dwutygodnik internetowy
10.02.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

64. Berlinale: W stronę dokumentu

Najlepszym przykładem jest cykl „Cathedrals of Culture”, sześć krótkich dokumentów dotyczących wzajemnych zależności kultury i architektury. Artyści zajęli się m.in. Centre Pompidou i petersburską biblioteką.

Podczas Berlinale uwaga mediów skupia się przede wszystkim na najbardziej prestiżowym konkursie głównym, ale w innych sekcjach też można trafić na znakomite filmy. Na wyróżnienie zasługują przede wszystkim dokumenty – zarówno utalentowanych debiutantów, jak i cenionych na świecie twórców o imponującym dorobku.
 
Najlepszym przykładem jest zaprezentowany w sekcji Berlinale Special „Cathedrals of Culture” według pomysłu Wima Wendersa – niespełna trzygodzinny blok szczęściu krótkich dokumentów dotyczących wzajemnych zależności kultury i architektury. Niemiecki reżyser nakręcił pierwszą część poświęconą berlińskiej filharmonii. Modernistyczny budynek wzniesiony według projektu Hansa Scharouna w latach 1960–1963 po dziś dzień inspiruje wielu architektów. Scharoun, niemiecki przedstawiciel tzw. architektury organicznej, jako pierwszy ustawił orkiestrę nie naprzeciw publiczności, lecz w centrum sali koncertowej. W zaprojektowanym na planie przecinających się pentagramów wnętrzu każdy z widzów może nie tylko obserwować muzyków, lecz także całą widownię. Konstrukcja gmachu to metafora społeczeństwa otwartego, a opowieść o własnej historii (z murem berlińskim i innymi, pobliskimi budynkami w tle) oraz koncepcjach, które wpłynęły na taką, a nie inną bryłę budynku i aranżację jego wnętrza, snuje sama filharmonia. Pomysł Wendersa polega bowiem na próbie wyobrażenia sobie, co powiedziałyby nam niektóre gmachy, gdyby umiały mówić. Twórca wpadł na niego po nakręceniu na Międzynarodowe Biennale Architektury w Wenecji 12-minutowego filmu „If Buildings Could Talk”. Do współpracy zaprosił Michaela Glawoggera, Michaela Madsena, Roberta Redforda, Margreth Olin oraz Karima Aïnouza.
 
Glawogger przyjrzał się bibliotece miejskiej w Petersburgu (czyli rosyjskiej bibliotece narodowej), a osią opowieści uczynił upływ czasu oraz potęgę myśli i literatury, które czuć wewnątrz zabytkowego gmachu przy Newskim Prospekcie. Cytaty z klasyków rosyjskiej literatury (m.in. Dostojewski, Bunin, Gogol) składają się na historię ludzkich zmagań z upływem czasu i prób zrozumienia sensu egzystencji, a także eksponują istotną rolę, którą biblioteka odgrywa w kulturze. Natomiast nostalgiczne zdjęcia, niespiesznie oprowadzające widza po zawiłych korytarzach XVIII-wiecznego budynku, dopełniają sens słów i skłaniają do refleksji nad naturą czasu, którą w duchu Augustyńskim snuje sama biblioteka. Wspomniane zdjęcia są przy tym na tyle plastyczne, że można niemal poczuć zapach starych książek, a zastosowana w całym projekcie Wendersa technologia 3D podczas seansu zachęca do sięgania po opasłe, zabytkowe woluminy stojące na półkach.
 

Michael Madsen ujawnił nieco architektonicznych szczegółów (oraz stojących z nimi idei) norweskiego więzienia Halden, a także sportretował fragmenty codzienności osadzonych. Patronem swojej narracji uczynił zaś Michela Foucaulta, którego cytat z „Nadzorować i karać” rozpoczyna projekcję. Margreth Olin zajrzała do wnętrza futurystycznej opery w Oslo i w intrygujący, poetycki sposób pokazała, jak ten charakterystyczny gmach wchodzi z interakcje w otoczeniem, a zarazem tętni wewnętrznym życiem; i jak to życie wchodzi w symbiozę ze sztuką. Karim Aïnouz sportretował natomiast paryskie Centrum Pompidou, które opisuje samo siebie jako nowoczesną fabrykę lub maszynę kultury, wciśniętą między zabytkowe budynki i leciwe ulice francuskiej stolicy. Najciekawsze okazało się spojrzenie Roberta Redforda, który skupił uwagę na kalifornijskim Salk Institute – zaprojektowanym przez Louisa Kahna miejscu pracy wybitnych naukowców (głównie biologów, chemików i fizyków). Kluczowe dla rozwoju nauki efekty ich pracy architekt postanowił odzwierciedlić w bryle budynku, która miała inspirować świat architektury w podobny sposób, jak odkrycia pracujących w nim badaczy inspirują świat nauki i medycyny. Stworzył gmach wzorowany na ludzkim układzie nerwowym, wkomponowany w środowisko naturalne. A ogniwem łączącym człowieka z naturą uczynił wodę. Redford odszedł nieznacznie od koncepcji zaproponowanej przed Wendersa, dzięki czemu wyreżyserowana przez niego część zyskała na dynamice oraz realizmie. Bez oporów czerpał też ze zdjęć archiwalnych, prezentujących słynnego Louisa Kahna zmarłego w 1974 roku. Rzecz długa i momentami nazbyt edukacyjna, ale jednocześnie intrygująca i warta zobaczenia. Zwłaszcza w kinie i technologii 3D – bo w jaki sposób można lepiej opowiadać o przestrzeni?
 
Do typowych, a przy tym udanych amerykańskich dokumentów z intrygującym bohaterem na pierwszym planie należy zaliczyć „Finding Vivian Maier” w reżyserii Johna Maloofa i Charliego Siskela oraz „The Dog” Franka Keraudrena i Allison Berg. Pierwszy przybliża historię tytułowej fotograf, która portretowała życie mieszkańców Chicago, a później także robiła zdjęcia podczas swoich podróży po świecie. Odeszła w roku 2009 w wieku 83 lat, a jej twórczość była wówczas nikomu nieznana. Pudła z negatywami odkrył przypadkiem John Maloof. Opublikował część zdjęć w internecie, gdzie błyskawicznie zyskały ogromną popularność. Był to pierwszy kamień, który poruszył lawinę. Ujmujące fotografie oraz niezwykła historia odkrycia twórczości tajemniczej Vivian Maier obiegły świat i zachwyciły miliony. Jej ogromny dorobek wciąż nie został w całości odkryty (przeskanowano dotychczas 80 tysięcy z około 100-150 tysięcy negatywów), a film skupia się nie tyle na jego prezentacji, ile na tym, jak został odnaleziony oraz na dociekaniu motywacji głównej bohaterki – ekscentryczki, osoby dbającej o własną prywatność, kobiety niezależnej, a przy tym świadomej i zaangażowanej społecznie oraz politycznie. „Finding Vivian Maier” powtarza schemat „Sugar Mana” Malika Bendjelloula – odkrywa dla świata intrygującą bohaterkę, prezentuje jej twórczość i nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. A po projekcji nie daje o sobie łatwo zapomnieć i skłania do poszukiwania zdjęć Vivian Maier, które niewątpliwie są dziełami sztuki.
 
„The Dog” to natomiast pozycja obowiązkowa dla fanów „Pieskiego popołudnia” Sidneya Lumeta. Film opowiada o życiu Johna Wojtowicza, w którego w hollywoodzkiej produkcji wcielił się Al Pacino. A dla tych, którzy nie widzieli lub nie pamiętają: idzie o słynny napad na bank, podczas którego osaczony włamywacz zażądał operacji zmiany płci dla swojego partnera, w zamian za zwolnienie zakładników. Dokument Franka Keraudrena i Allison Berg traktuje ów słynny napad na bank jedynie jako pretekst, by przybliżyć historię samego Wojtowicza – uzależnionego od seksu najpierw hetero-, a następnie homoseksualisty i aktywisty na rzecz ruchu LGBT. Bohatera żywiołowego, pewnego siebie, bezkompromisowego oraz o wielkim poczuciu humoru i radosnego, mimo że podczas długiej realizacji filmu stopniowo traci na wadze, ponieważ nowotwór wysysa z niego życie. „The Dog” to dzieło wartościowe na wielu poziomach – cenne z historycznego punktu widzenia, interesujące społecznie, sprawnie zrealizowane, poruszające na płaszczyźnie rodzinnej, a przede wszystkim pociągające ze względu na słodko-gorzką opowieść głównego bohatera, który, mimo radykalnych poglądów, zjedna sobie każdego widza i skłoni do przemyśleń nad własnym życiem.