dwutygodnik internetowy
28.10.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Dwa życia

Nie jest zaskoczeniem, że film Georga Maasa “Dwa życia” został wybrany niemieckim kandydatem do Oscara dla najlepszego filmu nie anglojęzycznego. To znakomity i poruszający dramat.


 
Nie jest żadnym zaskoczeniem, że film Georga Maasa “Dwa życia” został wybrany niemieckim kandydatem w wyścigu o nominację do Oscara dla najlepszego filmu nie anglojęzycznego. To znakomity i poruszający dramat.
 
Katrine Evensen (znana m.in. z filmu “Upadek” Juliane Köhler) jest osobą związaną z instytucją Lebensborn. Jako dziecko została wywieziona z Norwegii, by wychowywać się w niemieckiej, aryjskiej rodzinie. Po latach odnalazła matkę i przeprowadziła się do ojczyzny. Tylko, czy Katrine jest na pewno tym, za kogo się podaje?
 
Przyznam, że prawie do połowy oglądałem “Dwa życia” z otwartymi ustami. Film jest bowiem niezwykle wciągający, interesujący i po prostu fascynujący. We wczuciu się w klimat pomagają doskonałe zdjęcia – zarówno te z czasów dzisiejszych, jak i ziarniste, pokazujące retrospekcje. Idealnie współgra z nimi przepiękna muzyka. Mniej więcej w połowie filmu (a nawet trochę wcześniej) można się już wszystkiego domyślić. Dla jednych może stanowić to problem i będą mieć trochę racji. Gdyby trochę zmienić proporcje, dodać więcej tajemnicy, zaś skrywany sekret wyjawić w ciągu ostatnich trzydziestu minut filmu, może byłoby jeszcze ciekawej.
 
Mnie jednakże to w ogóle nie przeszkadzało. Kiedy już przewidziałem wszystko, co będzie się działo dalej (i jednocześnie zamknąłem buzię), mogłem jeszcze większą uwagę zwrócić na wybitne aktorstwo. I to wszystkich wykonawców, bez wyjątku. Szczególną przyjemność sprawia obecność na ekranie Liv Ullmann, którą każdy powinien kojarzyć z wielu filmów Ingmara Bergmana. Najważniejsza jest jednak Katrine – kobieta bardzo niejednoznaczna. Nie jest wcale bezduszna (w przeciwieństwie do kilku osób z nią powiązanych), w jakimś stopniu na pewno trzeba jej współczuć. Wydaje mi się, że częściowo można ją nawet rozumieć. Bo postać Katrine jednocześnie wyraża to, o czym są “Dwa życia”. O tym, jak straszną i zbrodniczą ideologią był komunizm i ilu ludziom zniszczył, bądź odebrał życie. O pożyczonym czasie, za który w końcu i tak będzie trzeba zapłacić. I to bardzo wysoką cenę. O czynach i przeżyciach, które choć mają swe źródło w czymś złym, mogą przynieść jednocześnie coś prawdziwego i pięknego.
 
“Dwa życia” to film, który trzeba koniecznie zobaczyć. Jeśli tylko przymkniecie oko (a warto to zrobić) na jego konstrukcję (która notabene może być wielką zaletą), czeka Was naprawdę poruszający seans. A to, moim zdaniem, warte jest wycieczki do kina.