dwutygodnik internetowy
10.02.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie. Polemika

Ha – Joon Chang chce pobudzić swoich czytelników do, jak sam to ujął, „aktywnego obywatelstwa gospodarczego”. Jeśli tak spojrzymy na 23 rzeczy których nie mówią Ci o kapitalizmie, jej lektura może być dla nas co najmniej wartościowa.


W listopadzie 2008 roku królowa Elżbieta II odwiedziła London School of Economics. Kiedy jeden z tamtejszych profesorów wystąpił z prezentacją na temat kryzysu finansowego, który właśnie ogarnął świat, królowa zapytała: „Jak to możliwe, że nikt tego nie przewidział?”. To pytanie, podobnie jak Elżbieta II, zadawało i wciąż zadaje sobie wielu z nas. Oprócz pytania o przyczyny kryzysu, chcemy dowiedzieć się, co zrobić, aby znów wkroczyć na drogę rozwoju gospodarczego, jak mamy postępować, aby nie dopuścić do podobnych zapaści ekonomicznych w przyszłości. Tymczasem, podobnie jak premier Tadeusz Mazowiecki, oddaliśmy prowadzenie polityki gospodarczej ekspertom, w większości wyznawcom doktryny neoliberalnej, dominującej na naukowych i politycznych salonach świata od lat 80. ubiegłego wieku.

 

W 23 rzeczach, których nie mówią ci o kapitalizmie, koreański ekonomista, pracownik Uniwersytetu Cambridge Ha-Joon Chang stwierdza, że neoliberalni ekonomiści nie mówili nam prawdy, albo przynajmniej całej prawdy, o ekonomii. Warto zauważyć, że jego książka ma charakter co najwyżej popularnonaukowy. Nie znajdziemy w niej dziesiątek tabel, wykresów i setek odnośników do naukowych publikacji (choć oczywiście w książce znajdują się pewne dane liczbowe, odwołania do źródeł czy odnośniki do innych pozycji autora, w których szerzej porusza on ten czy inny problem). Trudno więc oczekiwać, że tezy autora (o ile w ogóle jest to możliwe w społecznej nauce, jaką jest ekonomia) zostaną udowodnione z siłą twierdzeń Euklidesa. Nie taki jest zresztą jego cel. Chodzi mu o dotarcie do szerokiego spektrum czytelników, z których większość może nie mieć większego pojęcia o ekonomii jako nauce, stąd jego wywód nie może być nadmiernie skomplikowany. W recenzji, opublikowanej na tych łamach dwa tygodnie temu, Ignacy Święcicki pisze: „Zamiast 23 nowych rzeczy o kapitalizmie, dowiadujemy się więc tylko, że ekonomia, «w takiej wersji, jaka była praktykowana przez ostatnie trzydzieści lat, czynnie przyczyniła się do krzywdy większości ludzkości». Dla tej jednej rzeczy nie warto po tę książkę sięgać.” Wydaje mi się, że opinia ta jest nieco przesadzona, zwłaszcza że autor poprzedniej recenzji nie odniósł się do kilku istotnych tez Ha-Joon Changa.

Koreański ekonomista nie jest przeciwnikiem kapitalizmu. Jak sam pisze, „mimo swych ograniczeń, kapitalizm jest moim zdaniem i tak najlepszym systemem gospodarczym, jaki wymyśliła ludzkość. Moja krytyka dotyczy szczególnej wersji kapitalizmu – czyli kapitalizmu wolnorynkowego”. Główną tezą Changa jest natomiast ta, że kapitalizm może funkcjonować lepiej i wydajniej niż przez ostatnie trzydzieści lat.

 

Rozdmuchane rynki

Na samym początku książki autor stwierdza, że granice wolnego rynku nie są wyraźnie, niezmienne i obiektywne, ale płynne i kreowane przez praktykę polityczną. Nie da się ich określić w naukowy sposób. Wpływ na to, gdzie je postawimy, mają nasze poglądy, które częstokroć nie dotyczą bezpośrednio sfery ekonomicznej. Przykładem może być tu chociażby zakaz pracy dla dzieci w kopalniach – chroniąc wyznawane przez nas prawa najmłodszych, odbieramy pracodawcom możliwość ich zatrudniania, ograniczając przy tym ich wolność.

Istotnym argumentem podniesionym przez Changa jest podważenie przyjętego przez myśl liberalną od czasów Adama Smitha założenia, że człowiek jest indywidualistą i egoistą, a cele inne niż własna korzyść nie stanowią dla niego dostatecznej motywacji do działania.

Wydaje się, że Ha-Joon Chang dość celnie wskazuje zagrożenia kryjące się za zbyt daleko idącą deregulacją rynków finansowych, rozwojem klasy managerów zarządzających firmami i nieograniczonym przepływem udziałowców pomiędzy firmami (rozdziały 2, 22). Te działania, oferujące możliwości dynamicznego zysku na rynku finansowym, podkusiły decydentów do zmniejszenia produkcji i zaangażowania się jedynie w obrót kapitałem. „W latach 1980–2007 stosunek aktywów finansowych do produkcji na świecie wzrósł z 1,2 do 4,4”. Sektor finansowy rozwijał się po prostu za szybko w porównaniu do innych gałęzi gospodarki, a „na każdy składnik realnych aktywów zaczęło przypadać coraz więcej roszczeń finansowych”. Sytuacja taka miała miejsce chociażby na rynku nieruchomości i stała się jedną z przyczyn kryzysu 2008 roku.

Sojusz zarządzających firmami managerów i rozproszonych akcjonariuszy doprowadził do tego, że wielkie koncerny przestały inwestować w swój długofalowy rozwój, nowe technologie, szkolenia pracowników, zwiększenie ilości i polepszenie jakości produkowanych dóbr, a skupiły się na polityce krótkotrwałego zysku, cięciach kosztów, wytwarzaniu dochodów nie poprzez produkcję, ale poprzez transakcje finansowe prowadzone przez spółki córki (w 2003 roku 45% zysków GE pochodziło z GE Capital; w 2004 roku 80% zysków GM pochodziło z jej finansowej spółki córki, GMAC; natomiast Ford cały zysk w latach 2001–2003 osiągnął dzięki Ford Finance). Taka działalność doprowadza w dłuższej perspektywie do zastoju technologicznego i upadku firmy; przykładem może być tu chociażby amerykański koncern General Motors. O tym, jak ważny dla firmy jest jej długofalowy rozwój i jak niebezpieczne może być dla niej rozproszenie kapitału wśród wielkiej liczby akcjonariuszy, pisał między innymi Joseph Schumpeter w książce „Kapitalizm, Socjalizm, Demokracja”, w latach 40. ubiegłego wieku.

 

Trzeba planować, a kapitał ma narodowość

Interesująca jest także poprowadzona przez Changa w rozdziale 7. analiza polityki stosowanej przez największe dziś mocarstwa gospodarcze w fazie ich dynamicznego rozwoju. Zdaniem koreańskiego ekonomisty postępowały one w sposób odwrotny od tego, który narzucają polityce gospodarczej krajów aktualnie rozwijających się.

Nie twierdzi też autor, że rząd jest skuteczniejszy od sektora prywatnego. Podaje jednak wiele przykładów pozytywnej ingerencji rządu w gospodarkę i ostrzega przed odebraniem państwu możliwości wpływu na rozwój ekonomiczny, głównie z krajów Azji Południowo-Wschodniej.

Ciekawe są także jego argumenty na temat planowania w gospodarce. Nie chodzi tu o to, aby pochwalać centralnie planowaną gospodarkę rodem z ZSRR. Jednakże powołując się chociażby na laureata nagrody nobla Herberta Simona wskazuje Chang, jak wielką rolę w życiu wielkich korporacji odgrywa organizacja i planowanie.

Inne kwestie, których zdaniem autora nie podnoszą neoliberalni ekonomiści, dotyczą między innymi edukacji, rozwoju państw trzeciego świata (głównie Afryki) czy też „narodowości” kapitału, która utrzymuje się pomimo postępującej globalizacji. Chang wskazuje również na wpływ działań państwa na mobilność społeczną i skłonność do podejmowania ryzyka przez obywateli.

 

Konieczność selekcji

Trudno mi się zgodzić z oceną autora poprzedniej recenzji, jakoby z książki nie można było dowiedzieć się niczego nowego. Przynajmniej część poruszanych przez Changa problemów zasługuje na społeczne zainteresowanie i zasługą Koreańczyka jest rozpoczęcie szerszej dyskusji nad nimi.

Oczywiście, choćby w poprzedniej recenzji książki, pojawią się zarzuty o tendencyjność w doborze i interpretacji informacji. Trudno ich uniknąć. Prowadzenie argumentacji w naukach społecznych polega właśnie na selekcji dostępnego nam materiału i jego interpretacji. Ja również mógłbym zapytać, dlaczego Ignacy Święcicki tyle miejsca w swojej recenzji poświęca przykładom dotyczącym Afryki Subsaharyskiej, które jego zdaniem łatwo jest zbić, a słowem nie wspomina o przytaczanych przez Changa spektakularnych sukcesach gospodarek Azji Południowo-Wschodniej, w których decydującą rolę odegrały działania rządu. Nie miałoby to jednak większego sensu. Naukowcy są oczywiście zobowiązani do przestrzegania norm etycznych i jak największego obiektywizmu w swoich badaniach, ale tam, gdzie dochodzi do interpretacji, zawsze istnieje kilka ścieżek do wyboru. Powinniśmy oczywiście interweniować, jeśli na potrzeby swojej opinii autor posługuje się kłamstwem i świadomą manipulacją faktami. Nie wydaje się jednak, by autor 23 rzeczy dopuszczał się tak ciężkich grzechów.

Ha-Joon Chang chce pobudzić swoich czytelników do, jak sam to ujął, „aktywnego obywatelstwa gospodarczego”. Czytelnik jego książki nie musi w pełni zgadzać się z tezami autora. Wystarczy, aby lektura 23 rzeczy była zaczątkiem głębszej refleksji nad otaczającym nas system ekonomicznym i zachęciła czytelnika do większego zaangażowania się w życie gospodarcze społeczeństwa. Jeśli tak spojrzymy na 23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie, jej lektura może być dla nas co najmniej wartościowa.

 

Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.