dwutygodnik internetowy
05.03.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

„Kto zabił Alonę Iwanowną?” w Teatrze Dramatycznym

Czy Anders Breivik, Lars von Trier i Fiodor Dostojewski mają coś wspólnego? Twierdzącej odpowiedzi na to pytanie stara się udzielić twórca spektaklu „Kto zabił Alonę Iwanowną?”, Michał Kmiecik, o którym już pisze się, że jest pierwszym ważnym reżyserem urodzonym po 1989 roku. Czemu od razu ważnym? Może po prostu starającym się za wszelką cenę wzbudzić […]

Czy Anders Breivik, Lars von Trier i Fiodor Dostojewski mają coś wspólnego? Twierdzącej odpowiedzi na to pytanie stara się udzielić twórca spektaklu „Kto zabił Alonę Iwanowną?”, Michał Kmiecik, o którym już pisze się, że jest pierwszym ważnym reżyserem urodzonym po 1989 roku. Czemu od razu ważnym? Może po prostu starającym się za wszelką cenę wzbudzić kontrowersję i tym samym zwrócić na siebie uwagę? Krytycy nie mają jednak tych wątpliwości i już ogłosili spektakl istotnym głosem młodego pokolenia. Ile w tym prawdy, a ile zwykłej sensacji?

 

Zacznijmy od początku, czyli od plakatu reklamującego sztukę, z którego spogląda na nas Anders Breivik – zamachowiec z norweskiej wyspy Utoya. „Pikselowa” forma plakatu przywodzi na myśl grafiki z nurtu pop artu, przedstawiające kultowe postaci kultury popularnej. Tu pojawia się pierwsza w pełni świadoma prowokacja, która wielu zniechęci do pójścia na przedstawienie. I chyba słusznie, bowiem granice, które stawiamy sztuce, dla niektórych w tym miejscu zostaną przekroczone. Nie wydaje mi się to ani przesadą, ani zacofaniem, ani bojaźnią przed nowoczesnością. A w kontekście zachowania Breivika, który sam robi wszystko, żeby stać się osobą przynajmniej rozpoznawalną, wykorzystanie jego postaci w kulturze jest niepokojące (nawet jeśli porównywany jest do Raskolnikowa, a cały spektakl ma oczywiście nawiązywać do „Zbrodni i kary”).

Kiedy już usiądziemy w fotelach Teatru Dramatycznego i na scenę wyjdzie pierwszy aktor, od początku spotkamy się z nieznośnie nachalną ironią. Ironią wobec współczesnego świata, lokalnych problemów, ale tak naprawdę wobec, Bogu ducha winnego, Fiodora Dostojewskiego. Okazuje się bowiem, że w 2012 roku w Warszawie nikogo nie obchodzi już, kto zabił Alonę Iwanowną. Artyści skupieni są na wysokości swoich zarobków, a przeciętnych ludzi bardziej interesują medialne sensacje. Te medialne sensacje ostatniego roku, często przywoływane przez bohaterów dramatu, tworzą obraz rzeczywistości widzianej oczami Kmiecika, czyli pokolenia dzisiejszych dwudziestolatków.

Pretensjonalna forma sprawia, że treść sztuki pozostaje na drugim planie. A jedynym dostrzegalnym przekazem autora zdaje się być chaos panujący w dzisiejszym świecie, upadek wartości i, właściwie, nieaktualność Dostojewskiego. Oprócz Raskolnikowa bohaterami sztuki są wspomniany wcześniej Anders Breivik, Lars von Trier i warszawski kamienicznik-wyzyskiwacz. Jednym słowem: postaci kontrowersyjne, bo i najbardziej rzucającym się w oczy celem Kmiecika jest właśnie to, żeby stworzyć coś kontrowersyjnego. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć przesadnie dużą liczbę wulgaryzmów czy dobór bohaterów i spraw omawianych przez nich podczas przedstawienia?

Jest jednak dramat „Kto zabił Alonę Iwanowną?” wyraźną próbą dostosowania się do praw rządzących polską sztuką współczesną. Porównania do Demirskiego czy Masłowskiej są więc naturalne, ale i przy nich Kmiecik wypada dosyć blado – jako autor banalny, posługujący się zapoczątkowaną przez innych formą, niemówiący właściwie niczego nowego.

Jego głos to głos pokolenia „młodych oburzonych”. Ludzi, dla których stare wartości są już nieaktualne (w tym wartość starej literatury, takiej jak Dostojewski), ale którzy nie są też w stanie zastąpić ich niczym nowym. To głos mocny, ale reprezentujący pokolenie Polaków zagubionych we współczesnym świecie. Bohaterowie Kmiecika działają chaotycznie, pod wpływem impulsów i emocji, bez wyznaczania sobie żadnych długodystansowych celów.

Patronem spektaklu jest Krytyka Polityczna, co wydaje się być nie bez znaczenia. Wśród pełnych sarkazmu głosów bohaterów, wyjątkowo poważnie brzmi monolog jednej z postaci – młodej dziewczyny, która jak w transie powtarza, że jest dzieckiem narodzonym, które winne jest śmierci własnej matki. Można więc bez cienia kpiny powiedzieć, że sztuka Kmiecika reprezentuje teatr zaangażowany.

Uczciwe należy jednak przyznać, że są w niej również momenty naprawdę zabawne i groteskowe. Niewątpliwie mocną stroną spektaklu jest także profesjonalna gra aktorska, dzięki której ogląda się przedstawienie w napięciu i bez znudzenia. Chociaż powody do krytyki można mnożyć, Michał Kmiecik broni się na tyle skutecznie, że potyczkę wygrywa. Bo czy nie osiągnął właśnie tego, co zamierzał? Wątpliwym jest, żeby zależało mu na przypodobaniu się całej warszawskiej publiczności teatralnej, raczej chciał sprowokować, również do ocen negatywnych. Dlatego pomimo początkowych wątpliwości co do wagi autora sztuki „Kto zabił Alonę Iwanowną?”, trzeba ostatecznie przyznać się do porażki i przytaknąć- Kmiecik osiągnął poniekąd sukces. Ot choćby dlatego, że wizyty w Teatrze Dramatycznym nazajutrz się nie zapomina, a oburzenie (bądź, oczywiście, zachwyt) pozostaje.