dwutygodnik internetowy
20.11.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

„Azja Express” – podróż do źródeł dominacji

Europejskie oko ocenia, co jest ładne i fajne, a co nieładne, niefajne i straszne. Na głos mieszkańców, społeczne, ekonomiczne czy polityczne aspekty i przyczyny zarówno nędzy, jak i bogactw Indii i Sri Lanki nie ma w programie miejsca.

ilustr.: @marjacielecka

Wyobraźmy sobie taką sytuację: w dużym biurowcu w centrum Warszawy mniej więcej pięćdziesięciu informatyków pracuje w czwartkowe przedpołudnie w sali open space. Każdy siedzi przy swoim komputerze i w skupieniu wklepuje niezrozumiałe dla zwykłego śmiertelnika dane. Nagle do sali wpadają trzy rozemocjonowane osoby z krótkofalówkami, podbiegają do każdego pracownika po kolei, uważnie mu się przyglądają z odległości kilkunastu centymetrów i krzyczą do walkie-talkie: „Ma ogromny nos i grube okulary, to ten?”, „Łysiejący, czerwona twarz, duży pieprzyk na lewym policzku – to nasz?”, „Siwy, krzywe zęby, kolczyk w prawym uchu! Mamy go?”. Gdy ktoś znajdzie „swojego” informatyka, łapie go za ramię, odciąga od komputera i prowadzi na parter, gdzie znajduje się miejsce zbiórki, po czym pędzi z powrotem do open space’u.

To wszystko gra. Jedna osoba z pary wybiera zdjęcia trzech mężczyzn, których jej partner lub partnerka ma, wyłącznie na podstawie opisu, odnaleźć wśród wszystkich pracowników i jak najszybciej sprowadzić w wyznaczone miejsce. Komunikować się mogą za pomocą krótkofalówek, liczy się więc refleks, znajomość drugiej osoby, empatia. Nagrodą w konkursie jest „amulet” wart dziesięć tysięcy złotych, przeznaczony dla pary, która najsprawniej odnajdzie „swoich” informatyków. Ale coś tu zgrzyta, prawda?

A teraz wyobraźmy sobie, że gra o tych samych zasadach toczy się nie w Warszawie, a na Sri Lance, graczami są polscy celebryci, „planszą” plantacja herbaty, a „pionkami” czy „trofeami” kobiety zbierające herbaciane liście. Jedna osoba z pary wybiera trzy panie, druga ma je przyprowadzić w miejsce zbiórki. To jedno z wielu zadań, które musieli wykonać bohaterowie drugiego sezonu TVN-owskiego reality show „Azja Express”. „Pierwsza pani ma takie śmieszne wystające zęby” – krzyczy do krótkofalówki Oliwia Cabaj, partnerka serialowej aktorki Marty Wierzbickiej – „Dobra! Mam ją!” – Marta łapie ubraną w sari starszą kobietę za przedramię i biegiem sprowadza ją na dół („Faster! Please, faster!”), gdzie czeka Agnieszka Szulim, która następnie dokładnie ogląda twarz pracownicy plantacji i porównuje ją do osoby ze zdjęcia: „Świetnie, dziewczyny, to ta pani!”.

Sukces okupiony jest wielkim wysiłkiem: jest bardzo gorąco, ogromne pole herbaciane znajduje się na wzgórzu, przypomina labirynt. Do tego wszystkie pracownice są do siebie stosunkowo podobne – ubrane w sari, ze związanymi włosami, na czole mają kropki! Niektóre z nich na szczęście są na tyle uprzejme wobec graczy, że noszą kolczyk lub okulary. Każdy chce wybrać jak najbardziej charakterystyczne panie, więc osoby będące w roli „opisywaczy” musiały wykazać się spostrzegawczością i refleksem, gdy wybierały „swoje” zbieraczki spośród pięćdziesięciu zdjęć wywieszonych na wielkiej tablicy. Uczestnicy programu nie mają łatwo. „Azja Express” to nie tylko „niezapomniana przygoda”, ale także, jak sami to określali, prawdziwa walka o przetrwanie, gdzie liczy się „hart ducha, upór i wytrwałość”. Idea programu jest następująca:

– polscy celebryci jadą z partnerem lub partnerką do Azji;

– mają przejechać określony dystans, zjeść i spać za dolara dziennie;

– mają wykonać określone zadania, by otrzymać warte od kilku do kilkunastu tysięcy złotych „amulety”.

Polscy celebryci jadą do Azji

„Wyjazd do Azji to jest dla nas sprawdzian, jak sobie poradzimy, nie?” (Tymon Tymański).

Edward Said we wstępie do „Orientalizmu” pisze:

„[orientalizm] mam na myśli sposób widzenia Wschodu przez pryzmat szczególnych europejskich (zachodnich) doświadczeń. […] [orient] jest to także teren największych, najbogatszych i najstarszych kolonii europejskich, źródło cywilizacji i języków Europy, jej rywal kulturowy i, wreszcie, jeden z najmocniejszych, najgłębiej utrwalonych europejskich obrazów „obcego”. Nadto pojęcie Wschodu pozwoliło lepiej zdefiniować Europę (Zachód) – jako przeciwstawny obraz, ideał, osobowość, doświadczenie. A jednak w tak pojętym Wschodzie nic nie jest czystym tworem wyobraźni, Orient stanowi bowiem integralną część rzeczywistej europejskiej cywilizacji i kultury. Tę właśnie część stanowi orientalizm […] jako rodzaj dyskursu społecznego, mającego oparcie w specyficznych instytucjach, w słownictwie, w programach szkolnych, w wyobraźni, w doktrynach czy nawet w systemie biurokracji kolonialnej lub w kolonialnym stylu życia”.

Wydana w 1978 roku książka Saida stanowiła przełom w naukach społecznych i humanistycznych, stała się też podstawą studiów postkolonialnych. Pochodzący z Palestyny autor pokazywał, w jaki sposób wyobrażenie Wschodu, w skład którego wchodzą tak odległe geograficznie i kulturowo kraje jak na przykład Egipt i Chiny, konstruowane przez zachodnią naukę, sztukę i kulturę, wspiera zachodnią dominację polityczną i cywilizacyjną. Zbudowana na stereotypach wizja Wchodu, jako tajemniczego, nieokiełznanego, o rozbudowanej tradycji, lecz także dzikiego i zacofanego, pozwalała widzieć siebie (Zachód) jako ostoję cywilizacji i racjonalizmu, legitymizując tym samym kolonialny układ sił. To zachodnia nauka i literatura jest ogólnie obowiązująca, to „my” opisujemy „ich”, tworząc tym samym system, w którym europocentryczna wizja świata ubrana jest w zdradliwy płaszcz oczywistości i naturalności. Władza symboliczna, polegająca przede wszystkim na możliwości tworzenia dyskursu, przekłada się zatem na całkiem realną (i bywa że całkiem krwawą) władzę polityczną.

Pomimo że „Orientalizm” miał szeroki rezonans, także poza hermetycznym gronem osób zajmujących się naukami społecznymi, TVN-owscy decydenci ewidentnie nie zapoznali się z tą pozycją, a w każdym razie nie wzięli jej sobie do serca. W pierwszym sezonie superprodukcji synekdochą Azji były Tajlandia, Kambodża, Laos i Wietnam. W drugim reprezentację tego ogromnego i zróżnicowanego pod każdym względem kontynentu stanowią Sri Lanka i Indie. Także tytuł programu jest mylący – w „Azja Express” sama „Azja” – czy jej poznawanie – nie stanowi głównego tematu, jest jedynie atrakcyjnym i kolorowym tłem do pokazania zmagań sławnych uczestników. A skoro obraz Azji stanowi tylko tło, siłą rzeczy musi być uproszczony i sprowadzony do najbardziej charakterystycznych i ciekawych z perspektywy widza aspektów. I na tym polega problem – Azja ma być interesująca dla polskiego (zachodniego) widza, a zatem to kryterium przyjemności oglądającego decyduje o tym, z której strony pokazywana jest w programie rzeczywistość Indii czy Sri Lanki. Kryterium to bazuje z kolei na opozycji między swojskim i znanym a tym, co dzikie, nieoswojone, a przez to fascynujące. W efekcie dostajemy od TVN-u doskonałą ilustrację tez Saida: „Azja” jest tu niezwykle bogata kulturowo (abstrahując już od tego, że z antropologicznego punktu widzenia samo pojęcie „bogactwa kulturowego” jest dość kontrowersyjne), pełna buddyjskich świątyń, kolorowych sari, starożytnych ruin i niespotykanych w Europie zwierząt. Z drugiej strony jest także niebezpieczna, dzika i zacofana. Małpy, słonie i tygrysy okazują się groźne, kiedy uczestnicy programu mają za zadanie zrobić sobie z nimi „selfie” w indyjskim rezerwacie przyrody lub gdy muszą odebrać karteczkę z kolejną destynacją kobrze, którą Hindus wyciągnął z koszyka (jak to Hindus!). Indie stają się powodem do płaczu dla Marty Wierzbickiej, gdy trafia do ubogiego, pełnego śmieci i złożonego głównie ze slumsów miasteczka: „Syf i malaria to jest mało powiedziane” konstatuje jej nowy partner Stanisław Karpiel-Bułecka, po czym w takt dramatycznej muzyki, na zwolnionym filmie widzimy zanieczyszczoną rzekę, góry śmieci, w których grzebie świnia – i ludzi. Staszek dodaje następnie, że „gdyby oni jeszcze wyrzucali to za swoją wioskę, to by jeszcze może jakoś wyglądało, ale oni żyją w symbiozie z tym. Nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić”. „Wracamy wehikułem czasu do lat 80., do Polski, do PGR-u” – stwierdza dramatycznie w innym odcinku Michał Piróg.

Dialektyka zachwytów i przerażenia nadaje rytm całemu programowi. Europejskie oko ocenia, co jest ładne i fajne, a co nieładne, niefajne i straszne. Na głos mieszkańców, społeczne, ekonomiczne czy polityczne aspekty i przyczyny zarówno nędzy, jak i bogactw Indii i Sri Lanki nie ma w programie miejsca. Obraz Azji, obok natury czy cudów architektury, tworzą także, a może przede wszystkim, jej mieszkańcy. I to jest chyba najbardziej problematyczny element procesu kreowania tej wizji.  „O ile mężczyzna w dhoti wygląda, jakby po prostu wyszedł spod prysznica i owinął się ręcznikiem, o tyle kobieta w kolorowym sari to jeden z najpiękniejszych widoków w Indiach” – zauważa rezolutnie w siódmym odcinku prowadząca program Agnieszka Woźniak-Starak. Katarzyna Domeracka (partnerka w podróży Doroty Gardias) dochodzi z kolei do wniosku, że „zdecydowanie polscy faceci są fajniejsi, ładniejsi i ładniej pachną”. Jest też miejsce na dobre rady: „Oczywiście tu jest bardzo biednie, ja to rozumiem, ale tu jest bardzo dużo bardzo zadbanych kobiet. I nic więcej nie potrzeba, jak tylko dobre chęci i woda, żeby ogarnąć ten straszny bajzel tu!” – stwierdza Joanna Przetakiewicz, projektantka mody.

A, zapomniałam nadmienić: według raportu FAO (Food and Agriculture Organization of the United Nations) z 2017 roku 190,7 miliona Hindusów (14,5 procent całej populacji) cierpi na niedożywienie; zgodnie z raportem Międzynarodowego Funduszu Walutowego z tego samego roku PKB per capita wynosi w Indiach 6694 międzynarodowe dolary, co sytuuje to państwo na 124 miejscu z 189 krajów (dla porównania Polska jest na 44 pozycji, z PKB równym 27 690 dolarów).

Za dolara dziennie

Tuż po zakończeniu zdjęć do Azja Express Michał Piróg wprowadził się do „przytulnego mieszkania w centrum Warszawy”. Kilka dni temu zgodził się oprowadzić po nim czytelników Onetu: „Tu są czarne i białe koszule i część swetrów, w których nie chodzę […], tu są swetry, w których chodzę” – opowiadał, prezentując obszerną szafę.

Podstawowym utrudnieniem, z którym muszą się zmierzyć uczestnicy „Azja Express”, jest brak pieniędzy. Od organizatorów dostają dolara na każdy dzień i za taką sumę muszą zorganizować sobie transport, nocleg i jedzenie. Na naszych łamach pojawił się niedawno tekst Marysi Złonkiewicz, dotyczący taniego podróżowania. Jedną z głównych jego tez jest stwierdzenie:

„[…] ilekroć słyszę lub czytam opinie turystów, że podróżowanie po jakimś kraju jest takie tanie, bo wszyscy ich zapraszali i im wszystko fundowali, to natychmiast powraca do mojej głowy niczym echo myśl: to wcale nie znaczy, że ta podróż była taka tania, to po prostu znaczy, że ktoś inny za nią zapłacił”.

Trudno o lepszą i bardziej zwięzłą krytykę idei taniego podróżowania, zainteresowanych odsyłam zatem do artykułu Marysi. W kontekście „Azja Express”, obok promowania postawy sknerstwa i przerzucania na innych odpowiedzialności za własną wycieczkę, warto też dostrzec sytuację absolutnej nierówności i relację władzy między uczestnikami a „lokalsami”. Kto kiedykolwiek odwiedził kraj naznaczony kolonializmem, mógł zauważyć, że biała skóra „ma swoją moc”. W byłych koloniach, które najczęściej odzyskały niepodległość zaledwie kilkadziesiąt lat temu, relacja podporządkowania, gdzie biały jest panem, a rdzenni mieszkańcy poddanymi, wbrew popularnym wyobrażeniom wcale nie została pogrzebana. Nie jest w związku z tym partnerską sytuacja, w której zamożny Europejczyk prosi ubogiego Hindusa czy Lankijczyka, by go przenocował. Zwłaszcza, gdy cała scena jest nagrywana. Każda para podróżuje w towarzystwie kamerzysty, zatem każda odmowa udzielenia pomocy jest skrzętnie rejestrowana i prezentowana widzom TVN-u. Co więcej, widzowie utożsamiają się raczej z uczestnikami programu, którym towarzyszą na każdym odcinku podróży, niż ze spotkanymi przez nich po drodze ludźmi. Kiedy zatem ktoś odmówi pomocy naszym celebrytom w potrzebie, to ten ktoś traci na tym wizerunkowo, nie zaś celebryta. Co z tego, że ten drugi posiada w Warszawie osobne skrzydło szafy na nienoszone swetry. Co więcej nasi bohaterowie mają ten przywilej, że mogą wylać swoje żale do kamery. Czy to „z offu”, po zakończonym etapie wyścigu, czy też na bieżąco, kiedy ktoś okazał się na tyle bezczelny, że odmówił im noclegu, podwózki czy pomocy w wykonaniu zadania – zapewne kretyńskiego z punktu widzenia Lankijczyka czy Hindusa.

„Kurwa, chujek się nie zatrzymał, no!” – zirytował w siódmym odcinku aktora Pawła Ławrynowicza kierowca ciężarówki, która właśnie znikała na horyzoncie.

„Żeby banda jakichś kurde dziadów mówiła nam, co mamy robić!”; „Tutaj nikt nikomu nie pomaga!” – żali się ze łzami w oczach Marta Wierzbicka w trzecim odcinku. Opisuje sytuację, w której zaproponowała grupie stojących przy drodze mężczyzn, by kupili od nich ryby za sto rupii (zadanie konkursowe). Mężczyźni nie tylko ryb nie chcieli – warto nadmienić, że sytuacja miała miejsce w rybackiej wiosce – ale zaczęli się podśmiewać z dziewczyn.

„Za wysokie jesteśmy dla ciebie i masz kompleks niższości, co?” – mógłby, gdyby mówił po polsku, usłyszeć od Domerackiej w szóstym odcinku uliczny sprzedawca pieczonych kasztanów, który nie oddał jej i Gardias za darmo kasztana ze swojego stoiska. „Ludzie tu w ogóle nie są empatyczni!” – mówi z rozżaleniem Oliwia Cabaj, której jak dotąd całkiem nieźle szło spanie, jeżdżenie i jedzenie na koszt Hindusów i Lankijczyków. „W tej części świata jeśli chce się komuś dopiec, dokopać mu, to się mówi «bad karma»” – wykazał się znajomością kontekstu Ławrynowicz: „Very bad karma for you!” – zwrócił się następnie do policjanta, mającego czelność wyrzucić go z autobusu, którym jechał na gapę.

Ale w programie nie brakuje też wzruszeń i pozytywnych emocji. Modelka Zuzanna Bijoch tak skomentowała w siódmym odcinku wieczór, gdy otrzymały z siostrą nie tylko darmowy nocleg, ale i obfitą darmową kolację: „Myśmy we wcześniejszych miastach takiej biedy nie widziały – tu się dopiero zaczyna. I tu jest niesamowicie, ten dzień był moim zdaniem najbardziej takim barwnym, kolorowym i takim egzotycznym dniem ze wszystkich tutaj w programie. I najlepsze jest to, że po tym wszystkim pan nie chciał od nas pieniędzy!”. Wtóruje jej Julia Bijoch: „Ci ludzie właśnie tak mało mają, a tak dużo jeszcze chcą dać od siebie jeszcze i to jest niesamowite tutaj!”. Jeśli coś w tej historii jest niesamowitego, to – oprócz oczywistego idiotyzmu tych wypowiedzi – ślepota, naiwność i egzotyzowanie biedy.

I wykonują zadania

„Misje”, które wykonują uczestnicy „Azja Express” związane są z wybranymi aspektami lokalnej kultury. Tak jak w przytoczonym na początku tekstu przykładzie, bardzo często „elementami” zadania są Lankijczycy i Hindusi. Zdarza się także, że nasi dzielni celebryci muszą „wejść w buty” mieszkańców: zrobić i sprzedać chipsy z bananów, ryby za dwa tysiące rupii, przenieść tacę z kilkoma szklankami herbaty (na szczęście Michał Piróg pracował kiedyś w gastro!) czy wiadra napełnione wodą z miejsca na miejsce, przejść kilkaset metrów w specyficznych hinduskich klapkach, spędzić dzień ubrani w sari lub dhoti, prowadzić tuk tuka czy… uszyć sobie ubranie w lokalnej szwalni! Szczególnie to ostatnie zadanie, biorąc pod uwagę warunki zatrudnienia w indyjskich, lankijskich czy bangladeskich szwalniach, wydaje się co najmniej niesmaczne i nie na miejscu.

Zadania, do wykonania których konieczna jest współpraca z mieszkańcami, bardzo często sprowadzają się do uprzedmiotowienia i instrumentalizacji Lankijczyków czy Hindusów: „Trzeba poszukać kogoś inteligentnie wyglądającego, a tutaj może być z tym problem. Początkowo nikt nie wyglądał inteligentnie, kompletnie nikt!” – referuje widzom swoją strategię Joanna Przetakiewicz, otrzymawszy zadanie, by nauczyć się na pamięć legendarnej klątwy, którą ktoś musi jej w tym celu poprawnie odczytać.

Przetakiewicz, obok Ławrynowicza, to zresztą naczelna cwaniara programu. Gdy uczestnicy musieli sprzedać ryby za minimum dwa tysiące rupii, projektantka wpadła na rewolucyjny pomysł – postanowiła dokonać transakcji u jubilera:  „Żeby sprzedawać, to nie ma co iść do biednych ludzi, bo oni nie mają pieniędzy. Trzeba iść do bogatych!”.

Każdy odcinek „Azja Express”, wg Nielsen Audience Measurement, oglądało średnio około milion dwieście tysięcy widzów. Oczekiwanie, by telewizja prywatna – jak również publiczna ostatnimi czasy – spełniała jakąkolwiek misję społeczno-edukacyjną jest oczywiście daleko posuniętą naiwnością. Jednak zasada „primum non nocere” powinna obejmować telewizyjnych decydentów. O ile nie widzę nic zdrożnego w fakcie, że grupa celebrytów świadomie godzi się na wizji biegać, pocić, kląć, płakać, wściekać, wymiotować, opowiadać o swoich problemach z perystaltyką czy obgadywać innych celebrytów, o tyle fakt, że te dramatyczne z punktu widzenia uczestników programu wydarzenia podane są w sosie sporządzonym ze stereotypów, uproszczeń, orientalizmu, ignorancji i postkolonialnej mentalności, sprawia, że całe danie staje się absolutnie niestrawne.

„Azja Express” banalizuje problem globalnych nierówności i biedy w krajach rozwijających się, sprowadzając je do egzotycznej ciekawostki, tła dodającego dramaturgii zmaganiom bohaterów. Patrzące z góry i klasyfikujące wszystko wedle własnych kategorii europejskie oko, które straszy w każdej minucie programu, jest czymś więcej niż wykwitem kompletnej ignorancji twórców i bohaterów show. Stanowi, choć zapewne jest to efekt niezamierzony, skuteczne narzędzie reprodukujące stereotypy na temat Wschodu, cementujące i naturalizujące tym samym europocentryczny obraz świata i nierówny układ sił – politycznych i symbolicznych. A wszystko to w białych rękawiczkach, pod pozorem niewinnej rozrywki i radosnej, bądź co bądź, podróży.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy również pokrewne teksty:

„Projekt Lady”: Wyzwolenie do przymusu

Sknera na wakacjach, czyli nie każde oszczędzanie to cnota

Koniec turystyki jaką znamy?

Kapitał białej skóry

Wojciech Tochman: Bieda-turystyka, czyli z iPhonem na nędzarza

 

  • Tadeusz Maciejski

    świetnie napisane!

    • Hanna Frejlak

      bardzo to miłe, dziękuję!

  • Agnieszka Amatullah Wasilewska

    Zupełnie nie rozumiem skąd taka ocena, skąd czelność na
    takie podsumowanie i uznanie widzów Azja Express za ludzi bez rozumu i
    możliwości własnej oceny sytuacji?? Każdy kto wie jak jest w Indiach, nie
    spodziewał się zobaczyć wysuszone z głodu prawie zwłoki leżące na chodnikach,
    no bo nie.

    Kto nie ma pojęcia o Indiach i zna je tylko z kolorowych
    filmów Bollywood, liznął odrobinę sytuacji jaka tam jest naprawdę. Nie bądźmy
    hipokrytami, nie trzeba jechać do biednej części Indii, żeby kogoś nazwać
    małych chujkiem, wystarczy wsiąść do tramwaju w Polsce i nadziać się na smród
    od bezdomnego, który podróżuje zasikany, albo zostać ubrudzonym przez brudną
    wodę z kałuży, która zrobiła nam niezły prysznic przez za szybko jadący samochód.
    Celebryci radzili sobie, pokazali mniejsze lub większe jaja. W telewizji
    widzieliśmy fragment nakręconego materiału. Widać po Nich zmęczenie,
    schudnięcie, momentami psychiczne wyczerpanie. Myślę, że zdarza nam się na co
    dzień bez zmiany klimatu i biegania z pustym żołądkiem rzucać gorszymi
    tekstami.. Nie widzę nic złego w
    zachowaniu Joanny, kiedy poszła sprzedać ryby do jubilera. Jest bystra i
    szczera, wielokrotnie powtarza, że kocha luksus z wzajemnością. Wykorzystuje swój
    codzienny sposób życia i mimo, że jest „damulką z wielką kasą”, umie sobie
    radzić i odpada dopiero przed samym finałem. Nazwanie biednego biednym nie jest
    niczym złym. Przestańmy z tą poprawnością, zaczyna być nieszczera i żenująca.

    Być może w swej naiwności dodam, że mam nadzieję, że
    realizatorzy nagradzali ludzi chcących pomóc.. być może byli poustawiani, a być
    może kiedy wykazali się dobrą wolą dostawali wynagrodzenie.. chociaż też biorę
    pod uwagę, że nie musieli niestety dostać za to kasy.

    Uważam nagonkę na Azję express za naprawdę nie potrzebną
    stratę czasu.

    • Maria

      Och nie, to straszne, że widać po nich zmęczenie. Bo tego zmęczenia totalnie nie widać np. po wychudłym piętnastolatku, który musi brać narkotyki, żeby mieć siłę przewieźć rikszą tłuste dupska białasów, nie?

    • Hanna Frejlak

      Szanowna Pani, po pierwsze – byłabym ogromnie zobowiązana, gdyby zechciała Pani wskazać, w którym dokładnie miejscu tekstu manifestuje się moja “czelność” do uznania widzów “Azja Express” za osoby bezrozumne i pozbawione umiejętności własnej oceny sytuacji. O ile dobrze pamiętam mój artykuł, piszę o widzach w dwóch miejscach: gdy wsuwam teorię, że program skonstruowany jest w taki sposób, by widzowie utożsamiali się z jego uczestnikami oraz na samym końcu, gdy powołując się na dane Nielsen Audience Measurement wskazuję na średnią oglądalność odcinka – milion dwieście tysięcy widzów. Zapewniam, że bez rzetelnych badań (których metodologię aż strach sobie wyobrażać) nie ośmieliłabym się opisać tak wielkiej grupy osób, jako “bezrozumnych”. A i specjalnie nie miałabym w tym interesu, jako że sama do owej grupy należę (obejrzałam na potrzeby tekstu 7 odcinków programu).

      Po drugie – wydaje mi się, że nie do końca zrozumiała Pani główną tezę tekstu. Zgodnie z nią bowiem nie ma symetrii pomiędzy sytuacją, gdy “małym chujkiem” nazwę pana w dużym BMW (a nawet panią w mniejszym Oplu), który na warszawskim skrzyżowaniu obryzgał mnie wodą z kałuży, a sytuacją gdy tym samym mianem określę NA WIZJI Hindusa, który “miał czelność” nie podwieźć mnie swoim tuk tukiem, który zapewne kosztował tyle co moja [celebrycka] dniówka. Jeśli chodzi o przykład z bezdomnym, który wywołuje nieprzyjemne doznania zapachowe, pozwolę sobie pozostawić to, miejmy nadzieję, faux pas, bez komentarza i na wszelki wypadek odesłać Panią do innych naszych tekstów dotyczących osób bezdomnych (pod koniec mojej odpowiedzi). Dodam tylko, że nazwanie bezdomnego “małym chujkiem”, bo śmierdzi, jest zwyczajnie podłe, mam nadzieję, że się zgadzamy w tym punkcie. I nie chodzi tu wcale o poprawność, którą Pani krytykuje, a o zwykłą przyzwoitość.

      Po trzecie – jeśli celebryci mają potrzebę “pokazywania mniejszych lub większych jaj” i związanych z wysiłkiem negatywnych emocji, a widzowie chcą owe jaja i emocje oglądać, proszę bardzo, niech TVN zbuduje Fort Boyard, gdzie demonstracje owych narządów odbywać się będą bez wykorzystywania osób trzecich, estetyzowania biedy, orientalizacji oraz reprodukowania szkodliwych i krzywdzących stereotypów. Jeśli chodzi o “umiejętność radzenia sobie” Joanny Przetakiewicz niespecjalnie imponuje mi zaradność oparta na cwaniactwie, egocentryzmie i pogardzie wobec innych.

      Last but not least – pomimo swej naiwności nie podejrzewam, żeby realizatorzy nagradzali pomocnych Hindusów i Lańczyków. A nawet jeśli tak by tak było, nie zmienia to faktu, że program promuje i reprodukuje szkodliwe postawy i stereotypy, które starałam się wyszczególnić w artykule. I z tego właśnie wynika moje głębokie przekonanie, że nagonka na “Azja Express” jest jak najbardziej wskazana.

      Pozdrawiam,
      HF

      A tu teksty o bezdomności: http://magazynkontakt.pl/porowska-pomoc-bez-przemocy.html ; http://magazynkontakt.pl/powszechne-poczucie-dyskomfortu.html ; http://magazynkontakt.pl/rodzina-nikodema.html

    • Hanna Frejlak

      Szanowna Pani, po pierwsze – byłabym ogromnie zobowiązana, gdyby
      zechciała Pani wskazać, w którym dokładnie miejscu tekstu manifestuje
      się moja “czelność” do uznania widzów “Azja Express” za osoby
      bezrozumne i pozbawione umiejętności własnej oceny sytuacji. O ile
      dobrze pamiętam mój artykuł, piszę o widzach w dwóch miejscach: gdy
      wsuwam teorię, że program skonstruowany jest w taki sposób, by widzowie
      utożsamiali się z jego uczestnikami oraz na samym końcu, gdy powołując
      się na dane Nielsen Audience Measurement wskazuję na średnią oglądalność
      odcinka – milion dwieście tysięcy widzów. Zapewniam, że bez rzetelnych
      badań (których metodologię aż strach sobie wyobrażać) nie ośmieliłabym
      się opisać tak wielkiej grupy osób, jako “bezrozumnych”. A i specjalnie
      nie miałabym w tym interesu, jako że sama do owej grupy należę
      (obejrzałam na potrzeby tekstu 7 odcinków programu).

      Po drugie –
      wydaje mi się, że nie do końca zrozumiała Pani główną tezę tekstu.
      Zgodnie z nią bowiem nie ma symetrii pomiędzy sytuacją, gdy “małym
      chujkiem” nazwę pana w dużym BMW (a nawet panią w mniejszym Oplu), który
      na warszawskim skrzyżowaniu obryzgał mnie wodą z kałuży, a sytuacją gdy
      tym samym mianem określę NA WIZJI Hindusa, który “miał czelność” nie
      podwieźć mnie swoim tuk tukiem, który zapewne kosztował tyle co moja
      [celebrycka] dniówka. Jeśli chodzi o przykład z bezdomnym, który
      wywołuje nieprzyjemne doznania zapachowe, pozwolę sobie pozostawić to,
      miejmy nadzieję, faux pas, bez komentarza i na wszelki wypadek odesłać
      Panią do innych naszych tekstów dotyczących osób bezdomnych (pod koniec
      mojej odpowiedzi). Dodam tylko, że nazwanie bezdomnego “małym chujkiem”,
      bo śmierdzi, jest zwyczajnie podłe, mam nadzieję, że się zgadzamy w tym
      punkcie. I nie chodzi tu wcale o poprawność, którą Pani krytykuje, a o
      zwykłą przyzwoitość.

      Po trzecie – jeśli celebryci mają potrzebę
      “pokazywania mniejszych lub większych jaj” i związanych z wysiłkiem
      negatywnych emocji, a widzowie chcą owe jaja i emocje oglądać, proszę
      bardzo, niech TVN zbuduje Fort Boyard, gdzie demonstracje owych narządów
      odbywać się będą bez wykorzystywania osób trzecich, estetyzowania
      biedy, orientalizacji oraz reprodukowania szkodliwych i krzywdzących
      stereotypów. Jeśli chodzi o “umiejętność radzenia sobie” Joanny
      Przetakiewicz niespecjalnie imponuje mi zaradność oparta na cwaniactwie,
      egocentryzmie i pogardzie wobec innych.

      Last but not least –
      pomimo swej naiwności nie podejrzewam, żeby realizatorzy nagradzali
      pomocnych Hindusów i Lańczyków. A nawet jeśli tak by tak było, nie
      zmienia to faktu, że program promuje i reprodukuje szkodliwe postawy i
      stereotypy, które starałam się wyszczególnić w artykule. I z tego
      właśnie wynika moje głębokie przekonanie, że nagonka na “Azja Express”
      jest jak najbardziej wskazana.

      Pozdrawiam,
      HF

      A tu teksty o bezdomności: http://magazynkontakt.pl/po… ; http://magazynkontakt.pl/po… ; http://magazynkontakt.pl/ro

    • Hanna Frejlak
    • Hanna Frejlak

      Szanowna Pani, po pierwsze – byłabym ogromnie zobowiązana, gdyby zechciała Pani wskazać, w którym dokładnie miejscu tekstu manifestuje się moja “czelność” do uznania widzów “Azja Express” za osoby bezrozumne i pozbawione umiejętności własnej oceny sytuacji. O ile dobrze pamiętam mój artykuł, piszę o widzach w dwóch miejscach: gdy wsuwam teorię, że program skonstruowany jest w taki sposób, by widzowie utożsamiali się z jego uczestnikami oraz na samym końcu, gdy powołując się na dane Nielsen Audience Measurement wskazuję na średnią oglądalność odcinka – milion dwieście tysięcy widzów. Zapewniam, że bez rzetelnych badań (których metodologię aż strach sobie wyobrażać) nie ośmieliłabym się opisać tak wielkiej grupy osób, jako “bezrozumnych”. A i specjalnie nie miałabym w tym interesu, jako że sama do owej grupy należę (obejrzałam na potrzeby tekstu 7 odcinków programu).

      Po drugie – wydaje mi się, że nie do końca zrozumiała Pani główną tezę tekstu. Zgodnie z nią bowiem nie ma symetrii pomiędzy sytuacją, gdy “małym chujkiem” nazwę pana w dużym BMW (a nawet panią w mniejszym Oplu), który na warszawskim skrzyżowaniu obryzgał mnie wodą z kałuży, a sytuacją gdy tym samym mianem określę NA WIZJI Hindusa, który “miał czelność” nie podwieźć mnie swoim tuk tukiem, który zapewne kosztował tyle co moja [celebrycka] dniówka. Jeśli chodzi o przykład z bezdomnym, który wywołuje nieprzyjemne doznania zapachowe, pozwolę sobie pozostawić to, miejmy nadzieję, faux pas, bez komentarza i na wszelki wypadek odesłać Panią do innych naszych tekstów dotyczących osób bezdomnych (pod koniec mojej odpowiedzi). Dodam tylko, że nazwanie bezdomnego “małym chujkiem”, bo śmierdzi, jest zwyczajnie podłe, mam nadzieję, że się zgadzamy w tym punkcie. I nie chodzi tu wcale o poprawność, którą Pani krytykuje, a o zwykłą przyzwoitość.

      Po trzecie – jeśli celebryci mają potrzebę “pokazywania mniejszych lub większych jaj” i związanych z wysiłkiem negatywnych emocji, a widzowie chcą owe jaja i emocje oglądać, proszę bardzo, niech TVN zbuduje Fort Boyard, gdzie demonstracje owych narządów odbywać się będą bez wykorzystywania osób trzecich, estetyzowania biedy, orientalizacji oraz reprodukowania szkodliwych i krzywdzących stereotypów. Jeśli chodzi o “umiejętność radzenia sobie” Joanny Przetakiewicz niespecjalnie imponuje mi zaradność oparta na cwaniactwie, egocentryzmie i pogardzie wobec innych.

      Last but not least – pomimo swej naiwności nie podejrzewam, żeby realizatorzy nagradzali pomocnych Hindusów i Lańczyków. A nawet jeśli tak by tak było, nie zmienia to faktu, że program promuje i reprodukuje szkodliwe postawy i stereotypy, które starałam się wyszczególnić w artykule. I z tego właśnie wynika moje głębokie przekonanie, że nagonka na “Azja Express” jest jak najbardziej wskazana.

      Pozdrawiam,
      HF

      A tu teksty o bezdomności: http://magazynkontakt.pl/po… ; http://magazynkontakt.pl/po… ; http://magazynkontakt.pl/ro

    • Hanna Frejlak

      Szanowna Pani, po pierwsze – byłabym ogromnie zobowiązana, gdyby
      zechciała Pani wskazać, w którym dokładnie miejscu tekstu manifestuje
      się moja “czelność” do uznania widzów “Azja Express” za osoby bezrozumne
      i pozbawione umiejętności własnej oceny sytuacji. O ile dobrze pamiętam
      mój artykuł, piszę o widzach w dwóch miejscach: gdy wsuwam teorię, że
      program skonstruowany jest w taki sposób, by widzowie utożsamiali się z
      jego uczestnikami oraz na samym końcu, gdy powołując się na dane Nielsen
      Audience Measurement wskazuję na średnią oglądalność odcinka – milion
      dwieście tysięcy widzów. Zapewniam, że bez rzetelnych badań (których
      metodologię aż strach sobie wyobrażać) nie ośmieliłabym się opisać tak
      wielkiej grupy osób, jako “bezrozumnych”. A i specjalnie nie miałabym w
      tym interesu, jako że sama do owej grupy należę (obejrzałam na potrzeby
      tekstu 7 odcinków programu).

      Po drugie – wydaje mi się, że nie do końca zrozumiała Pani główną
      tezę tekstu. Zgodnie z nią bowiem nie ma symetrii pomiędzy sytuacją, gdy
      “małym chujkiem” nazwę pana w dużym BMW (a nawet panią w mniejszym
      Oplu), który na warszawskim skrzyżowaniu obryzgał mnie wodą z kałuży, a
      sytuacją gdy tym samym mianem określę NA WIZJI Hindusa, który “miał
      czelność” nie podwieźć mnie swoim tuk tukiem, który zapewne kosztował
      tyle co moja [celebrycka] dniówka. Jeśli chodzi o przykład z bezdomnym,
      który wywołuje nieprzyjemne doznania zapachowe, pozwolę sobie pozostawić
      to, miejmy nadzieję, faux pas, bez komentarza i na wszelki wypadek
      odesłać Panią do innych naszych tekstów dotyczących osób bezdomnych (pod
      koniec mojej odpowiedzi). Dodam tylko, że nazwanie bezdomnego “małym
      chujkiem”, bo śmierdzi, jest zwyczajnie podłe, mam nadzieję, że się
      zgadzamy w tym punkcie. I nie chodzi tu wcale o poprawność, którą Pani
      krytykuje, a o zwykłą przyzwoitość.

      Po trzecie – jeśli celebryci mają potrzebę “pokazywania mniejszych
      lub większych jaj” i związanych z wysiłkiem negatywnych emocji, a
      widzowie chcą owe jaja i emocje oglądać, proszę bardzo, niech TVN
      zbuduje Fort Boyard, gdzie demonstracje owych narządów odbywać się będą
      bez wykorzystywania osób trzecich, estetyzowania biedy, orientalizacji
      oraz reprodukowania szkodliwych i krzywdzących stereotypów. Jeśli chodzi
      o “umiejętność radzenia sobie” Joanny Przetakiewicz niespecjalnie
      imponuje mi zaradność oparta na cwaniactwie, egocentryzmie i pogardzie
      wobec innych.

      Last but not least – pomimo swej naiwności nie podejrzewam, żeby
      realizatorzy nagradzali pomocnych Hindusów i Lańczyków. A nawet jeśli
      tak by tak było, nie zmienia to faktu, że program promuje i reprodukuje
      szkodliwe postawy i stereotypy, które starałam się wyszczególnić w
      artykule. I z tego właśnie wynika moje głębokie przekonanie, że nagonka
      na “Azja Express” jest jak najbardziej wskazana.

      Pozdrawiam!

      A tu teksty o bezdomności: http://magazynkontakt.pl/po… ; http://magazynkontakt.pl/po… ; http://magazynkontakt.pl/ro…

    • Staszek Krawczyk

      Autorka tekstu ma jakieś nietypowe problemy techniczne i nie może zamieścić komentarza, więc zacytuję go tutaj za jej zgodą:

      =============

      Szanowna Pani, po pierwsze – byłabym ogromnie zobowiązana, gdyby zechciała Pani wskazać, w którym dokładnie miejscu tekstu manifestuje się moja „czelność” do uznania widzów „Azja Express” za osoby bezrozumne i pozbawione umiejętności własnej oceny sytuacji. O ile dobrze pamiętam mój artykuł, piszę o widzach w dwóch miejscach: gdy wsuwam teorię, że program skonstruowany jest w taki sposób, by widzowie utożsamiali się z jego uczestnikami oraz na samym końcu, gdy powołując się na dane Nielsen Audience Measurement wskazuję na średnią oglądalność odcinka – milion dwieście tysięcy widzów. Zapewniam, że bez rzetelnych badań (których metodologię aż strach sobie wyobrażać) nie ośmieliłabym się opisać tak wielkiej grupy osób, jako „bezrozumnych”. A i specjalnie nie miałabym w tym interesu, jako że sama do owej grupy należę (obejrzałam na potrzeby tekstu 7 odcinków programu).

      Po drugie – wydaje mi się, że nie do końca zrozumiała Pani główną tezę tekstu. Zgodnie z nią bowiem nie ma symetrii pomiędzy sytuacją, gdy „małym chujkiem” nazwę pana w dużym BMW (a nawet panią w mniejszym Oplu), który na warszawskim skrzyżowaniu obryzgał mnie wodą z kałuży, a sytuacją gdy tym samym mianem określę NA WIZJI Hindusa, który „miał czelność” nie podwieźć mnie swoim tuk tukiem, który zapewne kosztował tyle co moja [celebrycka] dniówka. Jeśli chodzi o przykład z bezdomnym, który wywołuje nieprzyjemne doznania zapachowe, pozwolę sobie pozostawić to, miejmy nadzieję, faux pas, bez komentarza i na wszelki wypadek odesłać Panią do innych naszych tekstów dotyczących osób bezdomnych (pod koniec mojej odpowiedzi). Dodam tylko, że nazwanie bezdomnego „małym chujkiem”, bo śmierdzi, jest zwyczajnie podłe, mam nadzieję, że się zgadzamy w tym punkcie. I nie chodzi tu wcale o poprawność, którą Pani krytykuje, a o zwykłą przyzwoitość.

      Po trzecie – jeśli celebryci mają potrzebę „pokazywania mniejszych lub większych jaj” i związanych z wysiłkiem negatywnych emocji, a widzowie chcą owe jaja i emocje oglądać, proszę bardzo, niech TVN zbuduje Fort Boyard, gdzie demonstracje owych narządów odbywać się będą bez wykorzystywania osób trzecich, estetyzowania biedy, orientalizacji oraz reprodukowania szkodliwych i krzywdzących stereotypów. Jeśli chodzi o „umiejętność radzenia sobie” Joanny Przetakiewicz niespecjalnie imponuje mi zaradność oparta na cwaniactwie, egocentryzmie i pogardzie wobec innych.

      Last but not least – pomimo swej naiwności nie podejrzewam, żeby realizatorzy nagradzali pomocnych Hindusów i Lańczyków. A nawet jeśli tak by tak było, nie zmienia to faktu, że program promuje i reprodukuje szkodliwe postawy i stereotypy, które starałam się wyszczególnić w artykule. I z tego właśnie wynika moje głębokie przekonanie, że nagonka na „Azja Express” jest jak najbardziej wskazana.

      Pozdrawiam,
      HF

      A tu teksty o bezdomności: http://magazynkontakt.pl/porowska-pomoc-bez-przemocy.html ; http://magazynkontakt.pl/powszechne-poczucie-dyskomfortu.html ; http://magazynkontakt.pl/rodzina-nikodema.html

      • Agnieszka Amatullah Wasilewska

        Ludzie, dajcie spokój. Napisalam swoje zdanie. Autorka musi dojrzeć zawodowo i zrozumieć, że nie wszyscy muszą się z nią zgadzać. Pozdrawiam
        Agnieszka Wasilewska

        03.12.2017 13:38 “Disqus” napisał(a):

    • Tatiana Szurlej

      Nie do końca rozumiem o co Pani chodzi, chciałabym jednak zwrócić uwagę przede wszystkim na fakt, że program, który z założenia ma pokazywać jedynie ciemne strony życia w dalekim kraju jest programem szkodliwym. Wszędzie na świecie można znaleźć ludzi biednych, brudnych, chorych, czy w inny sposób nieszczęśliwych i miejsca, których widok nie należy do przyjemnych. Naprawdę nie trzeba po to jechać do Indii. O ile jednak polski widz, któremu pokażemy smutną polską rzeczywistość, będzie wiedział, że jest to tylko pewien wycinek prawdy, w przypadku Indii może on na podstawie takich wyobrażeń zbudować sobie fałszywy obraz kraju, w którym nigdy nie był. Tak się składa, że mieszkam w Indiach i naprawdę w drodze do pracy nie przeskakuję codziennie przez “wysuszone z głodu prawie zwłoki leżące na chodnikach”, a jednak wielu znajomych z Polski nie przyjmuje tego do wiadomości, bo między innymi dzięki takim programom ludzie ci we własnym mniemaniu wiedzą lepiej jak w tych Indiach jest. I mogę sobie strzępić język, mogę przekonywać, że Indie to kraj jak każdy inny, ale do niektórych to po prostu nie trafia, bo oni już zbudowali sobie bezpieczny obraz i to im wystarcza. Żeby chociaż zachowywali to dla siebie, ale nie – będą komentować, będą się wypowiadać, chociaż tak naprawdę często nie mają pojęcia o czym mówią.

  • Hanna Frejlak

    Szanowna Pani, po pierwsze – byłabym ogromnie zobowiązana, gdyby
    zechciała Pani wskazać, w którym dokładnie miejscu tekstu manifestuje
    się moja “czelność” do uznania widzów “Azja Express” za osoby
    bezrozumne i pozbawione umiejętności własnej oceny sytuacji. O ile
    dobrze pamiętam mój artykuł, piszę o widzach w dwóch miejscach: gdy
    wsuwam teorię, że program skonstruowany jest w taki sposób, by widzowie
    utożsamiali się z jego uczestnikami oraz na samym końcu, gdy powołując
    się na dane Nielsen Audience Measurement wskazuję na średnią oglądalność
    odcinka – milion dwieście tysięcy widzów. Zapewniam, że bez rzetelnych
    badań (których metodologię aż strach sobie wyobrażać) nie ośmieliłabym
    się opisać tak wielkiej grupy osób, jako “bezrozumnych”. A i specjalnie
    nie miałabym w tym interesu, jako że sama do owej grupy należę
    (obejrzałam na potrzeby tekstu 7 odcinków programu).

    Po drugie – wydaje mi się, że nie do końca zrozumiała Pani główną tezę tekstu.
    Zgodnie z nią bowiem nie ma symetrii pomiędzy sytuacją, gdy “małym
    chujkiem” nazwę pana w dużym BMW (a nawet panią w mniejszym Oplu), który
    na warszawskim skrzyżowaniu obryzgał mnie wodą z kałuży, a sytuacją gdy
    tym samym mianem określę NA WIZJI Hindusa, który “miał czelność” nie
    podwieźć mnie swoim tuk tukiem, który zapewne kosztował tyle co moja
    [celebrycka] dniówka. Jeśli chodzi o przykład z bezdomnym, który
    wywołuje nieprzyjemne doznania zapachowe, pozwolę sobie pozostawić to,
    miejmy nadzieję, faux pas, bez komentarza i na wszelki wypadek odesłać
    Panią do innych naszych tekstów dotyczących osób bezdomnych (pod koniec
    mojej odpowiedzi). Dodam tylko, że nazwanie bezdomnego “małym chujkiem”,
    bo śmierdzi, jest zwyczajnie podłe, mam nadzieję, że się zgadzamy w tym
    punkcie. I nie chodzi tu wcale o poprawność, którą Pani krytykuje, a o
    zwykłą przyzwoitość.

    Po trzecie – jeśli celebryci mają potrzebę
    “pokazywania mniejszych lub większych jaj” i związanych z wysiłkiem
    negatywnych emocji, a widzowie chcą owe jaja i emocje oglądać, proszę
    bardzo, niech TVN zbuduje Fort Boyard, gdzie demonstracje owych narządów
    odbywać się będą bez wykorzystywania osób trzecich, estetyzowania
    biedy, orientalizacji oraz reprodukowania szkodliwych i krzywdzących
    stereotypów. Jeśli chodzi o “umiejętność radzenia sobie” Joanny
    Przetakiewicz niespecjalnie imponuje mi zaradność oparta na cwaniactwie,
    egocentryzmie i pogardzie wobec innych.

    Last but not least – pomimo swej naiwności nie podejrzewam, żeby realizatorzy nagradzali pomocnych Hindusów i Lańczyków. A nawet jeśli tak by tak było, nie
    zmienia to faktu, że program promuje i reprodukuje szkodliwe postawy i
    stereotypy, które starałam się wyszczególnić w artykule. I z tego
    właśnie wynika moje głębokie przekonanie, że nagonka na “Azja Express”
    jest jak najbardziej wskazana.

    Pozdrawiam,
    HF

    A tu teksty o bezdomności: http://magazynkontakt.pl/po… ; http://magazynkontakt.pl/po… ; http://magazynkontakt.pl/ro

  • Hanna Frejlak

    Agnieszka Amutullah Wasilwska:
    Szanowna Pani, po pierwsze –
    byłabym ogromnie zobowiązana, gdyby zechciała Pani wskazać, w którym
    dokładnie miejscu tekstu manifestuje się moja “czelność” do uznania
    widzów “Azja Express” za osoby bezrozumne i pozbawione umiejętności własnej oceny sytuacji. O ile dobrze pamiętam mój artykuł, piszę o widzach w dwóch miejscach: gdy wsuwam teorię, że program skonstruowany jest w taki sposób, by widzowie utożsamiali się z jego uczestnikami oraz na samym końcu, gdy powołując
    się na dane Nielsen Audience Measurement wskazuję na średnią oglądalność
    odcinka – milion dwieście tysięcy widzów. Zapewniam, że bez rzetelnych
    badań (których metodologię aż strach sobie wyobrażać) nie ośmieliłabym
    się opisać tak wielkiej grupy osób, jako “bezrozumnych”. A i specjalnie
    nie miałabym w tym interesu, jako że sama do owej grupy należę
    (obejrzałam na potrzeby tekstu 7 odcinków programu).

    Po drugie – wydaje mi się, że nie do końca zrozumiała Pani główną tezę tekstu.
    Zgodnie z nią bowiem nie ma symetrii pomiędzy sytuacją, gdy “małym
    chujkiem” nazwę pana w dużym BMW (a nawet panią w mniejszym Oplu), który
    na warszawskim skrzyżowaniu obryzgał mnie wodą z kałuży, a sytuacją gdy
    tym samym mianem określę NA WIZJI Hindusa, który “miał czelność” nie
    podwieźć mnie swoim tuk tukiem, który zapewne kosztował tyle co moja
    [celebrycka] dniówka. Jeśli chodzi o przykład z bezdomnym, który
    wywołuje nieprzyjemne doznania zapachowe, pozwolę sobie pozostawić to,
    miejmy nadzieję, faux pas, bez komentarza i na wszelki wypadek odesłać
    Panią do innych naszych tekstów dotyczących osób bezdomnych (pod koniec
    mojej odpowiedzi). Dodam tylko, że nazwanie bezdomnego “małym chujkiem”,
    bo śmierdzi, jest zwyczajnie podłe, mam nadzieję, że się zgadzamy w tym
    punkcie. I nie chodzi tu wcale o poprawność, którą Pani krytykuje, a o
    zwykłą przyzwoitość.

    Po trzecie – jeśli celebryci mają potrzebę “pokazywania mniejszych lub
    większych jaj” i związanych z wysiłkiem negatywnych emocji, a widzowie
    chcą owe jaja i emocje oglądać, proszę bardzo, niech TVN zbuduje Fort
    Boyard, gdzie demonstracje owych narządów odbywać się będą bez
    wykorzystywania osób trzecich, estetyzowania biedy, orientalizacji oraz
    reprodukowania szkodliwych i krzywdzących
    stereotypów. Jeśli chodzi o “umiejętność radzenia sobie” Joanny
    Przetakiewicz niespecjalnie imponuje mi zaradność oparta na cwaniactwie,
    egocentryzmie i pogardzie wobec innych.

    Last but not least -pomimo swej naiwności nie podejrzewam, żeby realizatorzy
    nagradzali pomocnych Hindusów i Lańczyków. A nawet jeśli tak by tak
    było, nie zmienia to faktu, że program promuje i reprodukuje szkodliwe postawy i
    stereotypy, które starałam się wyszczególnić w artykule. I z tego
    właśnie wynika moje głębokie przekonanie, że nagonka na “Azja Express”
    jest jak najbardziej wskazana.

    Pozdrawiam,
    HF

    A tu teksty o bezdomności: http://magazynkontakt.pl/po… ; http://magazynkontakt.pl/po… ; http://magazynkontakt.pl/ro

  • Hanna Frejlak

    Agnieszka Amutullah Wasilwska:
    Szanowna Pani, po pierwsze – byłabym ogromnie zobowiązana, gdyby zechciałaPani wskazać, w którym dokładnie miejscu tekstu manifestuje się moja “czelność” do uznania widzów “Azja Express” za osoby bezrozumne i pozbawione umiejętności własnej oceny sytuacji. O ile dobrze pamiętam mój artykuł, piszę o widzach w dwóch miejscach: gdy wsuwam teorię, że program skonstruowany jest w taki sposób, by widzowie utożsamiali się z jego uczestnikami oraz na samym końcu, gdy powołując
    się na dane Nielsen Audience Measurement wskazuję na średnią oglądalność odcinka – milion dwieście tysięcy widzów. Zapewniam, że bez rzetelnych badań (których metodologię aż strach sobie wyobrażać) nie ośmieliłabym się opisać tak wielkiej grupy osób, jako “bezrozumnych”. A i specjalnie nie miałabym w tym interesu, jako że sama do owej grupy należę (obejrzałam na potrzeby tekstu 7 odcinków programu).

    Po drugie – wydaje mi się, że nie do końca zrozumiała Pani główną tezę tekstu. Zgodnie z nią bowiem nie ma symetrii pomiędzy sytuacją, gdy “małym chujkiem” nazwę pana w dużym BMW (a nawet panią w mniejszym Oplu), który na warszawskim skrzyżowaniu obryzgał mnie wodą z kałuży, a sytuacją gdy tym samym mianem określę NA WIZJI Hindusa, który “miał czelność” nie podwieźć mnie swoim tuk tukiem, który zapewne kosztował tyle co moja [celebrycka] dniówka. Jeśli chodzi o przykład z bezdomnym, który wywołuje nieprzyjemne doznania zapachowe, pozwolę sobie pozostawić to, miejmy nadzieję, faux pas, bez komentarza i na wszelki wypadek odesłać Panią do innych naszych tekstów dotyczących osób bezdomnych. Dodam tylko, że nazwanie bezdomnego “małym chujkiem”,bo śmierdzi, jest zwyczajnie podłe, mam nadzieję, że się zgadzamy w tym punkcie. I nie chodzi tu wcale o poprawność, którą Pani krytykuje, a o zwykłą przyzwoitość.

    Po trzecie – jeśli celebryci mają potrzebę “pokazywania mniejszych lub większych jaj” i związanych z wysiłkiem negatywnych emocji, a widzowie chcą owe jaja i emocje oglądać, proszę bardzo, niech TVN zbuduje Fort Boyard, gdzie demonstracje owych narządów odbywać się będą bez wykorzystywania osób trzecich, estetyzowania biedy, orientalizacji oraz reprodukowania szkodliwych i krzywdzących stereotypów. Jeśli chodzi o “umiejętność radzenia sobie” Joanny Przetakiewicz niespecjalnie imponuje mi zaradność oparta na cwaniactwie,egocentryzmie i pogardzie wobec innych.

    Last but not least -pomimo swej naiwności nie podejrzewam, żeby realizatorzy nagradzali pomocnych Hindusów i Lańczyków. A nawet jeśli tak by tak było, nie zmienia to faktu, że program promuje i reprodukuje szkodliwe postawy i stereotypy, które starałam się wyszczególnić w artykule. I z tego właśnie wynika moje głębokie przekonanie, że nagonka na “Azja Express” jest jak najbardziej wskazana.
    Pozdrawiam!

  • Pingback: Piąteczka! #1 – Żegnaj, kokonie bezpieczeństwa()

  • Paweł Rudolf

    Dobry tekst. Nie bójmy się o tym mówić. Te osoby powinny doznać prawdziwego życia. Ja dałbym im 2500 zł na rękę i kazał żyć w 5 osobowej rodzinie przez miesiąc w tym kraju. Myślę że Państwa wnioski w tej chwili wystarczą…Nie wiem jak Państwo ale ja tej kolorowej zasłonki nie potrzebuje…if you know what i mean…już sama forma tego programu stawia mi włosy na plecach a nie jestem typową dla nas cebulą…ech