dwutygodnik internetowy
05.03.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Nienawiść do Zachodu

Jesteśmy świadkami istotnego przesilenia. Być może z naszej przesiąkniętej dostatkiem europejskiej warowni trudno jest to jeszcze dostrzec. Być może wielu potomków kolonizatorów, którzy mieszkają dziś w miastach wzniesionych dzięki wyzyskowi i grabieży, nie umie rozpoznać pierwszych zwiastunów tych zmian. Być może liczni myśliciele, spadkobiercy europejskich prądów intelektualnych, roszczących sobie prawo do narzucania kagańców uniwersalizmu, nie są jeszcze w stanie wyobrazić sobie tego zakrętu historii. Jednakże to się dzieje tu i teraz.

„Pamięć Zachodu jest dominująca i nie poddaje się żadnym wątpliwościom. Pamięć Południa jest pamięcią zranioną. Zachód zaś bagatelizuje powagę i bolesność tych ran.”

Jean Ziegler

 

Jesteśmy świadkami istotnego przesilenia. Być może z naszej przesiąkniętej dostatkiem europejskiej warowni trudno jest to jeszcze dostrzec. Być może wielu potomków kolonizatorów, którzy mieszkają dziś w miastach wzniesionych dzięki wyzyskowi i grabieży, nie umie rozpoznać pierwszych zwiastunów tych zmian. Być może liczni myśliciele, spadkobiercy europejskich prądów intelektualnych, roszczących sobie prawo do narzucania kagańców uniwersalizmu, nie są jeszcze w stanie wyobrazić sobie tego zakrętu historii. Jednakże to się dzieje tu i teraz. A lekceważenie nadchodzących przemian może nieść ze sobą poważne konsekwencje.

Przesilenie, o którym piszę, charakteryzuje się nienawiścią ofiar do swych okupantów. Nienawiścią karmioną wiekami upokorzeń, dyskryminacji i wyzysku. Nienawiścią pamiętającą o trzech stuleciach trójstronnego handlu niewolnikami oraz o kolonialnej władzy idącej pod rękę z chrześcijańskimi misjonarzami. Nienawiścią zbudowaną na ubezwłasnowolnieniu, rasizmie, hipokryzji i przemocy. Po trosze również na zazdrości. Nienawiścią do świata zaprojektowanego przez chciwych zdobywców, narzucających swój ład ekonomiczny, do dziś utrzymywany przez międzynarodowe korporacje i kapitałowe oligarchie. Narzucających porządek świata opierający się na ustanowionej pokolenia temu przemocy strukturalnej, dziś niejednokrotnie postrzeganej w działalnościach Banku Światowego, Światowej Organizacji Handlu czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Przesilenie to charakteryzuje się nienawiścią do Zachodu.

 

Nienawiść ta przez stulecia drzemała głęboko w kolektywnej pamięci mieszkańców Globalnego Południa. Drzemała, ponieważ ich świadomość nie była często w stanie poradzić sobie z natłokiem traumatyzujących wydarzeń. Niczym ocaleni po Szoah, rdzenni mieszkańcy Azji i Afryki, Australii i Ameryki spychali swoje krzywdy w najgłębsze zakamarki własnej pamięci. Zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej.

Dziś ta kolektywna pamięć budzi się z całą swoją stanowczością, coraz głośniej domagając się równego traktowania w panteonie dziejów. Jest gotowa wytoczyć o to wojnę dominującej, a zarazem bagatelizującej inne perspektywy, pamięci Zachodu. Czy Zachód jest na to gotowy? Nie ma to dla Południa większego znaczenia, bo tu nie chodzi o negocjowanie brzmienia oficjalnej prawdy. Zraniona pamięć konstruuje dziś zbiorową tożsamość, staje się siłą sprawczą, mobilizuje do działania. Nikt nie chce się już liczyć z zachodnią arogancją. A głównym celem wywodzącej się z tej pamięci tożsamości jest dopominanie się o sprawiedliwość, przypominając kto jest oprawcą, przypominając kto jest ofiarą, przypominając demografię władzy: 500 lat dominacji piątej części ludzkości, podkreślającej swój prym i oświecenie, nad resztą świata. Przypominając w końcu o braku zadośćuczynienia i zrozumienia.

 

Pamięć w dobie przesileń potrafi być rewolucyjna, a dzisiejsza nienawiść, bunt i niezadowolenie tlą się coraz silniej. Aby je dostrzec, wystarczy rozglądać się z większą dozą empatii. Spójrzmy choćby na indiańskie reakcje w czasie pięćsetnej rocznicy „odkrycia Ameryki” przez Krzysztofa Kolumba. Przypomnijmy sobie konflikt pomiędzy Południem i Zachodem w czasie światowej konferencji przeciwko rasizmowi w Durbanie zorganizowanej w 2001 roku przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Zwróćmy uwagę na zdeterminowane reakcje mieszkańców Bliskiego Wschodu w czasie ataków na Liban, Irak czy Afganistan. Jeszcze lepiej widoczne po egzekucjach Saddama Husajna i Osamy Ben Ladena. Usłyszmy głos australijskich Aborygenów, którzy dopiero w latach sześćdziesiątych XX wieku zostali wykreśleni z oficjalnej księgi fauny i flory. A na pełnię praw obywatelskich musieli czekać następne dwadzieścia lat. Czymże innym jest obecne arabskie przebudzenie przeciwko wieloletnim dyktatorom, niejednokrotnie wspieranym przez zachodnich patronów? A takich „wygodnych” satrapów żyje jeszcze na świecie wielu.

Mieszkańcy Południa o wiele mocniej niż mieszkańcy Zachodu zdają sobie sprawę z zadziwiającej zdolności zachodnich rządów do głoszenia innym zasad, których samemu nie przestrzegają. Ostatnia dekada wyraźnie pokazała światu, że wartości demokratyczne i prawa człowieka, którymi szafują zachodni decydenci, kończą się w obrębie granic ich krajów. Niech symbolem tego pozostaną amerykańskie więzienia wymierzone we wrogów Ameryki, umiejscowione poza imperialnym terytorium i prawodawstwem. Tak budzi się tożsamość Południa.

 

A wraz z tożsamością rodzi się czyn. Barack Obama wygrywa demokratyczne wybory i zostaje pierwszym czarnoskórym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Mało kto wie, że pradziadek jego żony urodził się sto pięćdziesiąt lat temu niewolnikiem na plantacji bawełny w Południowej Karolinie. Evo Morales Ayma wygrywa demokratyczne wybory w Boliwii i zostaje pierwszym prezydentem indiańskiego pochodzenia w Ameryce Południowej. A to dopiero początek indiańskiego przebudzenia na kontynencie. Obecnie rządzi już drugą kadencję, wybory wygrał większą liczbą głosów niż poprzednie. To są prezydentury buntu. A przesłanki tego buntu są nie tylko natury emocjonalnej, ale i ekonomicznej oraz politycznej.

Aby lepiej zrozumieć przesilenie pamięci kolektywnej i zranionej tożsamości Globalnego Południa, warto przeczytać „Nienawiść do Zachodu”. Jean Ziegler, wykładowca paryskiej Sorbony i uniwersytetu w Genewie, wieloletni wysłannik ONZu, budzący liczne kontrowersje, a zarazem posiadający szwajcarską lewicową wrażliwość, przedstawia ową anatomię nienawiści na niezliczonej ilości przykładów. Przestrzegam, to nie będzie przyjemna lektura. Ta książka potrafi zachwiać wiarą w naszą cywilizację. I słusznie.

 

Na końcu chciałbym postawić jedno pytanie. Kto wie lub pamięta, co wydarzyło się w Bandungu w 1955 roku? Nikt? O czymś to świadczy. Dla wielu jest to najważniejsza data XX wieku.

 

Jean Ziegler: „Nienawiść do Zachodu”, wyd.: Książka i Prasa, 2010

  • Pawel Zerka

    ja wiedziałem o tym Bandungu.
    jest jakaś nagroda?

    • Ignacy

       Książka do recenzji. O.