dwutygodnik internetowy
03.02.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

“Aved Ivenda” Csaby Totha Bagiego

  Wśród polskich wykonawców muzyki rozrywkowej modne stało się odwoływanie w swoich utworach do bałkańskiej muzyki ludowej. Za reprezentatywny przykład takiego zabiegu może posłużyć album duetu Kayah i Bregovic sprzed piętnastu lat. Obecnie w oparciu o folklor Półwyspu Bałkańskiego piszą swoje utwory młode zespoły, jak np. Enej czy Bubliczki. Do luźno związanych z tzw. muzyką […]

 

Wśród polskich wykonawców muzyki rozrywkowej modne stało się odwoływanie w swoich utworach do bałkańskiej muzyki ludowej. Za reprezentatywny przykład takiego zabiegu może posłużyć album duetu Kayah i Bregovic sprzed piętnastu lat. Obecnie w oparciu o folklor Półwyspu Bałkańskiego piszą swoje utwory młode zespoły, jak np. Enej czy Bubliczki. Do luźno związanych z tzw. muzyką Bałkanów można zaliczyć wakacyjny przebój grupy Piersi, noszący tytuł „Bałkanica”, który nie tak dawno okupował pierwsze miejsca list przebojów. Każde z tych odniesień jest próbą konstruowania jakiejś wizji „bałkańskości” w muzyce – najczęściej poprzez wykorzystanie określonych skal muzycznych, figur rytmicznych czy instrumentarium. I tak w stereotypowym „bałkańskim” utworze pojawi się sekcja instrumentów dętych i akordeon, mocno akcentowany rytm w metrum cztery-czwarte i skoczny temat.

 

Zupełnie niezależnie od polskich muzyków swoją „Bałkańskość” tworzy na wydanej w 2012 roku płycie „Aved Ivenda” Csaba Toth Bagi – węgierski gitarzysta i wokalista serbskiego pochodzenia. Artysta kojarzony dotychczas ze sceną jazzową i bluesową do tego stopnia, że został okrzyknięty węgierskim Garym Moorem. Swoje przywiązanie do tych gatunków udowadnia również krążkiem „Aved Ivenda”. Mimo to, słowem kluczem do opisania ostatniego albumu Bagiego może być z całą pewnością „eklektyczny”. Aved Ivenda („zima idzie”) to dwanaście ścieżek, na których znajdują się piosenki (teksty w językach macedońskim, angielskim i węgierskim) i utwory instrumentalne, kompozycje autorskie obok przearanżowanych tradycyjnych pieśni serbskich, macedońskich, ale także węgierskich.

 

Płyta była rejestrowana równolegle z trasą koncertową amerykańskiego wirtuoza gitary Ala Di Meoli, do którego ekipy realizacyjnej należy Csaba Toth Bagi. Ze względu na ograniczenia jakie stwarza produkcja płyty na terenie wielu krajów w obrębie trzech kontynentów, sesje nagraniowe odbywały się w przeróżnych miejscach: od zwykłego studia poprzez teatr, prywatne mieszkania i garaż, aż po pokój hotelowy w Tokio. Uwzględniwszy fakt, że na płycie zagrało kilkunastu instrumentalistów (a żaden z utworów nie został wykonany w tym samym składzie), można by spodziewać się bałaganu. Jednak jaskrawa mieszkanka różnorodnych rytmów, brzmień i barw okazuje się zaskakująco spójna. A spoiwem jest niewątpliwie Csaba Toth Bagi.

 


 
Nietrudno przewidzieć, że płyta aranżowana, produkowana i w lwiej części komponowana przez gitarzystę spodoba się przede wszystkim miłośnikom gitary elektrycznej – utwory pełne są efektownych pasaży, „zawodzących” partii solowych i szybkich gam zagranych właśnie na tym instrumencie. Najlepszym dowodem uznania umiejętności Csaby będzie fakt, że w tytułowym utworze albumu gościnnie występuje wspominany już Al Di Meola. O energię w nagraniu troszczy się aż czterech perkusistów i dwóch perkusjonistów uprawiających żonglerkę pomiędzy rytmami z pogranicza funku i jazzu, a rytmami nieparzystymi – kojarzonymi z muzyką bałkańską, czego spektakularnym przykładem może być utwór „Srpsko Makedonsko” lub nieco mniej zjawiskowa, ale zagrana na siedem-czwartych macedońska piosenka „Cudo da Vidis”. Ponadto w najróżniejsze miejsca dwunastu ścieżek wplecione zostały partie fortepianu, saksofonów, klarnetu, akordeonu, a nawet syntezatorów. Dzięki temu nawet nieliczne spokojniejsze utwory (np. „Si Zaljubi”) wpisują się w dynamiczny charakter albumu.

 

Dlatego właśnie nie polecałbym słuchania „Aved ivenda” ani osobom przywiązanym do łagodnego i lirycznego wizerunku Muzyki Świata, ani tym bardziej zagorzałym zwolennikom „autentycznych” wykonań utworów ludowych. Sądzę jednak, że wymienione wcześniej walory czynią płytę Csaby Totha Bagiego wartą wysłuchania i opisania nawet po niemal trzech latach, które minęły od zakończenia nagrań.

 

 

Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.