dwutygodnik internetowy
3.10.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Aborcja jest złem. I co dalej?

Wybór, do którego się odnosimy, rozgrywa się w sytuacji tragicznego konfliktu. Zapominanie o tym to źródło patologizacji dyskusji, w której często profanuje się świętość ludzkiego cierpienia.

ilustr.: Agnieszka WIśniewska

ilustr.: Agnieszka Wiśniewska

W dyskusji na temat aborcji jest co najmniej rozczarowujące, że po obu stronach barykady słychać głównie tych, którzy stracili z pola widzenia najistotniejsze – jak sądzę – fakty.

Prawo a heroizm

Pierwszy jest taki, że to, czy aborcja jest złem, nie stanowi problemu etycznego. Bo jest. Niezależnie od tego, czy uznajemy, że przed narodzinami człowiek ma status osoby, nie mówimy o zabiegu kosmetycznym. Kiedy się jej dokonuje, to jest już efekt zła, które zaistniało wcześniej – gwałtu, odrzucenia przez społeczeństwo, zagrożenia życia, ewentualnie własnej niedojrzałości. Aborcja sama w sobie potrafi powodować traumę i wiąże się ze zniszczeniem istnienia, które przecież– w ten czy inny sposób, potencjalny czy aktualny– jest istnieniem ludzkim. Mówi nam o tym biologia, nie Kościół katolicki. Problemem etycznym jest to, czy i pod jakimi warunkami wolno dokonać tego dramatycznego aktu. Przyjmowanie retoryki „moje ciało, mój wybór”, „nie chcesz aborcji, to jej sobie nie rób” to obelga dla kobiet, które musiały udźwignąć realny ciężar tej decyzji moralnej. To nie jest kwestia wyboru rozumianego jako swobodna decyzja. Mówienie o aborcji w ten sposób na starcie ustawia dyskusję na złych torach. „Wybór”, do którego się odnosimy, rozgrywa się w sytuacji tragicznego konfliktu. Zapominanie o tym jest źródłem patologizacji dyskusji, w której często profanuje się świętość ludzkiego cierpienia.

Można, oczywiście, wskazać przypadki, w których aborcja jest złem dokonanym bez najwyższej konieczności i z premedytacją. Nie jestem przekonany, czy broniących takich postępków libertarian można traktować zupełnie poważnie. Wierzę, że istnieje pewien stopień intensyfikacji niesmacznych i nieistotnych dla prawdziwego dramatu opinii, który sprawia, że ich reprezentanci zasługują na wyłączenie z debaty; jednych one rozjuszają, drugich kompromitują, a wszystkich odwodzą od meritum. Problem w tym, że uczestnicy Czarnego Protestu podnoszą raczej te argumenty, na które zwolennicy bezwzględnego zakazu aborcji nie mogą pozostawać głusi. Choćby na – jaskrawy przecież – problem wyrażony w pytaniu o to, jak prawo może zmuszać kobiety do heroizmu. Wybiegi są dwa: twierdzi się albo, że to nie heroizm, bo tak się po prostu robić powinno (co zrównuje bohaterskie macierzyństwo, przyczynę kanonizacji choćby Gianny Beretty Molli, z „brakiem znamion popełnienia przestępstwa”), albo mówi się „no cóż, trudno, to wielka tragedia, dramatyczny wypadek losowy, musimy się z tym pogodzić”.

Żadne z tych uzasadnień nie może być i nie będzie traktowane poważnie, dopóki argumenty strony przeciwnej nie spotkają się ze zrozumieniem i odpowiedzią, ponieważ – zmierzmy się z tym – wątpliwości są zasadne. Nie wydaje się przekonująca także argumentacja, wedle której należy post factum rozdzielić porządek prawny (realizację prawnego obowiązku) i moralny (heroizm, który rozpatrujemy niejako „obok” przepisów prawnych, istniejących swoją drogą). Nie można stanowić prawa ze względu na nakazy moralne, a potem pozbywać się tej konsekwencji przy ocenie czynów. Jestem przekonany, że obrona zakazu aborcji nie musi być konfesyjna, ale statystycznie w wielkiej mierze jest, bo część przedstawicieli tego stanowiska „nie odrabia pracy domowej” i nie wychodzi poza aksjomat.

Gdzie ci mężczyźni?

Sprawą na tyle delikatną i kontrowersyjną, że niemal pomijaną w debacie, jest miejsce mężczyzn w całym problemie. Nikt rozsądny, oczywiście, nie będzie dyskutował z faktem, że to kobieta znosi trudy ciąży i porodu. Kiedy mężczyzna zawodzi, to ona zostaje sama i musi walczyć o siebie i o swoje dziecko. To także jej zdrowie i życie spoczywa na szali w razie komplikacji. Mam jednak poczucie, że fakt ten został doskonale politycznie zagospodarowany. Abstrahuję teraz od wspomnianych wyżej sytuacji granicznych, odnosząc się do dalszych konsekwencji pewnego typu retoryki, jednak uczynienie z problemu aborcji przedmiotu solidaryzacji kobiet przeciwko opresji mężczyzn jest rozrysowaniem linii granicznej pomiędzy nimi a ojcami dzieci.

Wiem, jak niepopularny jest to pogląd, jednak ośmielę się go wyrazić: ojcowie – i mężczyźni w ogóle – są zarówno oskarżani o brak aktywności, jak i wyśmiewani, gdy zajmują głos „w kobiecej sprawie”. Oczekuje się ich udziału i zarazem knebluje im usta. W liberalnym „my body, my choice” ojciec nie jest brany pod uwagę, chyba że jako figura nieobecna lub uległa. Na pewno jednak nie jako ktoś, kto pozostaje do dziecka w najbliższej z możliwych relacji, relacji rodzicielstwa. Odnoszę wrażenie, że napędza się w ten sposób ruch błędnego koła. Tak zwana wolność wyboru i bezradność wobec braku ratunku są dwiema stronami tej samej monety, którą dowolnie się żongluje. Niestety: bywa, że cynicznie.

***

Efekt całego zamieszania? Stronnictwo „pro-life” widzi w uczestnikach Czarnego Protestu ludzi, którzy traktują aborcję jako środek antykoncepcyjny, a „pro-choice”– w przeciwnikach aborcji fanatycznych katolików, którym Prawo i Sprawiedliwość zrobiło pranie mózgu. Ani jedno, ani drugie – jak mniemam – nie jest prawdą. Racjonalna dyskusja nie jest zagrożeniem ani dla prawdy, ani dla dobra. Niewykluczone, że rozwiązanie prawne może pochodzić tylko od siły politycznej. Jestem jednak przekonany, że nastrój wojny plemiennej nie służy nikomu. Jeśli dyskutujemy o sprawie najważniejszej, jaką jest ludzkie życie, i chcemy zająć stanowisko moralne, celowe zamykanie oczu na ogromne zniuansowanie problemu jest złem. Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za czyny, ale i poglądy, które głosimy, więc leży w naszym najlepszym interesie, by poddawać je nieustannym próbom. Trudno jednak usłyszeć, co ma do powiedzenia druga strona, kiedy samemu ciągle się krzyczy.

  • Staszek Krawczyk

    Dzięki za tekst. To dobrze, że czarny protest został w „Kontakcie” potraktowany na serio. Wydaje mi się jednak, że artykuł jest przynajmniej w dwu miejscach problematyczny.

    1. „Nie stanowi problemu etycznego, czy aborcja jest złem. Bo jest”.

    Można by temu zaprzeczyć – przy założeniach, których prawdopodobnie większość (nielicznych) czytelników tego komentarza nie uzna za słuszne, ale które nie są absurdalne. Jeśli za próg pełnego statusu etycznego związanego z człowieczeństwem ktoś uznaje np. określony stopień sprawności układu nerwowego, to w pewnych okolicznościach osoba ta potraktuje aborcję jako najlepsze możliwe działanie, chroniące zdrowie i dobrostan kobiety kosztem wartości mniej istotnej. Nie wszyscy będą to konceptualizować jako „mniejsze zło”.

    (Abstrahuję tutaj od własnego stanowiska, zwracam jedynie uwagę na nieoczywistość tego momentu etycznego).

    2. „Trudno jednak usłyszeć, co ma do powiedzenia druga strona, kiedy samemu ciągle się krzyczy”.

    W moim odczuciu przy takich porównaniach warto uwzględniać nierównowagę sił między stronami. Czarny protest to głęboka defensywa, reakcja ludzi przyciśniętych do ściany. Jego uczestniczki (a także uczestnicy) mogą za chwilę znaleźć się w sytuacji, w której nawet z tzw. kompromisu aborcyjnego nic im nie zostanie. Inaczej jest z osobami dążącymi do pełnej kryminalizacji aborcji – wiele wskazuje, że dojdzie do zaostrzenia przepisów, co najwyżej nie tak daleko idącego, jak chciałby np. Instytut Ordo Iuris.

    W tego rodzaju sytuacjach według mnie dobrze jest mieć większą tolerancję dla działań strony zdecydowanie słabszej, ponieważ ma ona bardziej realne powody do gwałtownego wyrażania swoich obaw.

    • Łukasz Pater

      Zgodzę się z przedmówcą i dodam od siebie jeszcze, że przywoływanie twierdzeń biologii jako argumentów jest w tym temacie nieuzasadnione.
      Proponuję też rozważyć dlaczego nie mówimy o samoistnych poronieniach np. w pierwszym tygodniu ciąży jako o tragedii i śmierci człowieka. Czy chcemy czy nie, nie traktujemy na równi zygoty, zarodka, płodu i noworodka.

      • Marysia Fritzsche

        Ale przeciez mowimy! Bylam kilkukrotnie na katolickich pogrzebach dzieci, ktore zmarly w pierwszych tygodniach ciazy.

        • Łukasz Pater

          Mam konkretnie na myśli pierwszy tydzień po zapłodnieniu, przed zagnieżdżeniem się zarodka w macicy. Powyżej 50% ciąż kończy się w tym czasie poronieniem. Ciężko mi sobie wyobrazić by podchodzić do tego zjawiska w kategorii śmierci człowieka. Oznaczałoby to, że żyjemy w jakimś potwornym świecie w którym ponad połowa ludzi umiera na starcie.

          • Staszek Krawczyk

            Tutaj dałbym jeszcze przypis: istotna część najwcześniejszych poronień (na gorąco nie powiem ile, bodaj połowa lub więcej) ma miejsce z powodu ciężkiego uszkodzenia embrionu, uniemożliwiającego mu dalszy rozwój. Wydaje mi się, że zdecydowana większość ludzi zgodziłaby się, iż w tych wypadkach trudno mówić o śmierci człowieka w jakimkolwiek sensie.

            Oczywiście, wciąż pozostaje te kilkanaście czy kilkadziesiąt procent innych wczesnych poronień, z którymi trzeba się jakoś etycznie zmierzyć.

          • http://mauarich.blog.pl Marysia Fritzsche

            a kim w takim razie ten uszkodzony ludzki embrion Twoim zdaniem jest?

          • Staszek Krawczyk

            Pytanie „kim…?” jest jednak troszkę sugerujące. Osobiście myślę, że jest mniej więcej tym samym, czym np. zaśniad groniasty (o którym już naprawdę chyba nikt nie powie, że to człowiek).

          • http://mauarich.blog.pl Marysia Fritzsche

            w takim razie w ktorym momecie Twoim zdaniem staje sie czlowiekiem?

          • Staszek Krawczyk

            Zaśniad groniasty nigdy nie stanie się człowiekiem, podobnie jak ciężko uszkodzone embriony podlegające spontanicznym poronieniom. Dyskusja na temat statusu etycznego zdrowych zarodków jest inną sprawą i nie chciałbym tutaj poruszać tego wątku.

          • http://mauarich.blog.pl Marysia Fritzsche

            czyli zdrowy embrion jest czlowiekiem a uszkodzony nie? widze tez roznice miedzy zasniadem, czy pustym pecherzykiem (bez materialu genetycznego), gdzie dziecka nie ma, a uszkodzonym embrionem.

          • Staszek Krawczyk

            Tak jak mówiłem, nie chcę poruszać tutaj kwestii statusu etycznego czy antropologicznego zdrowych embrionów. Mam swoje powody (m.in. brak czasu na szeroką dyskusję o wszelkich istotnych kwestiach związanych z aborcją).

            Podtrzymuję natomiast pogląd, że człowiekiem nie jest embrion uszkodzony w takim stopniu, iż nigdy nie miałby szansy się rozwinąć nawet do stadium płodu, nie mówiąc o możliwości samodzielnego życia. To jest zresztą teza tyleż ontologiczna, co etyczno-teologiczna: wiara w Boga, który seryjnie powołuje do istnienia maleńkich ludzi tylko po to, aby zaraz ich uśmiercic, wydaje mi się trudna do pogodzenia z resztą chrześcijaństwa (choć znam osobę, która próbuje).

          • Łukasz Pater

            Podrzucam kawałek wypowiedzi lekarza w tym temacie:
            “Otóż jest dobrze udokumentowaną wiedzą, że zdecydowana większość wczesnych poronień samoistnych wynika z tzw. czynników płodowych. Najczęściej z niedziedzicznych uszkodzeń genetycznych płodu. Mówiąc bardziej ludzkim językiem: natura (dla ateistów) albo Pan Bóg (dla wierzących) prowadzi do tego, że uszkodzony genetycznie płód jest eliminowany z organizmu matki.” źródło: http://lekarski.blog.polityka.pl/2016/10/02/prolajferzy-tez-chca-zabijac-trzeba-to-wreszcie-powiedziec-otwarcie-i-przywrocic-proporcje-dyskusji/

          • http://mauarich.blog.pl Marysia Fritzsche

            Nie wynika przeciez to z odbierania zarodkowi czlowieczenstwa, tylko z tego, ze tak wczesna ciaze nie jest latwo wykryc- hormon HCG, ktory mierzy test ciazowy wzrasta dopiero przy zagniezdzeniu. Wczesniej jedynym sygnalem jest zmiana w pomiarze temperatury, ale zaobserwuja ja tylko osoby, ktore stosuja naturalne metody planowania rodziny.

  • vriesk

    Nie, biologia niczego takiego jak “o tu mamy istotę ludzką” nie mówi. Aparat pojęciowy biologii jest wewnętrznym aparatem tej nauki i przenoszenie tego aparatu (z natury arbitralnego i roboczego) na grunt prawa bądź etyki jest zwyczajnym hochsztaplerstwem.

    Serio, https://miskidomleka.wordpress.com/2013/02/05/odpierdolcie-sie-od-biologii/