dwutygodnik internetowy
28.07.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Bardzo poszukiwany człowiek

Przedstawiony tu świat pełen jest manipulacji, wzajemnych zależności, bezsensownych konfliktów i ambicji. Może właśnie dlatego tak łatwo niego uwierzyć.

John le Carre to pisarz, który ma wielkie szczęście – zwłaszcza w ostatnich latach – do ekranizacji swoich książek. Trzy lata temu mogliśmy cieszyć się znakomitym „Szpiegiem”, teraz zaś do kin trafia „Bardzo poszukiwany człowiek” Antona Corbijna. I chociaż ustępuje on poziomem poprzednikowi, z jednego powodu (o którym później) zostanie zapamiętany w historii.
 
Akcja filmu dzieje się w Hamburgu, do którego przybywa wycieńczony, ranny Issa Karpov – muzułmanin, pół Czeczen, pół Rosjanin. Jako że rości sobie prawa do ogromnej sumy pieniędzy, którą jego ojciec zostawił w banku, natychmiast staje się celem służb specjalnych, jako potencjalny terrorysta.
 
Od razu muszę uprzedzić, że jeśli ktoś nastawia się w związku z tym na trzymającą w napięciu produkcję, to się zawiedzie. „Bardzo poszukiwany człowiek” pozbawiony jest niemal napięcia, głównie dlatego, że go nie potrzebuje. Fabuła nie skupia się bowiem na zagadce, czy Karpov jest terrorystą czy nie, tylko na rozpracowujących go służbach bezpieczeństwa. Film pokazuje ich świat po zamachach z 11 września – i nie jest on zbyt sympatyczny. Ani metody, które są tu stosowane, ani fakt, że poszczególne instytucje zdają się przywiązywać większą wagę do własnych interesów niż dbania o spokojny sen społeczeństwa, nikomu się raczej nie spodobają. Jakby mało było osobistych ambicji i typowej rywalizacji między służbami, ważne są tu również kwestie narodowe – wywiad niemiecki, brytyjski i amerykański chce czegoś innego, inaczej też patrzy na potencjalnego terrorystę. Czy rzeczywistość również tak wygląda, nie mam pojęcia (bo i skąd), jednak wizja zaprezentowana w „Bardzo poszukiwanym człowieku” jest wiarygodna i przekonująca. A także bardzo przygnębiająca, co dodatkowo zostaje wzmocnione zimnymi, utrzymanymi w ponurych barwach zdjęciami.
 
Jak już wspomniałem wcześniej, film Corbijna przejdzie do historii, ponieważ swoją ostatnią pierwszoplanową rolę przed tragiczną śmiercią zagrał tu Philip Seymour Hoffman. Wyraźnie widać, jak wiele straciło kino wraz z jego odejściem. Gunther Bachmann, szef jednostki antyterrorystycznej, którego gra jest człowiekiem w trakcie ciągłej wojny, żyjącym wyłącznie pracą, ale też wyraźnie niczego więcej nie potrzebującym. Nie ma żadnych złudzeń, zdarza mu się łamać zasady, ale – co cenne – nie usprawiedliwia się tandetnymi wymówkami. Nie mając do nikogo zaufania (jak się kilkakrotnie okaże, słusznie), początkowo skoncentrowany jest na odniesieniu sukcesu. Później jednak, mimo że głównym celem jest dorwanie ważnych osobistości finansujących terroryzm, zdaje się współczuć Karpovowi, o którym wie, że jest niewinny i pomóc mu na miarę swoich możliwości. Hoffman doskonale portretuje swojego bohatera, który niemal nie schodzi z ekranu. Jego Gunther jest jakby idealnym podsumowaniem „Bardzo poszukiwanego człowieka” – za sprawą mimiki, głosu, a nawet sposobu poruszania się, Hoffman wprowadza jeszcze więcej ponurego nastroju do filmu. Na drugim planie warto zwrócić uwagę na ciekawych Robin Wright i Willema Dafoe.
 
Nie mam wątpliwości, że „Bardzo poszukiwany człowiek” nie wszystkim przypadnie do gustu. Miłośnicy akcji z pewnością będą narzekać, że jest to film gadany (dialogi, skądinąd, są bardzo dobre) i niewiele się w nim dzieje. Dla mnie nie ma to jednak znaczenia, tym bardziej, że film Corbijna ani przez chwilę nie nudzi. Na pewno też nikomu nie poprawi humoru. Przedstawiony tu świat pełen jest manipulacji, wzajemnych zależności, bezsensownych konfliktów i ambicji. Może właśnie dlatego tak łatwo niego uwierzyć.
 

  • Jannaj

    Warto dodać, że to zaskakujące jak dokładną ekranizacją powieści jest “Bardzo poszukiwany człowiek” i to – co rzadkie – bez uszczerbku dla filmu. Częściowo wynika to z bardzo “filmowego” charakteru książki i plastycznego stylu Le Carre.
    Reżyser oczywiście ograniczył niektóre poboczne wątki, ale niemal wszystkie zasugerował, “zarysował” na marginesach wykorzystując je do pogłębienia postaci. Na przykład rozpadające się małżeństwo bankiera Brue – szerzej opisane w powieści – w filmie zarysowane jest tylko jedną sceną.