dwutygodnik internetowy
28.07.2014
magazyn papierowy


„Mamo żyję”. O Polakach w Kazachstanie

Na stepach Kazachstanu spoczywają ludzie, którzy już nigdy nie powrócili do swojej Ojczyzny, którym nigdy nie było już dane zobaczyć tego, co było im siłą zabrane.

Prezentujemy poniżej list o. Alexego Mitsinskiego ze Zgromadzenia Księży Marianów. Ojciec Alexy pisze z prośbę o wsparcie duszpasterstwa misyjnego, które Zgromadzenie prowadzi wśród społeczności polskiej w Kazachstanie.
 
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
 
Nazywam się o. Alexey Mitsinskiy MIC. Urodziłem się w Kazachstanie (w Karagandzie) w roku 1983. Czuję się Polakiem, ponieważ moja babcia i prababcia były Polkami i jako osoby polskiej narodowości oraz jako katoliczki w 1936 roku zostały wywiezione do Kazachstanu. Ja, podobnie jak i mój ojciec, urodziłem się w Karagandzie. Wzrastałem wśród ludzi wywiezionych do Kazachstanu i dzięki nim uczyłem się szacunku do życia, szacunku i wdzięczności do osób starszych, doświadczonych życiem i dotkniętych cierpieniem. Przez 5 lat ponaglany wewnętrznym pragnieniem, jeszcze przed moim wstąpieniem do Zgromadzenia, uczyłem się prywatnie w Karagandzie języka polskiego.
 
W 2000 roku, mając 17 lat, zostałem przyjęty do Zgromadzenia Księży Marianów. Tego samego roku opuściłem Kazachstan i wyjechałem do Polski w celu odbycia formacji zakonnej. Pierwsze śluby zakonne złożyłem w 2002 roku, a śluby wieczyste w 2008 roku w Lublinie. Święcenia kapłańskie miały miejsce w Karagandzie 12 czerwca 2010 r. Po święceniach na własną prośbę zostałem skierowany do pracy do Kazachstanu i przez pierwszy rok pracowałem w Karagandzie. Wiele osób w tej drodze do Kapłaństwa wspierało mnie swoją modlitwą i ofiarowanym Bogu cierpieniem. Stąd też czuję w sercu wdzięczność i dziękuję Bogu zarówno za powołanie, którym On mnie obdarzył, jak i za ludzi, których On stawiał na mojej drodze do święceń i których nieustannie stawia w moim kapłańskim posługiwaniu.
 
Kazachstan, był miejscem masowych zsyłek, był miejscem bólu i cierpienia setek tysięcy ludzi, którzy byli tutaj wywożeni. Zabierano tym ludziom wszystko: krewnych, posiadłości, dobytek; zabierano im radość oraz nadzieję na lepsze jutro. Istniały obozy pracy nie tylko dla tak zwanych „ludzi politycznie niewygodnych”, ale istniały łagry dla żon, których mężowie byli uznawani za „zdrajców Ojczyzny”. Warto nadmienić także i to, że istniał również obóz dla dzieci, których rodzice byli uważani za „element społecznie niebezpieczny”. Dzieci te były wychowywane w atmosferze sprzyjającej rozwojowi nienawiści do własnych rodziców, a jeżeli jakieś dziecko potrafiło oprzeć się, w sposób jemu tylko wiadomy, temu naciskowi i jeżeli miało okazję napisać list do swojej matki to pierwsze zdanie, które było pisane brzmiało: „Mamo żyję…” Na stepach Kazachstanu spoczywają ludzie, którzy już nigdy nie powrócili do swojej Ojczyzny, którym nigdy nie było już dane zobaczyć tego, co było im siłą zabrane.
 
Wiele osób wywiezionych tu, do Kazachstanu w latach 1939, następnie 1940 oraz 1941 pamięta te trudne chwile. Jedni wspominają o tym niechętnie, z bólem w sercu i łzami w oczach, inni gotowi o tym trudnym doświadczeniu swojego życia opowiadać innym, podkreślając, że to dzięki wierze i dzięki świadomości własnej tożsamości, tego, kim są, mogli przetrwać te niełatwe chwile swojego życia. Pamiętam jak moja babcia, która też była wywieziona w 1936 roku opowiadała o tym wszystkim z wielkim przyjęciem i bólem w sercu… i zawsze wspominała kapłanów, którzy z utratą własnego zdrowia i narażeniem życia gorliwie posługiwali zesłańcom (np. ks. Władysław Bukowiński). Teraz tak się złożyło, że pracuję niedaleko tego miejsca, do którego była ona wywieziona (oddalona o 50 km od Tajynszy Jasna Polana). Niezbadane są wyroki i drogi Boże!
 
Od razu po święceniach pełniłem posługę w Karagandzie i tam było dane mi doświadczyć mojej małości wobec wielkości tych ludzi, którzy przetrwali te burzliwe okresy zsyłek i deportacji. Ludzie Ci do mnie, młodego człowieka, mieli ogromny respekt i szacunek, jako do kapłana. Czułem się mały i nieraz po ludzku bezradny wobec wielkości ich wiary, nadziei i miłości do Kościoła i kapłana. Tak na przykład byłem wezwany do chorej kobiety, która przyjaźniła się z moją babcią. Ta osoba była już u schyłku swego życia. Kiedy wszedłem do pokoju ona, leżąca i nie mająca już sił, bardzo się ucieszyła, wzięła moją rękę, przytuliła do swego policzka i wypowiadając słowa: „Pamiętam o Twojej prośbie o modlitwę. Pamiętam o tym. Modliłam się i będę się modlić za naszego księdza, nawet po śmierci…”. I trzymając moją rękę cicho zasnęła… Wiele było takich momentów, w których serce się radowało z Kapłaństwa Chrystusowego, w którym, z łaski Bożej, dane mi jest uczestniczyć. Można by było wiele pisać o tym, ale nie sposób.
 
Rzeczywistość pracy w Kazachstanie jest trudna. Jest to Państwo, gdzie religią dominującą jest islam. Różnice narodowościowe też nieraz dają o sobie znać (w Kazachstanie mieszka ok. 120 narodowości). Katolicy uważani są za mniejszość i rzeczywiście jest nas bardzo mało. Są parafie, w których na Mszę Świętą w tygodniu przychodzi jedna dwie osoby, a czasem wcale nikt nie przyjdzie. Lepiej wygląda sprawa z niedzielnym uczestnictwem we Mszy Świętej, choć i z tym też bywa różnie – wszystko zależy od pory roku i kalendarza prac. Pokolenie, które doświadczyło bólu rozstania z Ojczyzną, cierpienia z powodu nieobecności duszpasterza jest wierne i trwa na modlitwie. Pokolenie w średnim wieku odpowiada, że albo nie czuje potrzeby by przychodzić do Kościoła, by się modlić, by przestępować do sakramentów, albo, że jest jeszcze niegotowe.
 
10 sierpnia 2011 roku zostałem przeniesiony do Tajynszy, na północ Kazachstanu, na naszą nową mariańską placówkę (jest nas obecnie dwóch). Jest to parafia, przeważnie składająca się z ludzi polskiego pochodzenia, którzy są potomkami byłych zesłańców. Często słyszymy o ich tęsknocie za Ojczyzną, której już nie będzie im dane zobaczyć; tęsknią za kulturą polską, którą starają się w miarę swoich możliwości pielęgnować; za językiem polskim.
 
Mamy cztery kaplice dojazdowe w wioskach oraz kościół parafialny w Tajynszy. Dwie wioski są typowo polskie. Na przykład w jednej wiosce jest 400 domów i mieszkają tam prawie sami Polacy. Dojeżdżamy do tych wiosek systematycznie: spotykamy się tam z młodzieżą, dziećmi, nawiedzamy chorych. Nigdy wcześniej nie spotkałem u ludzi aż takiej tęsknoty za księdzem, za Słowem, za Sakramentami jak właśnie tam, w tych wsiach pośród stepu.
 
Młodzież wyjeżdża przeważnie do Polski na studia i już nie wraca. W parafii pozostają ludzie starsi, dużo jest chorych. Zadajemy sobie więc pytania o to. jak przyciągnąć młodzież do Kościoła, jak zacząć pracę z małżeństwami i w jaki sposób ją poprowadzić, jak dotrzeć do średniego pokolenia, by zechciało być i uczestniczyć w życiu Kościoła? Szukamy możliwości, pytamy Boga, prosząc o światło, czekamy… Głosimy Słowo Boże, kontynuujemy pracę naszych poprzedników. Głosimy Boga bogatego w Miłosierdzie, Który czeka na człowieka, Który przygarnia, Który nie odrzuca nikogo.
 
Tak wygląda nasza sytuacja – jak widać potrzeby są duże, a nasze możliwości są mocno ograniczone. Nie mamy stałych dochodów – żyjemy z ofiar Ludzi o hojnym i wrażliwym na potrzeby innych sercu.
 
Obok pracy ściśle duszpasterskiej, moją troską jest staranie się o środki finansowe na przeprowadzenie koniecznych inwestycji. Kościół parafialny, który ponad 20 lat temu został zbudowany rękami i ogromnym wysiłkiem parafian, od tamtej pory nie był odnawiany ani remontowany, i przyszedł czas na wykonanie koniecznych prac. Jak do tej pory, dzięki naszym Dobrodziejom spoza Kazachstanu mogliśmy wymienić wszystkie okna, zmienić cały system ogrzewania i nagłośnienie oraz zostało odmalowane wnętrze kościoła. Naszym pragnieniem jest jeszcze wykonanie elewacji budynku. W najbliższym czasie będzie nas także czekał generalny remont domu zakonnego, który dosłownie „sypie się”, albo budowa nowego z zapleczem duszpasterskim, gdyż potrzebne są pomieszczenia na różnorodne spotkania i zajęcia z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Marzeniem jest także wykonanie boiska dla dzieci. Jak na razie nie mamy pieniędzy na te cele, nasi parafianie nie są w stanie pokryć takich wydatków.
 
Stąd prosimy Ludzi Dobrej Woli o wsparcie naszego duszpasterstwa misyjnego i dlatego dla tych wszystkich, którzy zapragną dopomóc nam w tej koniecznej pracy, na stepach tego tak rozległego Kraju, podajemy poniżej numer naszego konta bankowego w Polsce:
 
o. Alexey Mitsinskiy
ul. Olimpijska 12
67-200 Głogów
Numer konta: 24 1240 1415 1111 0010 3963 9014

 
Dla zainteresowanych kontaktem podajemy także adres mailowy: o.aleksy@marianie.kz i jednocześnie zapraszamy na naszą stronę w Internecie, która pokazuje nasze życie: www.tajynsza.marianie.com.
 
Niech Bóg błogosławi, a my, już teraz, gorąco dziękujemy za każdą ofiarę i zapewniamy o naszej codziennej modlitwie za naszych Dobrodziejów.
 
Z modlitwą i wdzięcznością
o. Alexey Mitsinskiy MIC
Kazachstan
 
UWAGA! W czasie wakacji internetowa odsłona „Kontaktu” będzie ukazywać się raz na dwa tygodnie – co drugi poniedziałek. Serdecznie zapraszamy do lektury!