, że w Kościele, nie instytucjonalnym, ale w wiernych, rośnie przekonanie o tym, że z wizją kobiety i jej roli, jaką proponuje Kościół, jest coś nie tak. Chciałybyśmy dać wybrzmieć tym głosom. I te konkretne cele, które proponujemy, może są drobne, ale byłyby takimi zmianami-symbolami.

Czy to nie jest jednak za mało? Od lat istnieją organizacje walczące o, przykładowo, kapłaństwo kobiet.

Rzeczywiście, my nie mówimy o kapłaństwie, tylko o przywódczych stanowiskach dla kobiet. Wskazujemy na problem nieobecności ekspertek, na układy sił w parafiach czy wspólnotach religijnych. Widać już zresztą realne zmiany – podczas ostatniego szczytu biskupów na temat nadużyć i przestępstw seksualnych było dziewięć przemówień, w tym trzy z nich to były przemówienia kobiet. Bardzo silne, szczere i świeże głosy. To są oczywiście małe kroki, nie rewolucja, ale dają nadzieję na większą zmianę.

Chcecie zmieniać instytucję, nie teologiczną interpretację doktryny?

Tak. Chcemy działać tam, gdzie doktrynalnie jest to możliwe, i pokazywać, że Kościół może się zmieniać i w przyszłości może być inny.

Da się to zrobić bez lobbowania w Watykanie?

W pierwszym etapie kampanii chcemy zebrać głosy, każdy może na naszej stronie wgrać swoje zdjęcie z krótkim przesłaniem. Na koniec oficjalnie poinformujemy Watykan o naszych działaniach i przedstawimy ich efekt.

I czego oczekujecie? Jaki byłby wasz wymarzony scenariusz zakończenia kampanii?

Szczerze mówiąc, mamy nadzieję, że pierwszy z naszych celów zostanie zrealizowany jeszcze przed końcem kampanii. Synod dotyczący Amazonii odbędzie się już za kilka miesięcy i liczymy na to, że już na nim kobiety będą mogły głosować.

Czy gdzieś oficjalnie pojawiło się takie zapewnienie?

Nie, mamy tylko taką nadzieję. Podczas tej konferencji przełożonych generalnych, o której wspominałam, one również tę nadzieję wyraziły. W zeszłym roku zbierałyśmy też podpisy pod petycją w tej sprawie i teraz na wiosnę przypomnimy się w Watykanie z tym, że na ostatnim synodzie nie udało się tego zrealizować, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby udało się w tym roku.

Jeśli chodzi o nasze oczekiwania co do dwóch pozostałych postulatów, liczymy na to, że przynajmniej ktoś zostanie wydelegowany do tego, aby się z nami spotkać i porozmawiać na ten temat.

A kim właściwie jesteście? Skąd wziął się pomysł i jak to się zaczęło?

Jest nas pięć. Jesteśmy my dwie w Rzymie, jest jedna osoba w Australii, jedna w Niemczech i jedna w Liechtensteinie. Wszystko zaczęło się właśnie od Dni Kobiet w Watykanie, które odbywały się przez pięć lat (ostatni raz poza Watykanem, w Kurii Generalnej Towarzystwa Jezusowego). To były wydarzenia, podczas których kobiety z różnych kręgów kulturowych i o różnym statusie w Kościele wypowiadały się na temat swojego powołania, wierności sumieniu i trudności, jakie napotykały. Voices of Faith początkowo było więc coroczną inicjatywą, a nie codzienną obecnością w Rzymie.

Od listopada zeszłego roku postanowiłyśmy zmienić trochę sposób działania i otworzyłyśmy biuro w Rzymie. Teraz staramy się odpowiadać na bieżąco na różne wydarzenia, oddając głos kobietom, tak jak to się działo podczas konferencji dotyczącej nadużyć seksualnych w Kościele. Zaprosiłyśmy kobiety, żeby to skomentowały, żeby pokazały swoją perspektywę. Oprócz uruchomienia kampanii chcemy także zaprojektować cykl spotkań o charakterze bardziej naukowym.

Spotkałyście się z krytyką waszych działań?

Tak. Dla jednych jesteśmy zbyt konserwatywne, bo nie walczymy o kapłaństwo kobiet. Dla innych zbyt postępowe, bo mówimy o radykalnych zmianach w Watykanie. Spotykamy się też z reakcjami mówiącymi, że rola kobiet nie jest centralnym problemem Kościoła lub że jest to problem wręcz przez nas wymyślony. Zdarza się też oczywiście milczenie po stronie Kościoła instytucjonalnego, na przykład gdy zapraszamy kogoś z Watykanu do udziału w organizowanych przez nas spotkaniach. Najbardziej skrajna była reakcja na piąty z rzędu Dzień Kobiet w 2018 roku. Dostałyśmy odpowiedź, że zostaniemy przyjęte do Watykanu, jeśli zrezygnujemy z dwóch osób, które zostały przez nas zaproszone. Zdecydowałyśmy, że nie możemy tego zrobić, bo naszym celem jest właśnie pokazywanie różnorodności głosów, więc albo przyjmujemy je wszystkie, albo cały projekt traci sens.

Czy tak widzisz waszą rolę w przyszłości – jako oddawanie głosu kobietom? Czy zmieni się ona jakoś, jeśli uda się zrealizować postulat uczestnictwa kobiet w synodzie?

Obawiam się, że cel generalny, to znaczy osiągnięcie równości i partycypacji kobiet w decyzjach w Kościele, jest czymś, czego osiągnięcie może zająć bardzo dużo czasu. Dlatego nasza praca polegająca na dążeniu do uświadamiania, pokazywania problemu i możliwości rozwiązań pewnie szybko się nie zmieni. Wskazujemy również rzeczy, które powinny się zmienić, ale na które nie mamy jeszcze gotowych odpowiedzi. Jedną z nich jest chociażby to, czy władza w Kościele powinna być zależna od święceń. To kluczowe, żeby taką dyskusję w ogóle otworzyć, pokazać różnorodność perspektyw.

Priorytetem jest dotarcie do Watykanu czy do konkretnych parafii?

Mam wrażenie, że póki nie zmieni się świadomość i sposób działania Kościoła również na poziomie parafialnym, na poziomie mentalności poszczególnych wiernych, nie mamy co liczyć na pełną równość „na górze”. Te zjawiska są sprzężone. Oczywiście decyzje Watykanu i to, jak wygląda sprawowanie władzy, wpływają na świadomość ludzi, ale również świadomość przyczynia się do wywierania presji. Zwłaszcza w sytuacjach, w których zajmowanie stanowisk przez kobiety nie wymaga zmian strukturalnych.

Trudno się z tym nie zgodzić, ale z drugiej strony, jeśli spojrzeć na to z polskiej perspektywy, to wydaje mi się, że łatwiej o zmiany w Watykanie niż w polskim Kościele.

To prawda, ale niestety natura zmian w Kościele jest taka, że to musi być równowaga między zmianami odgórnymi a oddolnymi. Wiadomo, że papież i biskupi są niezwykle decyzyjni, ale potrzebna jest też presja zaangażowanych świeckich.

Jasne. Chociaż na przykład w sytuacji kryzysu uchodźczego próżno było czekać na zdecydowany głos Kościoła w Polsce, zanim papież nie wypowiedział się na ten temat, a nawet po tym trudno mówić o rewolucyjnych działaniach.

Na pewno jest tak, że słowa papieża mają ogromną wagę. Widzieliśmy to chociażby w kwestii przemocy wobec zakonnic. Pojawiały się wcześniej artykuły, były organizowane konferencje, ale dopiero gdy papież raz odpowiedział na jedno pytanie, właściwie jednym zdaniem, wystarczyło, żeby opinia publiczna powiedziała: „Tak, ten problem istnieje”. Nagle wszyscy dziennikarze się tym zainteresowali. Natomiast jeśli walczymy o to, żeby kobiety partycypowały w decyzjach, żeby brały udział w gremiach, to również te kobiety muszą tego chcieć. Inaczej nie wykonamy tej pracy. Walczymy więc o to, żeby świeccy, w tym kobiety, brali odpowiedzialność za swój Kościół. Bo do tej pory byli i były przyzwyczajone do tego, że to nie oni i one są Kościołem. Najważniejsze jest zatem, żeby poczuli i poczuły, że to jest tak samo ich Kościół jak i biskupa.

 

ZUZANNA FLISOWSKA – skończyła teologię w jezuickim Collegium Bobolanum i historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Po kilku latach pracy w warszawskich instytucjach kultury i aktywności badawczej, przeniosła się do Rzymu, by pracować w międzynarodowej inicjatywie Voices of Faith, która działa na rzecz udziału kobiet w kierowaniu Kościołem.

***

Dobry tekst? Pomóż nam pisać więcej! Działalność Kontaktu można wspierać finansowo w serwisie Patronite.

Zachęcamy do lektury 32 numeru „Kontaktu” pt. „Kobiety w Kościele”, który można zamówić w naszym sklepie.

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Radzik: Koszt kobiet, koszt Kościoła

Czy płeć jest do zbawienia koniecznie potrzebna?