dwutygodnik internetowy
30.09.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

„Najlepsze najgorsze wakacje”

Chociaż mamy dopiero końcówkę września wszystko wskazuje na to, że tytuł komedii roku należeć będzie do filmu scenarzystów „Spadkobierców” Nata Farona i Jima Rasha.

 

Chociaż mamy dopiero końcówkę września wszystko wskazuje na to, że tytuł komedii roku należeć będzie do filmu scenarzystów „Spadkobierców” Nata Farona i Jima Rasha.

 

Duncan (Liam James) to nastolatek w ciężkiej życiowej sytuacji. Nie dość, że jest nieśmiały, to jeszcze jego matka (Toni Collette) po rozwodzie znalazła sobie nowego partnera – Trenta (Steve Carell). Niestety nie przepada on za Duncanem (na początku filmu ocenia go na 3 w 10-stopniowej skali), tak samo jak i przyszywana siostra. I oto cała “rodzina” jedzie na wakacje do domku nad oceanem należącym do Trenta.

 

Od razu przyznam, że nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle się śmiałem na filmie. Produkcja jest pełna znakomitego humoru, zarówno dialogowego, jak i sytuacyjnego. Gromkie śmiechy na sali podczas pokazu prasowego nie były rzadkim przypadkiem (wręcz przeciwnie). Co równie ważne, Faxon i Rash (którzy zresztą grają w swoim dziele niewielkie role) doskonale potrafią łączyć wątki komediowe z dramatycznymi, dzięki temu to, co poważne idealnie współgra z zabawą.

 

Prawdziwą przyjemnością jest też podziwianie aktorskich kreacji. Cała ekipa (bez wyjątku!) gra koncertowo. Carell znów udowadnia, że jest doskonale sprawdza się nie tylko w komediowym wcieleniu. Collette, choć trochę na uboczu, świetnie portretuje matkę, która nie do końca umie dogadać się z synem, a chociaż widzi wady Trenta (na przykład niewierność) akceptuje je, bo jest pełna strachu o przyszłość. James jako zamknięty w sobie chłopak, który z czasem nabierze pewności i będzie w stanie przeciwstawić się ojczymowi również jest przekonujący. Niewątpliwym królem filmu jest jednak Sam Rockwell (bardzo charakterystyczny aktor, którego bardzo lubię). Jako całkowicie wyluzowany zachowujący się jak wieczny chłopiec Owen kradnie każdy, nawet najdrobniejszy moment, w którym pojawia się na ekranie. Widać, że cała ekipa nie tylko świetnie bawiła się na planie, ale też zagrała w tym filmie dla scenariusza, nie dla pieniędzy.

 

Dodajcie do tego wszystkiego znakomity scenariusz z ciekawą, mądrą fabułą, żywą i wpadającą w ucho ścieżkę dźwiękową oraz lekkość, z jaką Faxon i Rash opowiadają swoją historię. Nie ma się co rozpisywać – “Najlepsze najgorsze wakacje” to (w swojej kategorii) autentyczny majstersztyk. Nadróbcie więc czas, który poświęciliście na przeczytanie tej recenzji i czym prędzej wybierzcie się do kina. Dawno nie miałem przyjemności z tak wielkim przekonaniem napisać – warto!