dwutygodnik internetowy
9.04.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Amerykański koszmar

Jakim państwem muszą być Stany Zjednoczone, jeśli niektórzy z ich ciemnoskórych mieszkańców są po prostu rozstrzeliwani?

Ilustr.: Zuzia Wojda

Ilustr.: Zuzia Wojda

W sierpniu Stephon Clark, ojciec dwóch synów, skończyłby 23 lata. Ale już nigdy nie będzie obchodził żadnych urodzin, ponieważ 18 marca został zabity przez policjantów. W Sacramento, jednym z głównych miast Kalifornii, dwaj stróże prawa wystrzelili w niego dwadzieścia kul. Według autopsji zamówionej przez rodzinę Clarka u znanego specjalisty (efektów oficjalnej procedury policyjnej jeszcze nie znamy) nieszczęśnika trafiło osiem pocisków, z czego sześć w plecy. Wyniki te przeczą wcześniejszym oświadczeniom policji, zgodnie z którymi mężczyzna miał „być zwrócony w stronę funkcjonariuszy i zbliżać się do nich z wyciągniętymi ramionami, trzymając w dłoniach jakiś przedmiot”. W dodatku potem przy ciele nie znaleziono żadnej broni, a jedynie telefon komórkowy. Wszystko to rozegrało się dosłownie tuż pod domem babci Stephona Clarka, u której ten mieszkał.

Na nagraniu termowizyjnym z policyjnego helikoptera widać, że policjanci strzelali również wtedy, gdy mężczyzna już osuwał się na ziemię. Jak sugeruje autopsja, umierał przez kilka minut. W tym czasie sprawcy tak bardzo bali się leżącego nieruchomo człowieka, że nawet nie próbowali go ratować. Kolejne nagranie udostępnione przez policję pokazuje, że dopiero pięć minut później, po przybyciu posiłków, podeszli do ciała Clarka, aby założyć mu kajdanki. A potem musiało minąć jeszcze kilka chwil, nim ktoś zabrał się do udzielania pierwszej pomocy. Pewnie i tak byłaby daremna, ale kto to wtedy mógł wiedzieć?

Owszem, na krótko przed strzałami w okolicy zauważono człowieka, który miał wybijać szyby w samochodach – wedle przypuszczeń policji był to właśnie Clark. Potem mężczyzna przez chwilę uciekał przed stróżami prawa, trudno jednak powstrzymać się od gorzkiej myśli, że uciekał słusznie, skoro potem spotkanie z nimi okazało się ostatnią chwilą jego życia. Zresztą nie mógł nawet wiedzieć, że ginie z rąk policjantów – zaskoczyli go już pod samym domem, a przed oddaniem strzałów wykrzyczeli tylko kilka słów i żadnym z nich nie było „Police!”.

Ale problem jest znacznie szerszy i nie wystarczy ukarać bezpośrednich sprawców, by go rozwiązać. W pewnym wymiarze pokazują to losy późniejszej manifestacji w sprawie śmierci Stephona Clarka: starszą kobietę uderzył policyjny samochód, a miejscowy szeryf uznał to za skutek udziału „zawodowych demonstrantów i zawodowych podżegaczy […] oraz przyjezdnych uczestników podgrzewających atmosferę”. Przede wszystkim zaś przyczyną dramatów są procesy społeczne działające w skali całych stanów albo wręcz całego kraju.

O jakie procesy społeczne chodzi? Narzucająca się odpowiedź mówi o uprzedzeniach amerykańskich policjantów i zapewne jest to istotna część problemu, podobnie jak jest nią system prawny ograniczający policyjną odpowiedzialność (niewykluczone zresztą, że w Kalifornii zostanie on teraz zmieniony). Powszechna dostępność broni palnej może też skłaniać policję do ostrego reagowania na każdy niewyraźny przedmiot, nawet telefon komórkowy. To zresztą przykład uwarunkowań, które mogą szkodzić także białym obywatelom USA (w naszym przypadku policjanci mogli nie wiedzieć, że Clark ma ciemny kolor skóry: noc ograniczała widoczność, do tego mężczyzna był w bluzie z założonym kapturem). Najważniejsze są jednak najgłębiej zakorzenione czynniki systemowe, których zmiana wymagałaby naprawy całej amerykańskiej struktury społecznej.

Brzmi abstrakcyjnie? Nick Selby tak pisze o młodych sprawcach przestępstw w USA: „Czynnikami najtrafniej prognozującymi przestępczość są rozbite rodziny, złe środowiska lokalne, niski wiek matek, a także […] brak dostępu do edukacji, właściwego wyżywienia, aktywności pozaszkolnych, muzyki, sztuk plastycznych oraz innych programów oferujących możliwości życiowe”. Ludzie, którzy wychowują się w takich warunkach – a są to nieproporcjonalnie często osoby o ciemnej skórze – z większym prawdopodobieństwem popadają w konflikt ze stróżami prawa. Nie uniewinnia to policyjnych sprawców i nie tłumaczy ich brutalności, lecz w pewnym stopniu wyjaśnia liczbę tragedii oraz znaczący odsetek czarnych mieszkańców USA w gronie ofiar. Ciemnoskórym Amerykanom często przychodzi żyć w warunkach, które i nas mogłyby zaprowadzić pod lufę. Jeżeli to się nie zmieni, wciąż wielu z nich będzie ginąć.

Wbrew Selby’emu nie sugeruję, że rasistowskie zachowania samych policjantów są mało istotne. Zgadzam się z nim natomiast, że nie tworzą one pełnego obrazu zjawiska. Ten jest bardziej skomplikowany – i jeszcze bardziej przerażający, każe bowiem szukać przyczyn w samych korzeniach amerykańskiego społeczeństwa. Każe się zmierzyć z prawdą, iż pięćdziesiąt lat po zastrzeleniu Martina Luthera Kinga Amerykanie nadal wpisują cały system nierówności w barwę skóry. Co takiego dokładnie jest w tym narodzie, jego kulturze lub instytucjach, że dyskryminacja ekonomiczna tak harmonijnie łączy się z etniczną, prowadząc do tak zabójczych skutków?

Nie wiem. Wiem jednak, że słynny amerykański sen jest w istocie amerykańskim koszmarem.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Kapitał białej skóry

Pociągiem ku wolności. „Kolej podziemna” Colsona Whiteheada

Trumpofobia w Oaxace? Notatki terenowe z południowego Meksyku

  • KD

    W USA dostajesz karę śmierci za wybijanie okien i to bez żadnego procesu! No ładnie. Ale w sumie nie wiedziałam wcześniej, że to się działo w nocy. To bardziej usprawiedliwia strach policjantów przed tym tajemniczym przedmiotem – telefonem i niekoniecznie wtedy chodzi tu też o rasizm. Ale znając Stany, to pewnie o to chodzi. Z białymi dużo lepiej się obchodzą, nie strzelają bez wyraźnego powodu.

  • Pingback: Ameryka, kraina więzień | Magazyn Kontakt()

  • Pingback: Niech jedzą ciastka! O żywności w USA | Magazyn Kontakt()