dwutygodnik internetowy
5.11.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

1918. Polska ludowa?

Rozmawiając o odzyskaniu niepodległości, zupełnie zapominamy, że pierwszy rząd II Rzeczypospolitej ogłosił i zaczął realizować niezwykle progresywny program społeczny. Pomimo gospodarczego krachu bardziej dbał o robotników i bezrobotnych niż o przedsiębiorców. Być może półtora roku później właśnie to uratowało Polskę przed bolszewicką agresją?

ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

Jeśli przy okazji świętowania rocznicy odzyskania niepodległości mówi się cokolwiek o tym, co rzeczywiście wydarzyło się w 1918 roku, to dominują dwa wątki. Narracja skupia się albo na okolicznościach geopolitycznych – arkanach gry w Wersalu, kolejnych powstaniach: śląskim i wielkopolskim, wizjach granic i wojnach z sąsiadami – albo na „fenomenie jedności” i „porozumieniu ponad podziałami”, do którego doszło między zwaśnionymi stronnictwami w chwili zrzucania zaborczego jarzma.

Mało jest natomiast opowieści o esencji polityki świeżo odrodzonego państwa. Wśród wizji federalistycznych i unitarystycznych, walk lwowskich Orląt i antybolszewickiego wysiłku zbrojnego ginie zupełnie sedno działalności pierwszych rządów, ze szczególnym naciskiem na gabinet Jędrzeja Moraczewskiego (proszę się przyznać, znane jest Państwu to nazwisko?), który uczynił wiele, aby nowa Polska była państwem socjalnym, nastawionym na ochronę słabszych, po prostu… ludowym.

Obraz nędzy i rozpaczy

Pomimo entuzjazmu, jaki panował w pierwszych dniach istnienia odrodzonej Rzeczypospolitej, położenie jej gospodarki i społeczeństwa po czterech latach wyniszczającej wojny było fatalne. Niech za jej obraz posłuży kilka danych podanych za wybitnymi znawcami przedmiotu, profesorami Landauem i Tomaszewskim:

– Blisko 40% budynków w miastach powiatowych i mniejszych uległo przez czas wojny zniszczeniu.

– Rolnictwo straciło 1,8 mln sztuk bydła i niemal 1 mln koni.

– 30% ziem leżało odłogiem, plony pomniejszyły się o blisko 1/3.

– Z samych tylko łódzkich fabryk okupanci wywieźli 1300 km pasów transmisyjnych, 1000 silników elektrycznych, 1000 ton miedzianych części wyłamanych z maszyn, z całej Polski ukradziono niemal 100 tys. ton armatury przemysłowej.

– Na terenie Królestwa Polskiego w przemyśle zatrudnionych było 15% przedwojennej liczby robotników. Przeciętny wskaźnik produkcji przemysłowej z 1919 roku wyniósł ok. 30% stanu z 1913 roku w tych samych granicach (ostatnia z informacji za prof. Wojciechem Roszkowskim).

Dramatycznie spadała wartość pieniądza. Rosły ceny. Królowało bezrobocie i głód. Niemal jedna czwarta populacji nie umiała czytać i pisać. W wielu miejscach kraju dzieci nie chodziły do szkoły. Na wsi panowały właściwie wciąż stosunki feudalne, które najlepiej wyrażają się w strukturze gospodarstw rolnych: niecały procent z nich opanował połowę ziemi.

Sytuacja taka była oczywiście rajem dla wszelkiej maści spekulantów, oszustów i przestępców.

Niepodległość chłopa i robotnika

Władzę w takim właśnie kraju objął 18 listopada 1918 roku powołany przez Naczelnika Piłsudskiego gabinet Jerzego Moraczewskiego. Rząd ten, który sam siebie nazywał „ludowym”, grupował przedstawicieli partii lewicowych i centrolewicowych: Polskiej Partii Socjalistycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego „Wyzwolenie” („Piastowcy” z Witosem na czele szybko się wycofali) oraz mniejszych ugrupowań inteligenckich. Endecja, mimo namów ze strony Piłsudskiego, który wypisał się już z PPS i próbował pełnić rolę mediatora na scenie politycznej, nie dała się namówić do wstąpienia do rządu w charakterze koalicjanta i kopała pod nim dołki na różne sposoby.

Sam Moraczewski, legionista i zaufany człowiek Naczelnika, był niepodległościowym socjalistą z krwi i kości. Jeszcze w czasie wojny tak wyrażał swój pogląd na kształt przyszłej Rzeczpospolitej: Polska Niepodległa musi […] dać chłopom ziemię, robotnikom warsztat pracy, inteligencji możność utrzymania. Musi złamać ustrój kapitalistyczny, zdusić lichwę i wyzysk klasy nad klasą. Wtedy […] pryśnie fałsz, że Polska to powrót pańszczyzny. Zatriumfuje prawda, że Polska to wolność polityczna, równość społeczna i braterstwo wyzwolonych ludów”.

Trzeba przyznać, że był to projekt ambitny, radykalny i, z dzisiejszego punktu widzenia, idealistyczny. Jego zasadnicze przesłanie było zgodne z poglądem głoszonym przez socjalistów (choć nie tylko przez nich) od wielu dekad: niepodległość nie może oznaczać wyłącznie wyzwolenia narodowego, musi również przynieść poprawę warunków życia zwykłym Polakom.

I rzeczywiście trzeba przyznać, że mimo pewnej niechęci Piłsudskiego, który widział rząd ludowy raczej jako swego rodzaju bufor przeciwko nastrojom rewolucyjnym i dobry pomysł na przetrwanie okresu przejściowego, Moraczewski i jego ministrowie zdobyli się przez sześćdziesiąt dni swoich rządów na niebywały wysiłek legislacyjny. Było to tym łatwiejsze, że mogli rządzić za pomocą dekretów – wszystkie one musiały jednak być później przyjęte przez Sejm Ustawodawczy. Oto najbardziej spektakularne efekty tych wysiłków:

– Pierwszy dekret, wydany przez nowy rząd w piątym dniu urzędowania (sic!), ustanowił, rewolucyjny w tamtym czasie, ośmiogodzinny dzień pracy. I zapowiedział ostre sankcje przeciwko przedsiębiorcom, którzy nie będą go respektować.

– Dwa tygodnie po przejęciu władzy, kierując się potrzebą „bardziej skutecznej obrony ludności przed lichwą wojenną utrudniającą jej otrzymanie niezbędnych ilości pożywienia i ciepła oraz dachu nad głową”, wydano obszerny „dekret o obronie ludności przed lichwą wojenną”. Wprowadzał on bardzo surowe kary za wszelka spekulację podstawowymi produktami.

– 16 grudnia wprowadzono przymusowy zarząd państwowy nad wieloma przedsiębiorstwami związanymi z władzami zaborczymi, Kościołem prawosławnym lub „bezpańskimi” z powodu sytuacji powojennej, a także tymi „których utrzymanie w ruchu lub puszczenie w ruch leży w interesie państwa”. Jednocześnie nakazano władzom publicznym ochraniać majątki nieobecnych właścicieli.

– Z kolei 19 grudnia wydano „Dekret w przedmiocie przepisów tymczasowych o moratorium mieszkaniowem dla pozostających bez pracy”, który umożliwiał sądom zawieszenie eksmisji osób pozostających bez pracy z niezależnych od nich powodów.

– Dzień wcześniej dekretem „ustabilizowano” wynagrodzenia nauczycieli szkół powszechnych, zapewniając im między innymi dodatki ekonomiczne związane z inflacją wojenną oraz „bezpłatne mieszkanie z opałem” (sic!).

– 3 stycznia 1919 roku utworzono – jako jedną z pierwszych służb państwowych działających na terenie wszystkich trzech zaborów – Państwową Inspekcję Pracy, mającą za zadanie „nadzorowanie należytego stosowania przepisów prawa o ochronie pracy we wszystkich dziedzinach pracy najemnej, zapewniając pracownikom korzyści przyznane im przez obowiązujące socjalno-polityczne prawodawstwo”.

Przyznać trzeba, że jest to naprawdę pokaźny dorobek. Rząd ewidentnie nie przyjął znanej z niedawnych czasów zasady, że w sytuacji kryzysu należy przede wszystkim ułatwić sytuację przedsiębiorcom i pracodawcom, ale uznał, że aby wolna Polska rzeczywiście zyskała poparcie większości mieszkańców, musi – pomimo gospodarczego krachu – starać się dbać o ich byt.

Wola ludu ponad wszystko

Rząd Moraczewskiego ustąpił 16 stycznia, kiedy Piłsudskiemu udało się porozumieć z prawicą i powołać na szefa rządu wielkiego pianistę i dyplomatę, związanego z endecją Ignacego J. Paderewskiego. Ustępujący ministrowie rządu ludowego pisali, że „nowoczesne państwo polskie rządzić się musi zasadą sprawiedliwości społecznej […] lud polski dojrzał do przejęcia na siebie obowiązku utrzymania i obrony Rzeczypospolitej Polskiej”. Swoje działania opisywali pozytywnie: „Wszystko to zrobiliśmy lepiej i prędzej, niżby to był w stanie zrobić jakikolwiek inny rząd w tych warunkach.” Wskazywali jednak na trudności: „Bogaci odmawiają płacenia podatków, bojkotują pożyczkę państwową, wprowadzają sabotaż na wszystkich polach gospodarki państwowej […]” (cyt. za: A. Próchnik, „Pierwsze piętnastolecie Polski niepodległej”).

Trzeba podkreślić jeszcze jedną rzecz: członkowie rządu ludowego, w przeciwieństwie do wielu innych XX-wiecznych polityków lewicy, mieli pełen szacunek dla rzeczywistej woli ludu. Dlatego od początku podkreślali, że ich władza jest tymczasowa i będzie podlegać weryfikacji wyborczej. Do okresu powyborczego zawiesili również bardziej kontrowersyjne tematy, takie jak wywłaszczenia czy reforma rolna. Licznymi dekretami rozszerzyli prawa wyborcze na grupy dyskryminowane (kobiety, mniejszości narodowe) i dążyli do objęcia akcją wyborczą jak największej części pogrążonego w chaosie terytorium kraju.

Wybory odbyły się bardzo szybko, bo już 26 stycznia 1919 roku. Zwycięstwo w nich odniosły – co członkowie rządu Moraczewskiego przyjęli z goryczą – ugrupowania prawicy (w Królestwie Polskim) i ludowego centrum (PSL „Piast” w Galicji). Chociaż w obu dawnych dzielnicach partie lewicy ludowej i socjalistycznej osiągnęły ponad trzydziestoprocentowy wynik, wybory obaliły argument, że stronnictwa te reprezentują rzeczywiste poglądy większości „ludu polskiego”.

***

Prawicowe rządy nie odważyły się jednak podważyć kluczowych dekretów Moraczewskiego i jego ministrów; dokonały najwyżej pewnej korekty gospodarczego kursu, zarzucając zwłaszcza politykę wywłaszczeń. Co więcej, w godzinach „trwogi”, które nastały rok później w związku z bolszewicką agresją, wracano do lewicowych postulatów, przede wszystkim tworząc pozory realizacji radykalnej wersji reformy rolnej (której niedostateczne przeprowadzenie jest jedną z większych porażek II RP). Niewątpliwie kierunek nadany przez pierwszy rząd wolnej Polski miał duży wpływ na bezprecedensową mobilizację obywateli wiosną i latem 1920 roku.

Ostatecznie jednak trzeba przyznać, że wizja niepodległej Polski zaproponowana przez Moraczewskiego nie odniosła sukcesu, a najlepszym dowodem jej upadku były strzały do robotników z wojskowych karabinów w Krakowie w listopadzie 1923 roku. Gorzkim dowodem jest także fakt, że hasła „rząd ludowy” czy „Polska Ludowa” kojarzą nam się dziś z zupełnie innym okresem i innymi postaciami.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Klęska narodu państwowego. Refleksja wokół książki Pawła Brykczyńskiego

U nas też był Październik!